Współczesny facet niekoniecznie ma łatwo

 

Kie­dyś pisa­łem o tym, co musi w swo­im życiu zro­bić męż­czy­zna, żeby być praw­dzi­wym. Ja sam drzew się w życiu nasa­dzi­łem, synów mam dwóch i wszy­scy mówią, że bym się nie wyparł, więc chy­ba moi. Kre­dyt na cha­tę wła­śnie nie­daw­no się zacią­gnął (no bez jaj, nie musi być dom, bądź­my ela­stycz­ni, w koń­cu to XXIw.), ale cią­gle wyda­je mi się, że to nie takie pro­ste jest. Bo wyda­je mi się, że współ­cze­sny facet ma tro­chę trud­niej, niż nasi męscy przod­ko­wie sprzed lat.

 

Kiedyś, bardzo dawno temu…

Kie­dyś, bar­dzo daw­no temu nikt się jakoś szcze­gól­nie poję­ciem “męskość” nie przej­mo­wał. Jaski­nio­wiec jak miał ocho­tę, to sobie brał sami­cę, kopu­lo­wał, czy tego chcia­ła, czy nie (jak nie chcia­ła, to dosta­wa­ła z liścia), potem brał maczu­gę i wycho­dził z jaski­ni, nie­spe­cjal­nie się przej­mu­jąc ogni­skiem domo­wym. Za jakiś czas przy­cią­gał za trą­bę mamu­ta albo inną pecho­wą padli­nę, a potem w poczu­ciu speł­nie­nia i z peł­nym żołąd­kiem kładł się spać, wcze­śniej oczy­wi­ście kopu­lu­jąc bez przej­mo­wa­nia się, czy sami­ca tego chce, czy nie (jak nie chcia­ła, to dosta­wa­ła z liścia). Chy­ba, że aku­rat to on miał pecha i sam stał się padli­ną. Jaski­nio­we życie było pro­ste, choć pew­nie nie­ła­twe.

Kie­dyś, tro­chę mniej bar­dzo daw­no temu nikt się jakoś szcze­gól­nie poję­ciem “męskość” nie przej­mo­wał. Rycerz jak miał ocho­tę, to sobie brał bia­ło­gło­wę, kopu­lo­wał, czy tego chcia­ła czy nie (jak nie chcia­ła, to dosta­wa­ła z liścia), potem brał miecz i tar­czę, wsia­dał na konia i jechał w świat, nie­spe­cjal­nie się przej­mu­jąc ogni­skiem domo­wym. Za jakiś czas pro­wa­dził wozy peł­ne łupów nale­żą­cych do tego pechow­ca, na któ­re­go aku­rat nasz rycerz się wypra­wił. Potem w poczu­ciu speł­nie­nia i z peł­nym żołąd­kiem po uczcie na część zwy­cię­stwa kładł się spać, wcze­śniej oczy­wi­ście kopu­lu­jąc bez przej­mo­wa­nia się, czy bia­ło­gło­wa tego chce, czy nie (jak nie chcia­ła, to dosta­wa­ła z liścia). Chy­ba, że aku­rat to on miał pecha i sam stał się łupem. Rycer­skie życie było pro­ste, choć pew­nie nie­ła­twe.

Kie­dyś, bar­dzo nie­daw­no temu nikt się jakoś szcze­gól­nie poję­ciem “męskość” nie przej­mo­wał. Chłop jak miał ocho­tę, to sobie brał babę, kopu­lo­wał, czy tego chcia­ła czy nie (jak nie chcia­ła, to dosta­wa­ła z liścia), potem brał sierp czy tam młot i wycho­dził z domu odro­bić pańsz­czy­znę czy tam wziąć udział w czy­nie spo­łecz­nym, nie­spe­cjal­nie się przej­mu­jąc ogni­skiem domo­wym. W odróż­nie­niu od poprzed­ni­ków biba odby­wa­ła się poza ich kwa­dra­tem, więc do domu już wra­cał w poczu­ciu speł­nie­nia i z peł­nym żołąd­kiem (chy­ba, że prze­giął z pro­cen­ta­mi i nie utrzy­mał), kładł się spać, wcze­śniej oczy­wi­ście kopu­lu­jąc bez przej­mo­wa­nia się, czy baba tego chce, czy nie (jak nie chcia­ła, to dosta­wa­ła z liścia). Chy­ba, że aku­rat to on miał pecha, dostał z liścia od współ-chło­pów i na kwa­drat nie dotarł, bo wylą­do­wał w rowie, na doł­ku albo na wytrzeź­wiał­ce. Chło­po­ro­bot­ni­cze życie było pro­ste, choć pew­nie nie­ła­twe.

