Klient w SUV’ie jest bardziej awanturujący się!

 

Ostat­nio mia­łem deli­ku­ta­śny odwyk od blo­ga, mediów socjal­nych, a Wy mie­li­ście odwyk ode mnie. Kil­ka rze­czy się zło­ży­ło na ten stan, bo i rze­czy się kil­ka zadzia­ło, któ­re mi na moje podej­ście do blo­go­wa­nia wpły­nę­ło, nie­ste­ty wca­le nie jakoś hur­ra­op­ty­mi­stycz­nie, a raczej wręcz vice ver­sa. Jak mnie kie­dyś spi­je­cie, to opo­wiem, ale uprze­dzam, że to nie są tanie rze­czy, żeby mnie do takie­go sta­nu upodle­nia alko­ho­lo­we­go dopro­wa­dzić, żebym się zaczął nad sobą uża­lać i zwie­rzać z tego, co mi poza pro­mi­la­mi leży na wątro­bie.

Ale to jesz­cze nie teraz, gdyż albo­wiem cią­gle się z tymi myśla­mi biję i jesz­cze nie prze­gra­łem, więc póki co poopo­wia­dam Wam tro­chę, co mnie spo­tka­ło wczo­raj, kie­dy wypra­wi­łem pen­do­li­nem w świat dziec­ko star­sze, coby się z kla­są tro­chę poin­te­gro­wa­ło w sto­li­cy, a sam korzy­sta­jąc z oka­zji, że:

a) wresz­cie się ode­rwa­łem od pro­jek­tów #nie­dzie­la,

b) kasy natłu­kłem na tych pro­jek­tach tyle, że #Black­Fri­day jawił się jak cudow­na wypra­wa w nie­zna­ne kra­iny oka­zji, prze­cen i pro­mo­cji, a nie oszo­łom­ski pęd za gów­nia­ny­mi ofer­ta­mi w celu kupie­nia nie­po­trzeb­nych rze­czy i kto wie, może nawet by mi star­czy­ło na pro­mo­cyj­ne Air­ma­xy za 6 stów prze­ce­nio­ne AŻ o 10% #nie­po­je­ba­łom­nie­jesz­cze, pew­nie dla­te­go, że nie­dzie­la była, a nie fri­day, bo we fri­day pew­nie to była jakaś prze­ce­nia, a nie drob­ne wah­nię­cie na róż­ni­cach kur­so­wych, ale co ja pora­dzę, że we fri­day napie­prza­łem pro­jek­ty, żeby mieć co wydać w tę nie­dzie­lę wła­śnie?

c) jesz­cze nie byłem w kinie na “Lidze Spra­wie­dli­wo­ści”,

to potu­pa­łem sobie dziel­nie do kina, na ten­że film wła­śnie.

 

I mam przemyślenia.

Prze­my­śle­nia nie doty­czą jed­na­ko­woż ani #Black­Fri­day, bo co mi do tego, że ktoś nie ma co z kasą zro­bić albo łapie się na mar­ke­tin­go­we sztucz­ki w dupie mając zdro­wy roz­są­dek? Jed­ni wolą panien­ki, inni mor­do­bi­cia, co mnie to? I nie, wca­le, ale to wca­le nie prze­ma­wia prze­ze mnie zawiść, bo wyha­czy­łem zaje­bi­ste pro­mo­cyj­ne skar­pet­ki trek­kin­go­we uni­sex w kolo­rze sól i pieprz, a Młod­sze­mu kupi­łem blu­zę z tru­pią cza­chą za 12 PLN. Więc jeśli myślisz, że nie umiem w polo­wa­nie na oka­zje to pomyśl ponow­nie, ha!

