Z upływem czasu się zmieniasz. Ale to, czy się starzejesz zależy od Ciebie.

 

Wie­cie, w moim blo­go­wa­niu jest kil­ka sta­łych ele­men­tów – pra­ca, #kla­jen­ci, Dzie­cior­ki, Mała­Żon­ka czy uda­wa­nie, że jestem na die­cie. Ale też cią­gle prze­wi­ja­ją­cy się lajt­mo­tyw to mój wiek, moje skoń­czo­ne czte­ry dychy, ten czwar­ty krzy­żyk na kar­ku. Tro­chę miej­sca­mi do znu­dze­nia, zda­ję sobie z tego spra­wę, dla­te­go dzi­siaj chciał­bym się Wam trosz­kę z tego wytłu­ma­czyć. Poza tym ostat­nio poga­da­łem sobie z ludź­mi w moim wie­ku i mnie naszło na refleksje.

To taki okres w życiu, kie­dy spo­ro się zmie­nia. Bo powo­li i nie­uchron­nie zaczy­nasz sobie uświa­da­miać, że masz datę waż­no­ści. Że wła­ści­wie już z tej góry zwa­nej życiem zaczy­nasz scho­dzić i nic tego nie zmie­ni. Ale od Cie­bie tyl­ko zale­ży, czy będzie to łagod­ne, przy­jem­ne zej­ście, pod­czas któ­re­go podzi­wiasz wido­ki, czy zje­dziesz po pro­stu na dupie na sam dół i roz­pi­rzysz się o jakąś ska­łę. Bo od tej pory to, czy i jak szyb­ko się sta­rze­jesz, zale­ży w ogrom­nej mie­rze od Ciebie.

Kie­dyś pisa­łem o tym, że te kil­ka­na­ście lat po stu­diach to okres wytę­żo­nej pra­cy. Z jed­nej stro­ny cią­gle roz­sa­dza nas mło­dzień­czy zapał, chce­my się bawić, pozna­wać świat i gene­ral­nie użyć z życia, póki jesz­cze czas. Z dru­giej już (prze­waż­nie) mamu­sia nie utrzy­mu­je, jakiś start rodzi­ce nam zapew­ni­li, ale to jest ten moment, kie­dy sami decy­du­je­my o tym, co i jak z tych warun­ków począt­ko­wych wyko­rzy­sta­my. Szu­ka­my dobrej pra­cy, bie­ga­my w kor­po-mun­dur­kach, zary­wa­my noce nad pro­jek­ta­mi – szu­ka­my tej jed­nej dro­gi zawo­do­wej, któ­rą chce­my iść i któ­ra spra­wia nam satys­fak­cję. Ale pra­ca dla samej pra­cy nie ma więk­sze­go sen­su, więc pnie­my się po szcze­bel­kach karie­ry i zara­bia­my kasę. Zmie­nia­my dra­bi­ny, po któ­rych się wspi­na­my, że nasza satys­fak­cja i kas były jak naj­więk­sze. Inwe­stu­jesz swój czas i siły w swo­ją karierę.

Szu­ka­my też kogoś, z kim przez to życie przej­dzie­my, bo jed­nak czło­wiek jest zwie­rzę­ciem stad­nym i czu­je­my, że dobrze iść trzy­ma­jąc za rącz­kę kogoś, na kim nam zale­ży i komu zale­ży na nas. Bo razem łatwiej to wszyst­ko ogar­nąć, tak­że finan­so­wo. Bo takie zali­cza­nie samot­nie kolej­nych uro­dzin jest smut­ne. A z bie­giem lat coraz smut­niej­sze. Dla­te­go to taki okres, kie­dy nie tyl­ko w karie­rę się anga­żu­je­my, ale i w zwią­zek z dru­gim czło­wie­kiem. Tutaj nie­ste­ty rzad­ko to jest dra­bi­na i mniej lub bar­dziej krzy­wa rosną­ca, a raczej jakiś popie­przo­ny uczu­cio­wy rol­ler­co­aster, gdzie wspi­nasz się na wyży­ny tyl­ko po to, żeby za chwi­lę runąć z krzy­kiem w dół. Inwe­stu­jesz swój czas i siły w uczucia.