 

A jak to jest w czasach dzisiejszych?

W cza­sach dzi­siej­szych poję­ciem “męskość” przej­mu­je się każ­dy i każ­dy się na ten temat wypo­wia­da.  Powsta­ło milio­ny ksią­żek, opra­co­wań nauko­wych, fil­mów poważ­nych i takich kom­plet­nie śmiesz­nych. Blo­gi też powsta­ły. Nie­któ­re nawet cał­kiem sen­sow­ne. I wszyst­kie praw­dzi­we­go face­ta jakoś okre­śla­ją i jakoś defi­niu­ją – moja defi­ni­cja na koniec, bo poin­ta zdra­dza­na w poło­wie źle wpły­wa na fabu­łę.

W cza­sach dzi­siej­szych facet jak ma ocho­tę, to powi­nien zadbać o to, żeby jego kobie­ta mia­ła ocho­tę rów­nież (bez róż­ni­cy, czy taka na sta­łe, czy na jeden raz). Cza­sa­mi potrze­ba do tego 24-godzin­nej gry wstęp­nej, a cza­sem po pro­stu wystar­czy gru­by port­fel. Tak czy siak nie ma w dzi­siej­szych cza­sach mowy o tym, że facet robi cokol­wiek bez PEŁNEJ I ŚWIADOMEJ zgo­dy kobie­ty.

W cza­sach dzi­siej­szych na łowy, zbie­ra­nie łupów czy do pra­cy wycho­dzi się bez wzglę­du na płeć. Podob­nie jak i zadba­nie o wła­sne gniazd­ko i chat­kę-kopu­lat­kę jest obo­wiąz­kiem oby­dwoj­ga w tym duecie. Nie te cza­sy już, że nie­wia­sta smęt­nie macha­ła bia­łą chu­s­tecz­ką z wie­ży i poza śpie­wa­niem “kręć się, kręć wrze­cio­no” nie mia­ła nic do robo­ty cze­ka­jąc na swe­go ryce­rza. Albo mia­ła na gło­wie cały dom, bo chłop aku­rat pił u szyn­ka­rza Jan­kie­la i miał wyje­ba­ne. Cię­żar utrzy­ma­nia rodzi­ny spa­da mniej wię­cej po rów­no na całą parę.

W cza­sach dzi­siej­szych wycho­dzić z domu na uczty, albo wypra­wiać je w domu rów­nież mogą oby­dwo­je. Ba, nawet nie­ko­niecz­nie razem. Niko­go nie dzi­wi dam­ski wypad w mia­sto czy wie­czór z psiap­sió­łą, butel­ką wina i łza­wy­mi roman­si­dła­mi na Net­fli­xie. Kobie­ta, jeśli chce, ma peł­ne pra­wo się bawić co naj­mniej tak dobrze, jak facet sie­dzą­cy na kana­pie, piją­cy piwo i oglą­da­ją­cy mecz w tv.

W cza­sach dzi­siej­szych kobie­ta ma peł­ne pra­wo nie mieć ocho­ty. Ma pra­wo mieć ocho­tę. Ma peł­ne pra­wo do tego same­go, co męż­czy­zna. I tutaj nie ma abso­lut­nie żad­nej dys­ku­sji. Bo mamy rów­no­upraw­nie­nie i jest to naj­lep­sza rzecz, jaka nas face­tów mogła spo­tkać.