Nie będzie też dzi­siaj recen­zji “Ligi Spra­wie­dli­wo­ści”, bo szy­ku­ję sobie w gło­wie taj­ny plan na pod­cast z Bat­ma­nem, Super­ma­nem, Puni­she­rem i Tho­rem – sią­dzie­my sobie wszy­scy przy sto­le, poga­da­my, jak to na świe­cie jest cięż­ko i chwi­li spo­ko­ju nie ma, bo to albo komuś się zama­rzy nisz­czyć Zie­mię, albo jakiś szczwa­ny szczwacz czy­ha skry­cie na ich życie (powtórz­cie to trzy razy i doceń­cie maestrię tej zło­żo­nej fra­zy oraz rymu), albo aku­rat nasze pato­lo­gicz­ne rodzeń­stwo przy­po­mi­na sobie, że jest spa­dek po tatu­siu. No wie­cie, takie tak gad­ki-szmat­ki, że nie ma mient­kiej gry i życie to jebi­twa.

 

Dzisiaj będzie o motoryzacji.

A kon­kret­niej o SUV’ach. A jesz­cze kon­kret­niej to o kie­row­cach SUV’ów, któ­rym to kie­row­com się wyda­je.

Z SUV’em już jakiś czas temu mia­łem przy­go­dę, bo pra­wie mnie prze­je­cha­ła taka jed­na blon­di, ale że się sucz głu­pia nie zatrzy­ma­ła, to nie­ste­ty z kie­row­cą SUV’a do czy­nie­nia nie mia­łem (i to chy­ba szczę­śli­wie dla pani o wło­sach jasnych, bo wkur­wio­ny byłem solid­nie i do tego gło­wę obi­tą mia­łem, co pew­nie by i wpły­nę­ło na mój stan­dar­do­wy poziom kul­tu­ry i aten­cji dla płci prze­ciw­nej).

I tak było do wczo­raj.

Film o lud­kach w obci­słych ubran­kach oglą­da­łem w Pasa­żu Grun­waldz­kim, któ­ry to jest gale­rią dużą i cokol­wiek mało czy­tel­ną, ale jedy­nie tam mia­łem seans o pasu­ją­cej mi godzi­nie. A że nie mia­łem w pla­nach łaże­nia po skle­pach, tyl­ko oglą­da­nie fil­mu, to w pogar­dzie mając zdro­wy roz­są­dek, któ­ry pod­po­wia­dał, że to tro­chę nie po dro­dze z dwor­ca PKP do domu, zapar­ko­wa­łem w gara­żu pod­ziem­nym i odda­łem się roz­ko­szom X Muzy. Jako się wyżej rze­kło, nie obu­dzi­łem w sobie instynk­tu skle­po­we­go łow­cy oka­zji, więc nie łazi­łem po skle­pach i gubiąc się tyl­ko dwa razy zje­cha­łem do gara­żu i opu­ści­łem tę świą­ty­nię kon­sump­cyj­ne­go roz­pa­sa­nia.

 

I się zaczęło.

Jesz­cze w gara­żu pra­wie mi się w bok wbi­ła oczo­jeb­nie czer­wo­na maz­da, bo widać koleś za kie­row­ni­cą stwier­dził, że zna­ki i prze­pi­sy ruchu dro­go­we­go mówią­ce o tym, że na ron­dzie będąc mam pierw­szeń­stwo to tyl­ko drob­na suge­stia. Upier­dli­wym od razu tłu­ma­czę, że w pod­zie­miach tej­że gale­rii zaraz przy wjeździe/wyjeździe ktoś, cał­kiem zresz­tą zmyśl­nie, wymy­ślił ron­do, a już szcze­gól­nie upier­dli­wych zapew­niam, że wiem, że o ile zna­ki nie mówią ina­czej, pierw­szeń­stwo na ron­dzie ma na nie wjeż­dża­ją­cy. Tu zna­ki aku­rat mówią ina­czej.

Nie dość, że mło­tek jeden wymu­sił, to jesz­cze mnie otrą­bił. Ale że ja na dro­dze jestem ZEN i kwiat loto­su, to się tym moc­no nie wzru­szy­łem, tyl­ko wyje­cha­łem z gara­żu jako pierw­szy korzy­sta­jąc z oka­zji, że na wyjeź­dzie są dwa szla­ba­ny i aku­rat oczo­jeb­nie czer­wo­na maz­da sta­nę­ła za jakimś oplem, któ­ry nie­ko­niecz­nie wie, gdzie się i co wsa­dza, żeby wyje­chać, więc wyjazd lek­ko mu się skom­pli­ko­wał.