W pew­nym momen­cie docho­dzisz, czy docho­dzi­cie wspól­nie do wnio­sku, że to już czas na to, żeby być odpo­wie­dzial­nym rów­nież za innych. Stwier­dzasz, że jesteś na takim eta­pie karie­ry i uczuć, że możesz zało­żyć rodzi­nę. Bie­rze­cie kre­dyt, kupu­je­cie dom, miesz­ka­nie i SUV’a. Stać Cię już na to, żeby na świe­cie poja­wi­ła się mała istot­ka drą­ca japę co kil­ka godzin (jak masz szczę­ście i nie drze się cały czas) i robią­ca w pie­lu­chy (tu podob­nie). I któ­rą poko­chasz całym sobą.  I od teraz inwe­stu­jesz swój czas i siły w rodzinę. 

 

No i tutaj przeważnie zaczynają się schody…

Bo wie­cie, sło­wo “inwe­sty­cja” zakła­da zwrot. Naj­le­piej z zyskiem. Zarów­no karie­ra, jak uczu­cia dobrze ulo­ko­wa­ne nio­są za sobą wyraź­nie widocz­ną sto­pę zwro­tu – sta­bil­ność, satys­fak­cja w pra­cy i w uczu­ciach jest nie do prze­ce­nie­nia i zde­cy­do­wa­nie pod­no­si Two­ją jakoś życia. Ale bycie rodzi­cem to inwe­sty­cja, któ­ra wywró­ci Twój dotych­cza­so­wy świat do góry noga­mi, nawet jeśli wyda­wa­ło Ci się, że nie­wie­le się zmie­ni. Zmie­ni się wszyst­ko. Fakt, przy­no­si ona OGROOOMNE zyski, ale jest też BAAARDZO dłu­go­ter­mi­no­wa i oka­zu­je się, że nie każ­dy chce cze­kać kil­ka­dzie­siąt nawet lat na profity.

Bo nagle możesz sta­nąć przed wybo­rem – karie­ra czy rodzi­na? I to doty­czy głów­nie kobiet, cho­ciaż wie­le się zmie­nia na lep­sze i oby ten trend się nigdy nie zmie­nił. Nie­ste­ty face­ci nie będą rodzić i nie­ste­ty ten trud­ny okres cią­ży musi zno­sić kobie­ta. I dla­te­go takich wybo­rów nie powin­na musieć doko­ny­wać. Ale jest jak jest – samo­re­ali­za­cja jest nie­zwy­kle waż­na i koniecz­ność pod­ję­cia takiej decy­zji moc­no wpły­wa na całą resz­tę życio­wych aspek­tów. Czę­sto destrukcyjnie.

Bo nagle Two­je, Wasze uczu­cia do sie­bie nawza­jem musia­ły się podzie­lić na jesz­cze jed­ną małą istot­kę (albo i wię­cej). Bo Two­je cia­ło po cią­ży nie wyglą­da tak, jak przed nią. Bo Two­ja żona poświę­ca się w cało­ści Wasze­mu dziec­ku zapo­mi­na­jąc w ogó­le o Two­im ist­nie­niu i potrze­bach, nie tyl­ko ducha, ale i cia­ła. Bo ucie­kasz z domu od nowych obo­wiąz­ków, szu­ka­jąc poza nim chwi­li świę­te­go spo­ko­ju, a bywa że i tego, cze­go nie dosta­jesz od żony.

Nad­cho­dzą kry­zy­sy – w pra­cy, w domu, w uczu­ciach. Nie zapo­bie­gniesz im ani ich nie unik­niesz. To, jak Ci się uda­ło przez nie przejść, jaki mia­ły prze­bieg i jak się skoń­czy­ły odbi­ły się na Tobie bar­dzo moc­no. Papie­ro­sy, alko­hol, przy­god­ne roman­se, dłu­gie i burz­li­we związ­ki, prze­ży­te tra­ge­die, impre­zy mniej­sze lub więk­sze, stres, zanie­dba­nie sie­bie i swo­je­go zdro­wia – to wszyst­ko pozo­sta­wi­ło bli­zny i śla­dy nie tyl­ko na psy­chi­ce, ale i na ciele.

 

Dlaczego o tym piszę?