Bo kie­dyś kobie­ta była stwo­rze­niem dru­giej kate­go­rii. Słu­żą­cą, gospo­sią, kuchar­ką, sprzą­tacz­ką. Bez zna­cze­nia, bez praw, bez moż­li­wo­ści. Bez sen­su. A teraz? Kobie­ta może być tym, kim zechce. Może się speł­niać i reali­zo­wać. Może być po pro­stu dla face­ta part­ne­rem, a nie zdo­by­czą czy gospo­sią. Kimś, z kim przez życie idzie się razem, komu się poma­ga i o kogo się dba, a kto w potrze­bie zatrosz­czy się o nas.

 

A więc przewrotnie do tytułu…

…wnio­sek jest taki, że w cza­sach dzi­siej­szych męskie życie jest prost­sze – idzie­cie przez nie razem, na rów­nych warun­kach. Może dla­te­go tak wie­lu face­tów narze­ka? Może dla­te­go krzy­czą o kry­zy­sie męsko­ści, bo boją się… kobie­co­ści? Nad­szedł czas na moją defi­ni­cję tego, czym praw­dzi­wy facet jest.

Dla mnie oso­bi­ście praw­dzi­wy facet to taki, przy któ­rym kobie­ta może być praw­dzi­wą kobie­tą.

A szcze­gó­ły tej defi­ni­cji dopo­wiedz­cie sobie same, miłe Panie.

I Pano­wie.

 

 

Fot: foto­lia, autor: Stefan_Weis


About Jacek eM

view all posts

Mąż, ojciec i projektant wnętrz. Fotograf-amator i wannabe bloger. Właściciel niewyparzonego jęzora i poczucia humoru w stylu noir. No i na wieczystej diecie...

  • rade­ma­che­ra

    Bo męż­czy­zna to rysow­nik. Rzu­ca szkic ołów­kiem bez dba­ło­ści o szcze­gó­ły. Kobie­ta wypeł­nia rysu­nek kolo­rem, doda­je cie­nie. Uzu­peł­nia deta­le. Razem mają szan­sę stwo­rzyć praw­dzi­we dzie­ło sztu­ki.
    Cze­go i Tobie życzę 🙂
    Co do współ­cze­śnie mod­ne­go kry­zy­su męsko­ści… No cóż. O czymś trze­ba pisać.

    • A ja to tyl­ko wkrę­tar­ką ram­ki bym mógł poskrę­cać, buuu…

      A nie uwa­żasz, że rze­czy­wi­ście tako­wy jest? Serio, cza­sem mam wra­że­nie, że się zamie­nia­my płcia­mi. zna­czy ci młod­si, dla mnie już na szczę­ście za póź­no 🙂

  • Nie ma co narze­kać, do robo­ty trza się brać 😀
    Dzię­ki – wpad­nę w wol­nej 😉

  • Genial­nie ują­łeś moje zda­nie na ten temat. Chciał­bym coś dodać, ale nie ma co 🙂

  • A praw­dzi­wa kobie­ta to taka przy któ­rej facet może być praw­dzi­wym face­tem? 🙂

    • Kobie­ta zawsze jest praw­dzi­wa – nawet jak zmy­je maki­jaż, zdej­mie push-up, odklei sztucz­ne rzę­sy i ścią­gnie bie­li­znę kory­gu­ją­cą 🙂

  • Ech, kie­dyś to były cza­sy. Czło­wiek wsta­wał, robił swo­je, i niczym się nie przej­mo­wał.
    A teraz zanim będziesz mógł przy­nieść coś do domu, musisz opła­cić USy, ZUSy i innych zło­dziei. Podob­no koło lip­ca zaczy­nasz zara­biać na sie­bie. A w domu jesz­cze kobie­ta, o któ­rą trze­ba zadbać po to, żeby się dowie­dzieć, że ją gło­wa boli.
    Za póź­no się uro­dzi­łem.

    • Co nie? Strach pomy­śleć, co będzie za 30 lat 🙂

    • rade­ma­che­ra

      E tam! Kie­dyś to były cza­sy! Chłop przy­cią­gał za trą­bę mamu­ta, a póź­niej nie jęczał że “za sło­ne” i że “wło­sy mię­dzy zęby wła­żą”. I migren nie było, bo “z liścia” to bar­dzo sku­tecz­ne lekar­stwo 😉
      A teraz? Kup, ugo­tuj, posprzą­taj, zaj­mij się dzieć­mi i na koniec jesz­cze ład­nie wyglą­daj. W mię­dzy­cza­sie mogła­byś popra­co­wać.