Zaraz potem mamy skręt w pra­wo i świa­tła. Nie wiem jakim cudem, ale SUV wymi­nął pro­ble­ma­tycz­ne­go opla i zapar­ko­wał zaraz za mną. Zaświe­ci­ła się strzał­ka w pra­wo, ale że po przej­ściu szło jakieś stwo­rze­nie obła­do­wa­ne sia­ta­mi, to grzecz­nie pocze­ka­łem, aż zej­dzie z pasów i dopie­ro ruszy­łem. Poga­nia­ny trą­bie­niem oczo­jeb­nej maz­dy. Któ­ra to maz­da z piskiem opon mnie wyprze­dzi­ła i popier­do­li­ła buspa­sem naprzód, jak­by ją kto gonił świe­cąc mi tyl­ko tabli­ca­mi z jakie­goś zadu­pia. Współ­czu­ję, bo Szczyt­nic­ka to same kocie łby i dziu­ry łata­ne inny­mi dziu­ra­mi, ale SUV to prze­cież pra­wie tere­nów­ka, nie?

Ja co praw­da gościa nie goni­łem, ale sta­ną­łem sobie na świa­tłach wła­ści­wie zaraz obok nie­go, gdzie obaj rado­śnie mru­ga­li­śmy do lewo­skrę­tu. I mogłem się przyj­rzeć kie­row­cy – jakieś bro­da­te chło­pię w takim śmiesz­nym kasz­kie­cie, co mi od razu gościa star­ge­to­wa­ło jako hip­ster­skie­go pra­cow­ni­ka kor­po­ra­cji na dość wyso­kim stoł­ku albo inne­go kre­atyw­ne­go, bo prze­cież raty za Suv’a tanie nie są i nie każ­de­go stać. Czy­li dupek.

Ponie­waż dupek stał na pasie pra­wym, to pecha miał, bo wszy­scy przed nim w pra­wo skrę­ca­ją­cy musie­li puścić przez przej­ście lud­ność pie­szą. I w efek­cie na następ­nych świa­tłach za Mostem Poko­ju oczo­jeb­nie czer­wo­na maz­da zapar­ko­wa­ła zno­wu za mną. Podo­bieństw na tym nie koniec, gdyż zno­wu przez przej­ście szła oso­ba za nic sobie mają­ca kolo­ry świa­teł, więc zno­wu nie mogłem ruszyć zaraz po zapa­le­niu się zie­lo­ne­go i zno­wu mnie burak otrą­bił.

 

Za skrzyżowaniem zaczął się job’ Twaju mać korek.

I to taki, że napraw­dę – wszy­scy sto­ją i się wku­rza­ją. Koleś za mną pew­nie aż się goto­wał, bo już wcze­śniej udo­wod­nił, że mało jest odpor­ny na stre­su­ją­ce sytu­acje. Za to mnie taki korek nie prze­ra­żał, gdyż ponie­waż wszel­kie skró­ty i taj­ne przej­ścia to mi we Wro­cła­wiu z ręki jedzą. Odbi­łem w taką jed­ną malut­ką ulicz­kę, co to jed­no­kie­run­ko­wa jest i wąska. I jak się oka­za­ło kil­ka­dzie­siąt metrów dalej, kurew­sko zakor­ko­wa­na. A żeby było śmiesz­niej zgad­nij­cie, co się znaj­du­je zaraz za zakrę­tem?

Tak, zga­dli­ście – przej­ście dla pie­szych. No to teraz macie pięć prób i może­cie zga­dy­wać, czy przez to przej­ście ktoś aku­rat prze­cho­dził i czy ja się zatrzy­ma­łem, żeby tego kogoś prze­pu­ścić. Oraz czy typek kie­ru­ją­cy oczo­jeb­ną maz­dą zno­wu mnie otrą­bił. Nagro­dę sobie wybierz­cie.