Dla­te­go, że zazwy­czaj koło czter­dziest­ki masz już wie­le kry­zy­sów za sobą. Masz też już za sobą mło­dość – nie oszu­kuj się, od teraz jesteś już nawet nie tyle doro­sły, co doj­rza­ły. Nawet jeśli się jesz­cze tak do koń­ca nie czu­jesz, to fizjo­lo­gii i bio­lo­gii nie oszu­kasz. Podob­no ewo­lu­cyj­nie jeste­śmy zapro­jek­to­wa­ni na życie max do czter­dziest­ki. Wg wszel­kich pra­wi­deł tej­że ewo­lu­cji już zapew­ni­li­śmy cią­głość gatun­ku wyda­jąc na świat potom­stwo i opie­ku­jąc się nim aż do osią­gnię­cia samo­dziel­no­ści. Tych ład­nych parę­dzie­siąt tysię­cy lat temu czter­dzie­sto­la­tek był… prze­waż­nie mar­twy. Albo dorwa­ło go pre­hi­sto­rycz­ne cho­rób­sko, albo kum­ple z jaski­ni obok, albo był już za wol­ny, żeby uciec przed sza­blo­zęb­nym tygrysem.

Wcho­dzisz w tę czwór­kę z przo­du z baga­żem prze­żyć i doświad­czeń, któ­re jakoś Cię ukształ­to­wa­ły i zasta­na­wiasz się co dalej. Bo bez wzglę­du na to, czy masz sta­bil­ną sytu­ację finan­so­wo-uczu­cio­wo-rodzin­ną (czy­li dobra pra­ca, żona lub mąż, dwój­ka dzie­ci, pies i dom na kre­dyt), czy też wszyst­ko się zdro­wo popie­przy­ło, pod­świa­do­mie czu­jesz, że nad­szedł moment, w któ­rym czas zro­bić prze­gląd i napi­sać bilans zysków i strat. Popa­trzeć, ile jest plu­sów dodat­nich, a ile ujem­nych. Usiąść na spo­koj­nie i wycią­gnąć wnioski.

To tro­chę prze­ło­mo­wa chwi­la, bo docie­ra do Cie­bie coraz moc­niej, że od teraz czas dzia­ła na Two­ją nie­ko­rzyść. I o ile na spra­wy zawo­do­we czy rodzin­ne jesteś w sta­nie wpły­wać raczej bar­dziej, niż mniej, to bio­lo­gii i natu­ry nie oszu­kasz. Wypi­te drin­ki, zje­dzo­ne pacz­ki czip­sów, całe wie­czo­ry na kana­pie z pilo­tem w ręku czy przed kom­pu­te­rem wyła­żą teraz w posta­ci kilo­gra­mów prze­le­wa­ją­cych się nad paskiem od spodni, rwa­nia w ple­cach, kie­dy się zgi­nasz, bólu kolan, kie­dy musisz się z nich pod­nieść. Kie­dyś się balo­wa­ło kil­ka dni pod rząd, teraz kil­ka piw i nie­do­spa­na noc roz­wa­la­ją Cię na kil­ka dni. Kie­dyś wyciecz­ka rowe­ro­wa za mia­sto nie była naj­mniej­szym pro­ble­mem, teraz prze­je­cha­nie kil­ku kółek po par­ku powo­du­je, że nie możesz zła­pać powie­trza, a z czo­ła się leje – prze­kli­nasz w tym momen­cie te wszyst­kie wyja­ra­ne w życiu szlugi.

 

I to jest TEN moment!

To teraz wła­śnie musisz się zasta­no­wić, czy jest Ci dobrze tak, jak jest, czy jed­nak trze­ba coś popra­wić. Zadbać o sie­bie, o swo­ją karie­rę, rodzi­nę albo zdro­wie, w zależ­no­ści od tego, co nie­do­ma­ga. Bo tak napraw­dę pomi­mo tego, że jesteś już mniej wię­cej na pół­met­ku, to cią­gle nie jest za póź­no na to, żeby sobie życie polep­szyć. Ba, to jeden z naj­lep­szych okre­sów w Two­im życiu, bo co praw­da nie do koń­ca jest tak, że w tym wie­ku już nie musisz, a jedy­nie chcesz, ale raczej masz kom­fort taki, że nie­któ­re rze­czy chcesz musieć.