  • Niby prost­sze, a jed­nak trud­niej­sze to życie teraz mamy. Bo skąd wie­dzieć komu drzwi otwo­rzyć, żeby się nie obra­ził? Za czy­je kolan­ko ocho­czo chwy­cić (w ramach napra­wy insta­la­cji hydrau­licz­nej oczy­wi­ście)? Wyjść z ini­cja­ty­wą? Nie wyjść? Wyjść nie za bar­dzo? Jak być macho, ale nie dostać z liścia? Jak być kobie­cą, ale nie sie­ro­tą?
    Jasny podział ról znacz­nie uprasz­cza życie jed­nak.

    • No wła­śnie – czy przez te wszyst­kie ogra­ni­cze­nia, z któ­rych część jest moim zda­niem wydu­ma­na, nie kom­pli­ku­je­my sobie na wła­sne życze­nie życia?

  • Spo­łe­czeń­stwo narzu­ci­ło nam już tyle, że strach pomy­śleć, co będzie za kil­ka lat. Jesz­cze się oka­że, że nie będzie moż­na zro­bić nic bez zru­ga­nia przez ota­cza­ją­ce nas pary oczu. I jak tu być kobie­cą kobie­tą, albo męskim męż­czy­zną?

    • Nad­cho­dzi moda na bez­pł­cio­wość – oby tyl­ko moda, a nie era 🙂

  • Jak­by wszyst­kim po rów­no dać, to by było nud­no. Rów­no nie zawsze zna­czy spra­wie­dli­wie. I tak, i tak – ktoś się obu­rzał będzie. Praw­dzi­wy facet to taki, przy kórym kobie­ta czu­je się dobrze. Ot co.

  • Ja w kwe­stii tech­nicz­nej: bar­dzo faj­ny kawa­łek z trzy­krot­nym powtó­rze­niem (o dawa­niu z liścia itd.)

    • Dzię­ki – cza­sa­mi zda­rza mi się zasto­so­wać taką kon­struk­cję i teraz dzię­ki Tobie wiem, że to dobry pomysł 🙂

      • To sta­ry trik baj­ko­pi­sa­rzy, więc ten… 😉

      • I ja dołą­cze się do gra­tu­la­cji – bar­dzo dobry zabieg, podob­nie jak cały tekst – pośmiesz­ko­wa­li­śmy na począt­ku, aby przejść do sen­sow­ne­go mora­łu.
        Zasta­na­wiam się tyl­ko, dla­cze­go czy­ta­jąc wpi­sy o rów­no­upraw­nie­niu, przy­po­mi­na­ją mi się szo­wi­ni­stycz­ne żar­ty.

        • Może to dzia­ła na zasa­dzie “nie myśl o różo­wym sło­niu”? A może to nasza ludz­ka, wro­dzo­na prze­ko­ra?

  • My, kobie­ty chcia­ły­śmy upraw­nie­nia, ale jak przy­cho­dzi co do cze­go to wyma­ga­my od męż­czyzn aby: otwie­ra­li nam drzwi, odsu­wa­li krze­sło, nie pod­no­si­li na nas gło­su i nie daj Boże ręki! Za to my, może­my was napier­dzie­lać i poni­żać ile wle­zie. A co tam. Jeże­li kobie­ta spo­licz­ku­je face­ta – zasłu­żył. Jeże­li męż­czy­zna odda – dam­ski bok­ser, za krat­ki z nim.
    Myślę, że to wła­śnie o to cho­dzi face­tom, któ­rzy mają pro­blem z “rów­no­ścią”.
    Tak w ogó­le to jestem zda­nia, że rów­no­ści nie było, nie ma i nigdy nie będzie. 🙂

    • Pięk­nie napi­sa­ne. Wła­śnie im bar­dziej dąży­my do tej rów­no­ści, tym dobit­niej widać, że się jej nie da osią­gnąć. No i pyta­nie czy war­to i czy jest nam tak nie­zbęd­nie potrzeb­na 😉