Ale, ale, to nie koniec kon­kur­sów, bo zgad­nij­cie, co jest jesz­cze kawa­łek dalej? No dobra, to za pro­ste – poza przej­ściem dla pie­szych jest też wyjazd z ulicz­ki i par­kin­gu obok. Z któ­re­go aku­rat wyjeż­dżał sznu­rek aut, i z któ­re­go jed­no wpu­ści­łem przed sie­bie, bo pamię­taj­cie dzie­ci, że jaz­da na suwak dobrym jest nawy­kiem. Na co oczy­wi­ście oczo­jeb­ny użyt­kow­nik szos na mną zare­ago­wał ner­wo­wym trą­bie­niem. Ale napraw­dę się roz­trą­bił wte­dy, kie­dy zatrzy­ma­łem się przed tym­że przej­ściem, któ­re widać. Może go wner­wi­ło to, że aku­rat nikt przez nie nie szedł, ale pomi­mo tego ja się zatrzy­ma­łem PRZED, bo NA pasach się nie zatrzy­mu­je?

Deli­kat­nie poczu­łem spa­dek moje­go stan­dar­do­we­go poziom kul­tu­ry i aten­cji dla innych użyt­kow­ni­ków dróg, włą­czy­łem awa­ryj­ne, wysia­dłem, pod­sze­dłem do SUV’a trą­bią­ce­go za mną i bar­dzo deli­kat­nie, acz sta­now­czo, z roz­kosz­nym uśmie­chem na licu mym, zapu­ka­łem panu kie­row­cy w szyb­kę. Kto widział mój roz­kosz­ny uśmiech ten wie, że nawet klaun z “To” w tym momen­cie zabrał­by swój czer­wo­ny balo­nik i spier­do­lił w pod­sko­kach.

A koleś jakoś tak ukłu­cia instynk­tu samo­za­cho­waw­cze­go nie poczuł, bo otwo­rzył okien­ko i już, już miał coś do mnie powie­dzieć, kie­dy nagle zaje­ba­łem mu moc­no z pra­we­go pro­ste­go w ten jego wyglan­co­wa­ny pysk z utre­fio­ną bro­dą i śmiesz­nym kasz­kie­ci­kiem takim tek­stem:

 

- Klak­son się Panu zepsuł czy jakie­goś skur­czu ręki Pan dostał?

Tro­chę go widać tym cio­sem jak­by posła­łem na deski i pozbie­rać się nie mógł, bo tro­chę nie­mra­wo zri­po­sto­wał:

- A bo kur­wa co?

- Abo wie Pan, ja wszyst­ko rozu­miem, że na tej wsi, co Pan z niej przy­je­cha­łeś pew­nie się ludzi na przej­ściach roz­jeż­dża i trą­bi na wszyst­kich, bo tam tyl­ko ta oczo­jeb­na maz­da sama jeź­dzi jak pani­sko, ale wie Pan, po histo­rycz­nym mie­ście Pan jeź­dzisz i wypa­da­ło­by mieć kul­tu­ry tro­chę, praw­da?

Widać, że gość jakimś dyrek­to­rem jest czy innym pre­ze­sem, gdzie w pra­cy może każ­dym pomia­tać i jakoś mu taka sytu­acja, że dla wszyst­kich zasa­dy są takie same, nie bar­dzo pasu­je. A dodat­ko­wo ktoś jesz­cze śmie mu zwra­cać uwa­gę, do tego przy dziat­kach i poło­wi­cy, więc jak to tak i wypa­da­ło­by tro­chę przy­ko­za­czyć, nie? Cojo­nes poka­zać.

- Tak, kur­wa? A ja se będę trą­bił i co mi chu­ju zro­bisz?