Oczy­wi­ście, wia­do­mo, do pra­cy musisz cho­dzić, o dzie­ci musisz dbać (jak nie dbasz, to jesteś chu­jem bez wzglę­du na płeć), o współ­mał­żon­ka rów­nież (patrz wcze­śniej). Ale nie musisz już nicze­go niko­mu udo­wad­niać, może jedy­nie sobie. Nie musisz robić rze­czy, któ­re nie popra­wia­ją życia Two­je­go i Two­ich bli­skich. Nie musisz robić nicze­go na pokaz. Przede w tym wie­ku wypa­da mieć już tyle w gło­wie rozu­mu, żeby świa­do­mie doko­ny­wać wybo­rów. I jed­nym z takich wybo­rów powin­no być to, że MUSISZ ZADBAĆ O WŁASNE ZDROWIE I UMYSŁ.

 

Ale musisz też tego chcieć.

Wyrzuć ze swo­je­go słow­ni­ka “nie chce mi się”. Wyłącz tele­wi­zor, zgaś kom­pu­ter, wstań z wyra, zza biur­ka, z kana­py. Wywal z lodów­ki i z bar­ku całe nie­zdro­we żar­cie i picie (dobra, nie sza­lej, odro­bi­na dobre­go alko­ho­lu jesz­cze niko­mu nie zaszko­dzi­ła). Idź na rower, na basen, pobie­gać, poru­szać się, choć­by pospa­ce­ro­wać po par­ku. Roz­wiąż krzy­żów­kę, pograj w jakąś grę z dziec­kiem, popatrz o czym się uczy, przy­po­mnij sobie sto­li­ce państw euro­pej­skich czy cze­go wzór che­micz­ny to C2H6O. Zaproś żonę na roman­tycz­ną rand­kę albo wyjazd do SPA, zabierz męża na rajd quada­mi po Biesz­cza­dach albo spre­zen­tuj mu kurs strze­lec­ki, zafun­duj­cie sobie wypad gdzieś tyl­ko we dwo­je. Roz­ru­szaj swój umysł, cia­ło, emo­cje i uczucia.

Nie pozwól, żeby cyfra w dowo­dzie wpły­wa­ła na Two­je życie. Nie daj sobie wmó­wić, że teraz to już bli­żej niż dalej i nic nie ma sen­su. Że nie moż­na sobie poukła­dać roz­bi­te­go życia na nowo, Że nie moż­na zna­leźć miło­ści, czy się zako­chać. Nie bez powo­du ten okres w życiu nazy­wa się dru­gą mło­do­ścią – wyko­rzy­staj to. Jesz­cze pew­nie masz na to zdro­wie, a jeśli nie, to czas naj­wyż­szy to popra­wić. Już pew­nie masz na to pie­nią­dze, a jeśli nie, to czas naj­wyż­szy zacząć mieć. To, czy od tej pory zaczniesz się sta­rzeć zale­ży od Ciebie.

Jed­ną z naj­waż­niej­szych rze­czy, jaka róż­ni dru­gą mło­dość od tej pierw­szej jest to, że już nie jest naiw­na, nie­do­świad­czo­na i wie­le wie o życiu. Wyko­rzy­staj to, wycią­gnij wnio­ski i prze­żyj swo­ją mło­dość na nowo, tyl­ko lepiej. Teraz już wiesz, cze­go tak napraw­dę chcesz od życia.

Zadbaj o siebie.

War­to.

 

 

Fot: foto­lia, autor: Fer­nan­do Cortés


About Jacek eM

view all posts

Mąż, ojciec i projektant wnętrz. Fotograf-amator i wannabe bloger. Właściciel niewyparzonego jęzora i poczucia humoru w stylu noir. No i na wieczystej diecie...

  • Pingback: 39 przemyśleń na 39 urodziny -dizajnuch.pl – blog faceta…()

  • Pingback: Pojebizm pierwszego świata | dizajnuch.pl - blog faceta...dizajnuch.pl – blog faceta…()

  • Świet­ny tekst , doczy­ta­łam do koń­ca jako kobie­ta po 40:)

  • Ja zakła­dam, że może i 20 lat po matu­rze mam pierw­sza poło­wę życia za sobą, ale za to dru­ga poło­wę mam PRZED SOBĄ 🙂

  • Adko

    To jak pod­cho­dzi­my do nasze­go wie­ku to tyl­ko nasza wewnętrz­na pra­wa. Inna rze­czą jest, że w naszym kra­ju panu­je prze­ko­na­nie, że im wię­cej latek przy­by­wa tym bar­dziej trze­ba być poważ­nym czło­wie­kiem… :D:D:D