      • Rów­ność moim zda­niem jest nam potrzeb­na, ale w kwe­stiach for­mal­nych np. wobec pra­wa, bo z kolei jeśli cho­dzi o zwy­cza­je to nie jestem tego taki pewien – ja lubię kobie­cie otwo­rzyć drzwi czy pod­sta­wić krze­sło. Ale nigdy w życiu to, co się teraz dzie­je, czy­li total­ne zatar­cie róż­nic pomię­dzy kobie­ta­mi a męż­czy­zna­mi. Ostat­nio czy­ta­łem, że chy­ba w Szwe­cji w szpi­ta­lach nie mówi się “kobie­ta w cią­ży” tyl­ko “oso­ba w cią­ży” – to jest nie­nor­mal­ne i w tę stro­nę nie powin­ni­śmy iść.

        Rów­ność, rów­no­upraw­nie­nie – tak, jak naj­bar­dziej. Ale zatar­cie wszel­kich róż­nic? W życiu!

        • Wiesz co, ja bym chy­ba nie two­rzył teo­rii spi­sko­wych. Myślę, że ten szwedz­ki przy­kład wyni­ka aku­rat w tym przy­pad­ku ze spe­cy­fi­ki języ­ka i norm kul­tu­ro­wych, któ­re ist­nie­ją od wie­ków, a nie są zaś wytwo­rem ostat­nich kil­ku lat i popraw­no­ści poli­tycz­nej.
          Nato­miast czy tego chce­my czy nie, róż­ni­ce będą się zacie­rać. I bar­dzo dobrze, cho­ciaż też nigdy nie sta­nie­my w jed­nej linii. Gdy­by tak odse­pa­ro­wać męż­czyzn od poli­ty­ki, kon­flik­tów i wojen było­by może mniej. Cza­sem mam wra­że­nie, że ist­niej duża roz­bie­zność na pozio­mie dekla­ra­cji i wyko­naw­stwa. Chce­my by kobie­ty przej­mo­wa­ły od nas, męż­czyzn wię­cej obo­wiąz­ków, ale tak nie do koń­ca.

          • Cho­dzi mi bar­dziej o to, że zacie­ra­ją się powo­li róż­ni­ce pomię­dzy płcia­mi jako taki­mi. O ile w kwe­stiach spo­łecz­nych, kul­tu­ro­wych czy praw­nych jestem jak naj­bar­dziej za opcją 1:1, to jed­nak tutaj zde­cy­do­wa­nie nie.

            Fakt jest jed­nak fak­tem, że dzię­ki postę­po­wi cho­ciaż­by medy­cy­ny, a kto wie, może i w przy­szło­ści gene­ty­ki, coraz bar­dziej zbli­ża­ją się cza­sy, kie­dy płci będzie wię­cej, niż dwie. I to, czy mi się to podo­ba czy nie bar­dzo nie ma naj­mniej­sze­go zna­cze­nia i tego pro­ce­su nie powstrzy­ma.

      • Odpo­wiem jed­nym sło­wem – jest! Nigdy nie będzie to podział ide­al­ny 50 -50, a bar­dziej zasa­da zło­te­go środ­ka, ale jak naj­bar­dziej jest.

    • Spo­ro racji w tym co mówisz, acz­kol­wiek nie ze wszyst­kim się z Tobą zga­dzam. Aku­rat te wspo­mi­na­ne otwie­ra­nie drzwi, czy odsu­wa­nie krze­sła itp. to raczej pol­ska dys­cy­pli­na koron­na. Kie­dy przy­trzy­mu­ję kobie­cie drzwi pod­czas poby­tów za gra­ni­cą, w pierw­szym odru­chu widzę zwy­kle prze­ra­że­nie i oba­wę, że chcę jej tymi drzwia­mi przy­dzwo­nić. Dopie­ro po chwi­li nastę­pu­je zro­zu­mie­nie i akcep­ta­cja. Pol­ska to kraj w dal­szym cią­gu zdo­mi­no­wa­ny przez patriar­chat i myl­ne wyobra­że­nie rycer­sko­ści. Te ocze­ki­wa­nia wzglę­dem męż­czyzn w róż­nych kra­jach i spo­łe­czeń­stwach w zależ­no­ści od róż­nic wyni­ka­ją­cych z postę­pu roz­wo­ju oraz men­tal­no­ści, mogą się róż­nić.