    • Nie słu­chaj innych, nie zna­ją się. Patrz na mnie – im star­szy, tym głupszy 🙂

  • Pew­nie, że war­to – rze­kła rówie­śnicz­ka Dizaj­nu­cha. Czy­li mła;)

  • Zachcia­ło mi się pła­kać, jak prze­czy­ta­łam Twój tekst, bo choć do czter­dziest­ki jest mi jesz­cze dale­ko, ba nawet trzy­dziest­ka jesz­cze nie na kar­ku, to jakoś pomy­śla­łam o tym wszyst­kim i o tym, że wca­le nie jest dobrze. Mój bilans na dzień dzi­siej­szy nie zapew­nia mi nicze­go, co powi­nien. I pomy­śla­łam o mamie… życie jest takie krót­kie. Czło­wiek nie doce­nia tego, kie­dy jest młod­szym. O mamie pomy­śla­łam, bo czas zmian teraz powi­nien nastać, bo chcia­ła­bym zapew­nić jej, nie sobie, a wła­śnie jej, bez­piecz­ną przy­szłość. Widzisz, zawsze jest coś do zro­bie­nia dla innych i, może wła­śnie ta czter­dziest­ka będzie dla mnie eta­pem, kie­dy zro­bię coś dla sie­bie, bo jak piszesz, zabez­pie­czę już inne sfe­ry życia i prze­sta­nę się bać, mar­twić, nie spać po nocy licząc każ­dy grosz…

    Tulę Cię moc­no, i dzię­ku­ję. Zwy­czaj­nie dziękuję.

    • O masz, a ja tak bar­dziej koł­czo­wo-moty­wa­cyj­nie chcia­łem. Cho­ciaż jak tak czy­tam co napi­sa­łaś, to widzę, że jed­nak chy­ba tro­chę to dzia­ła i za jakiś czas będzie lepiej. I za to moja Dro­ga to ja Ci dziękuję 🙂

      • Oby zadzia­ła­ło! 😀 Nie dzię­kuj, nie masz za co, naprawdę 🙂

  • No tak, mło­dym trze­ba być duchem 🙂 Ja się cie­szę z moich kurzych łapek 🙂

  • Bo wiek w dowo­dzie nijak się ma do wie­ku w ser­cu! Ja cza­sem się czu­ję jak zmę­czo­na i zgorzk­nia­ła sta­rusz­ka, za chwi­lę mi odwa­la i zacho­wu­ję się jak dziec­ko. A naj­bar­dziej, to bym chcia­ła być nastolatką 😀

    • Oj nie, chy­ba nast­kiem to bym nie chciał być 🙂
      Ale tak koło 30?

      • To dla mnie 19 było­by idealnie 😀

  • Ja i moja trój­ka z przo­du poczu­ły­śmy się tym wpi­sem dziw­nie zde­mo­ty­wo­wa­ne >.> ale do czwór­ki jesz­cze mam kil­ka lat, to się może odmieni… 😐

    • Ooo. A dlaczego?

      • Dopadł nas cień tra­co­ne­go cza­su i świa­do­mo­ści miłe­go grza­nia kor­po­fo­te­la. Gdzie ta wal­ka i oż jeny co to będzie za smut­na reflek­sy­ja za te kil­ka lat 😐

        • Pociesz się tym, że co poży­łaś i pozwie­dza­łaś do tej pory, to potem już nie musisz 🙂

  • No pro­szę- Tobie nawet koł­czo­wa­nie wychodzi 😀
    A ja wiem,że Two­je życie teraz ( dzię­ki ludziom i blo­go­wa­niu) zaczy­na nabie­rać nowych barw i jesz­cze nas wszyst­kich zagniesz! 😀

    • Dzię­ki – nie prze­ce­niał­bym tego blo­go­wa­nia, to raczej kry­zys wie­ku średniego 🙂

      • kry­zys był­by jak­byś wymie­nił Mał Żon­kę na now­szy model, dzie­cior­ki zhan­dlo­wał na uczci­wych pracowników/budowlańców, no i bry­kę nową sprawił 😛

  • 40 w dzi­siej­szych cza­sach to nie dużo, to tak jak­by dru­ga mło­dość jak na moje, ale fak­tycz­nie pew­ne decy­zje zosta­ły juz pod­ję­te i cięż­ko będzie je odwracać…Byłam kie­dyś na kon­fe­ren­cji, na któ­rej mówio­no, że dzie­ci uro­dzo­ne po 2000 roku będą żyły ponad 100 lat, że taka bedzie ich nor­ma. Wte­dy to 40 to nawet nie poło­wa będzie:)

    • Coś nie wyda­je mi się – mam wra­że­nie, że jeste­śmy coraz bar­dziej nie­zdro­wi. Ale może medy­cy­na będzie dzia­łac cuda 🙂

  • mi to się wyda­je, że ja na sta­rość głu­pie­je 🙂 coraz wię­cej sza­lo­nych pomy­słów do gło­wy przychodzi 😉

    • Na szczę­ście masz już życio­wą mądrość, żeby nie wszyst­kie pomy­sły realizować 🙂

  • Wyda­je mi się, że oso­by o intro­wer­tycz­nej natu­rze mają pod tym wzglę­dem aku­rat (bo pod wie­lo­ma inny­mi wręcz prze­ciw­nie) łatwiej i szyb­ciej odnaj­du­ją to, cze­go chcą od życia, od ludzi itd. Nie odmó­wię Ci jed­nak tego, że w tej pierw­szej mło­do­ści czło­wiek jakoś tak nie zawsze jest w sta­nie szyb­ko poła­pać się w swo­ich emo­cjach, no i do tego przej­mu­je się wszyst­ki­mi (wiem, że zupeł­nie nie­po­trzeb­nie, bo nikt nam tyle cza­su i uwa­gi w swo­ich myślach nie poświę­ca). A o zdro­wie to trze­ba zawsze dbać! Nigdy nie jest za póź­no, ale lepiej zacząć jak naj­wcze­śniej – jestem pew­na, że to zaprocentuje. 😀

    • A nawet jeśli wcze­śniej sobie to zdro­wie zanie­dba­li­śmy, to też nie jest (zazwy­czaj, wia­do­mo, że gene­ra­li­zu­ję) za póź­no na to, żeby sobie je polep­szyć i popra­wić. Waż­ne, żeby sobie uświa­do­mić, że im póź­niej się za to weź­mie­my, tym wię­cej wysił­ku nas to będzie kosz­to­wać. A prze­cież na sta­rość się nic nie chceee 🙂

  • Kie­dyś tra­fi­łam na takie zda­nie: “To, że się sta­rze­jesz, nie zna­czy, że prze­sta­niesz robić głu­po­ty. Nadal będziesz je robił tyl­ko wolniej”… 😉

  • Faj­ny tekst, zde­cy­do­wa­nie dają­cy do mysle­nia. Fakt, że z bie­giem lat wie­le się zmie­nia. Prio­ry­te­ty, obo­wiąz­ki, styl życia, wydat­ki. Myślę że waż­ne jest to, żeby nie dać się przy­tło­czyć życiu. Dalej czuć się mło­do, pew­nie, korzy­stać z życia, być szczę­śli­wym czło­wie­kiem. Zamiast bez­czyn­nie cze­kać na koniec, trze­ba wziąć spra­wy w swo­je ręce.

    • Hehe, od czter­dziest­ki to do tego koń­ca mam nadzie­ję jesz­cze dale­ko, ale tutaj masz rację – bycie szczę­śli­wym i speł­nio­nym na pew­no powo­du­je, że ta chwi­la nadej­dzie jak naj­póź­niej i wca­le nie będzie­my na nią jakoś szcze­gól­nie cze­kać ze wzro­kiem wbi­tym w ścianę.

  • nie­przy­zwo­it­ka

    I jakoś tak reflek­syj­nie się zro­bi­ło. Mój były nie­do­szły teść zwykł na każ­de swo­je uro­dzi­ny powta­rzać “nie sta­ję sie star­szy, sta­ję się lep­szy” i ja to dzie­dzic­two po nim pie­lę­gnu­ję. Oczy­wi­ście z przy­kro­ścią patrzę na poja­wia­ją­ce się kurze łap­ki (i to też jest Two­ja wina!) ale jed­no­cze­śnie, z każ­dym dniem widzę w lustrze coraz faj­niej­szą dziew­czy­nę. I im star­sza jestem, tym moc­niej czu­ję, że naj­lep­sze dopie­ro przede mną. Oby­śmy tyl­ko zdro­wi byli. Amen. P.S. Da się roz­ło­żyć para­sol w dupie. I nie, nie wiem tego z autopsji!