      Sądzę nato­miast, że w ogól­niej­szym zna­cze­niu, bez roz­pa­try­wa­nia i roz­gra­ni­cza­nia róż­nic men­tal­nych, męż­czy­zna został wtło­czo­ny w nowe role spo­łecz­no życio­we, któ­rym musi podo­łać, a jed­no­cze­śnie wciąż pod­trzy­my­wać te dotych­cza­so­we. Jak słusz­nie napi­sał Karol, kie­dyś męż­czy­zna zapew­niał stra­wę, czy póź­niej finan­se i na tym koń­czy­ły się jego obo­wiąz­ki wzglę­dem ogni­ska domo­we­go. Obec­nie męż­czy­zna bie­ga z chu­s­tą po pla­cach zabaw, cza­sem musi być cie­płym i przy­tu­la­śnym misiem, innym razem namięt­nym kochan­kiem, któ­ry w dal­szym cia­gu powi­nien potra­fić napra­wić ciek­ną­cy kran. Musi spraw­dzać się w roz­mo­wie o uczu­ciach i emo­cjach, a innym razem naj­le­piej gdy­by go nie było w domu. Tych nowych umie­jęt­no­ści jakie męż­czy­zna musi nabyć i im podo­łać jest ogrom.

      Kobie­ty zaś, w pro­ce­sie eman­cy­pa­cji naby­wa­ły nowe by porzu­cać sta­re. Męż­czy­zna nato­miast musi utrzy­my­wać i sta­re, i nowe. Two­rząc ana­lo­gię tech­nicz­ną, jest to w jakiś spo­sób obcią­że­nie mecha­ni­zmu. Dokła­da­my nowe funk­cje, nie rese­tu­jąc sta­rych. Męż­czy­zna ma być taki jak załóż­my 100 lat temu, ale jed­no­cze­śnie posia­dać zak­tu­ali­zo­wa­ne funk­cje z dnia dzi­siej­sze­go. To wywo­łu­je spo­rą nie­pew­ność i roze­dr­ga­nie, któ­rą z ról męż­czy­zna w danej chwi­li powi­nien przy­brać. Jest utrzy­ma­ny w sta­nie wiecz­ne­go czu­wa­nia. Ta nie­pew­ność z tego wyni­ka­ją­ca może i jest bar­dzo męczą­ca. Nale­ży „zwol­nić” go ze sta­rych zadań, któ­rych część w aktu­al­nym obra­zie Świa­ta może brać na sie­bie kobie­ta. Co zresz­tą się już dzie­je. Jak cho­ciaż­by fakt, że coraz czę­ściej kobie­ty bywa­ją głów­ny­mi żywi­cie­la­mi rodzi­ny. Tyl­ko czy sami męż­czyź­ni są goto­wi od odstą­pie­nia pola?

      • Koniec świa­ta, ale się z Tobą zga­dzam.

        Prze­ra­ża­ją­ca więk­szość kobiet ma w sobie nie­zro­zu­mia­łe dla mnie dwój­my­śle­nie. Ostat­nio, kie­dy byłem u rodzi­ców na Wiel­ka­noc Mama przy­no­si mi instruk­cję obsłu­gi zmy­war­ki i mówi, żebym nasta­wił jej twar­dość wody. Pytam się: “To Ty nie umiesz czy­tać, czy instruk­cja w jakimś wra­żym języ­ku, bo nie rozu­miem, dla­cze­go nie możesz sobie tego zro­bić sama? Ja tak samo muszę się w instruk­cję wczy­tać, jak Ty.” “Ale Ty jesteś face­tem, a to męskie zaję­cie”.