    • Kurze łap­ki doda­ją faj­nym dziew­czy­nom uro­ku – wiem to z autopsji 🙂
      Yyy, ale taki praw­dzi­wy czy taką popier­dół­kę, jak do drinków?

      • nie­przy­zwo­it­ka

        Ha! nie spre­cy­zo­wa­łeś na począt­ku, więc wygrałam 😛

  • Ane­sth­ka

    Hmmm… Twój tekst jest jak napi­sa­ny dla mnie, ale z tą róż­ni­cą, że ja swo­je bilan­se zaczę­łam robić już przed trzy­dziest­ką 🙂 Jed­nym ze skut­ków ubocz­nych tych bilan­sów jest mój blog i chęć zmia­ny karie­ry zawo­do­wej o 180 st 🙂

    • Hihi, ja przed 30-ką nie mia­łem cza­su się zasta­na­wiać nad taki­mi rzeczami 🙂

      • Ane­sth­ka

        No to jestem o 10 lat do przo­du. Jupiiiii !! 🙂

        • To jed­nak praw­da, że kobie­ty szyb­ciej dojrzewają 🙂

          • Ane­sth­ka

            A jak­że! 😉

  • Z dru­giej stro­ny war­to doce­nić to co się ma i zatrzy­mać się w pogo­ni za poszu­ki­wa­niem tej bar­dziej zie­lo­nej tra­wy czy licy­to­wa­nia się z sąsia­dem na licz­bę KM w sil­ni­ku kosiarki.
    Ludzie są waż­ni, naj­waż­niej­si są ci, któ­rzy nas ota­cza­ją. Jeśli sie­dzi­my w towa­rzy­stwie, któ­re nie chce, nie wie, nie może, nie uda się i siedź jak ci dobrze, to to rów­nież może być moment na zmia­nę towarzystwa.
    I mój ulu­bio­ny przy­kład. Prze­stać myśleć kate­go­ria­mi “jak tego się NIE da zro­bić” na rzecz myśle­nia “jak to sku­tecz­nie zro­bić”. To ostat­nie zmie­nia nasze życie i nasz świat.
    By mi ktoś 3 lata temu powie­dział, że ubio­rę takie śmiesz­ne obci­słe rajt­ki i że prze­bie­gnę bez zatrzy­my­wa­nia się 10km, że nie umrę po 2km cią­głe­go bie­gu, to bym zadzwo­nił pod 112 z pyta­niem czy im jakiś pen­sjo­na­riusz nie uciekł z konwoju.
    Wczo­raj sta­łem 100m przed metą pół­ma­ra­to­nu w Kra­ko­wie, cyka­jąc fot­ki fini­szu­ją­cym. Po raz kolej­ny podzi­wia­łem tych, co osią­ga­li metę w cza­sie dla mnie nie­do­stęp­nym przez naj­bliż­szą deka­dę tre­nin­gów. A na oko byli poko­le­nie wyżej. Da się? Da się. Tyl­ko trze­ba uwie­rzyć, że eme­ry­tu­ra eme­ry­tu­rą a jesz­cze coś moż­ńa w życiu zdziałać 😉

    • Ty wiesz, że do takich wnio­sków może dość tyl­ko ktoś mądry? Ale nie tyl­ko, że inte­li­gent­ny, ale do tego taki po pro­stu mądry, życiowo 🙂
      Jak­by mi ktoś powie­dział 3 lata temu, że będę pisał dur­no­ty do inter­ne­tów, to bym może i uwie­rzył, bo łązi­ło to za mną moc­no, ale że będą mnie czy­tać ludzie o 20 lat młod­si, to bym go moc­no popu­kał w czo­ło. Czymś cięż­kim najlepiej 🙂

      W ogó­le blog mnie bar­dzo wyle­czył z tego “nie da się”. Nie da się to para­so­la otwo­rzyć w dupie, poza tym to kwe­stia chcie­cia. A to z kolei podob­no rzu­ca się na wnę­trze i zewnę­trze, zwłasz­cza na wątro­bę. Tak BTW – na BCP się zare­je­stro­wa­łeś już? 🙂