        Pani Mat­ka nie tknie pal­cem np. zepsu­tej klam­ki czy zatka­ne­go kolan­ka, bo to męskie zaję­cie, ale nie ma nic prze­ciw­ko temu, że ja gotu­ję, zaj­mu­ję się moimi chło­pa­ka­mi (fakt, nie trze­ba już tyle, co kie­dyś, ale i kie­dyś się nie uchy­la­łem), sprzą­tam czy ogar­niam pra­nie i pra­so­wa­nie (taka cie­ka­wost­ka – pra­so­wa­ła mi koszu­lę raz w życiu i obo­je stwier­dzi­li­śmy, że nigdy wię­cej, bo ja bar­dzo tę koszu­lę lubi­łem).

        Takie rów­no­upraw­nie­nie, że do zajęć typo­wo męskich dorzu­ca się te typo­wo żeń­skie, a do tych typo­wo dam­skich NIE dorzu­ca się typo­wo męskich, to ja pie­przę 🙂

        • Bo my jeste­śmy jak ogień i woda. Niby dwie prze­ciw­no­ści, ale jed­no bez dru­gie­go nie może ist­nieć.
          „…do zajęć typo­wo męskich dorzu­ca się te typo­wo żeń­skie, a do tych typo­wo dam­skich NIE dorzu­ca się typo­wo męskich…” – wła­śnie tak to z grub­sza wyglą­da.

      • Muszę przy­znać, że nigdy nie patrzy­łam na to z takiej stro­ny. Nie zauwa­ży­łam, iż męż­czyź­ni zosta­li obar­cze­ni z jed­nej stro­ny rolą żywi­cie­la rodzi­ny, obroń­cy, itd., a z dru­giej pomo­cy w domo­wych obo­wiąz­kach.
        My, kobie­ty pró­bu­je­my zgry­wać twar­de, nada­ją­ce się do wyko­ny­wa­nia każ­de­go zawo­du. Teraz coraz czę­ściej widu­je się przed­sta­wi­ciel­ki płci pięk­nej zasia­da­ją­ce za kie­row­ni­cą auto­bu­su, tak­sów­ki. Pra­gnie­my “dorów­nać” męż­czy­znom, poka­zać, że to wca­le nie jest tak, iż jeste­śmy słab­sze.
        Kie­dy sły­szy­my, iż kobie­ta powin­na sie­dzieć w kuch­ni, bul­wer­su­je­my się. Daw­no już porzu­ci­ły­śmy rolę “kury domo­wej”.
        Wy zaś, żeby nas zado­wo­lić rano musi­cie napra­wiać samo­chód, a wie­czo­rem zmy­wać gary.

        • A w nocy też musi­my się spraw­dzić – bycie face­tem to robo­ta 247 😉

    • Bar­dzo rzad­ko to robię, ale w tym wypad­ku zga­dzam się z tą panią 🙂 Ta dzi­siej­sza rów­ność jest pra­wie jak poli­ty­ka.

  • Myślę, że obie płcie mają dziś pod pew­ny­mi kąta­mi trud­niej. I szcze­rze mówiąc współ­czu­ję Wam, bo w momen­cie, gdy kobie­ty zaczę­ły być bar­dziej nie­za­leż­ne i mieć wła­sne zda­nie, to Wy musi­cie (powin­ni­ście?) speł­niać inne ocze­ki­wa­nia i już takie stan­dar­do­we przy­nie­sie­nie zwie­rzy­ny do domu nie wystar­czy (cza­sem nawet nie jest potrzeb­ne). A jak kobie­ta jest moc­no nie­za­leż­na, to co z Waszym ego? No cóż… Czas ma to do sie­bie, że pły­nie i albo się dosto­su­je­my do nowych warun­ków, albo sobie stwo­rzy­my takie, do któ­rych może­my się dosto­so­wać.

    • To tez kwe­stia tego, że coraz bar­dziej mam wra­że­nie, że kobie­ty strasz­li­wie chcą się zamie­nić miej­sca­mi i nad­go­nić cza­sy, kie­dy były człowiekiem/obywatelem dru­giej kate­go­rii i teraz w tym samym miej­scu chcą posta­wić face­ta. A tro­chę nie tędy dro­ga i to nie jest kwe­stia ego, tyl­ko mądro­ści wynie­sio­nej z tych daw­nych, nie­do­brych cza­sów.