- Nic Ci nie zro­bię, to nie Bej­rut. A jak jesz­cze raz na mnie bura­ku zatrą­bisz, to nagle wypier­do­lę trój­kąt na dro­gę, bo mi się coś pod maską zepsu­je i będziesz tu stał do usra­nej śmier­ci, a ja Ci będę mru­gał awa­ryj­ny­mi po śle­piach, bo stąd nie ma jak zje­chać. I zasta­nów się Pan następ­nym razem, zanim zaczniesz za kimś trą­bić, bo nie wysią­dzie taki miły czło­wiek jak ja, tyl­ko jakieś dre­si­wo, co Ci wyje­bie szy­by łomem, zaszlach­tu­je potom­stwo, a nie­wia­stę pohań­bi. 

Coś pomru­czał w odpo­wie­dzi, ale nie wiem co, gdyż już roz­pły­ną­łem się w ciem­no­ściach jak mara jaka sen­na. Śmiesz­ne było to, że auto przed przej­ściem dla pie­szych przez ten czas nawet nie drgnę­ło, tak było wczo­raj cen­trum zatka­ne.

 

Długa ta opowieść ma pewien morał

Na dro­dze te same prze­pi­sy obo­wią­zu­ją wszyst­kich (spraw­dzić, czy nie z PiS’u), ale też i pew­ne nor­my, zacho­wa­nia i zwy­kła kul­tu­ra.

Nawet jeśli jesteś w swo­jej kor­po, czy gdzie­kol­wiek indziej panem stwo­rze­nia i drżą przed Twym gnie­wem nawet tasiem­ce Two­ich pod­wład­nych i ich moty­li­ce wątro­bo­we, nawet jeśli jesteś tyl­ko kie­row­ni­kiem ze śred­nie­go szcze­bla dowo­dze­nia czy zahu­ka­nym kon­sul­tan­tem w call cen­ter, któ­re­go jebią po kolei wszy­scy od team leade­ra w górę to zapa­mię­taj, że możesz tra­fić na kogoś, kto pierw­sze trą­bie­nie może i wytrzy­ma, ale za dru­gim razem podej­dzie do Two­je­go wypa­sto­wa­ne­go auta i zro­bi kuku Tobie i Two­je­mu wzię­te­mu w leasing samo­cho­dzi­ko­wi. A chy­ba nie chcesz, żeby Two­ja mamu­sia mia­ła dziec­ko z pod­bi­tym okiem czy prze­rwą na papie­ro­sa mię­dzy gór­ny­mi dwój­ka­mi?

Poza tym… Kur­wa, takie trą­bie­nie na ludzi to nie­grzecz­ne jest, wiesz?

 

 


About Jacek eM

view all posts

Mąż, ojciec i projektant wnętrz. Fotograf-amator i wannabe bloger. Właściciel niewyparzonego jęzora i poczucia humoru w stylu noir. No i na wieczystej diecie...

  • Poziom szy­der w nor­mie, nie­wy­pa­rzo­ny jęzor nie stę­pił się – nawet nie myśl o rzu­ca­niu blo­go­wa­nia, bo Ci poka­żę, co to zna­czy niski poziom kul­tu­ry oso­bi­stej :DDD

  • A ja taki wie­śniak jestem, że nie potra­fię nawet klak­so­nu uży­wać 😀

  • rade­ma­che­ra

    Napraw­dę go trza­sną­łeś? I tyl­ko kur­wa­mi odpo­wie­dział? Nie­by­wa­łe…
    Pew­nie w kom­ple­cie do kasz­kie­ci­ka i zaro­stu, spoden­ki rurecz­ki i but­ki lakie­recz­ki 3:)

    • Napraw­dę. Dostał tek­stem pro­sto w nos 🙂
      Bar­dzo moż­li­we to jest, ale mu nie zaglą­da­łem pod bro­dę 🙂

      • rade­ma­che­ra

        I nie zaser­wo­wa­łeś tek­stu “Jam jest Dizaj­nuch. Two­ja godzi­na ostat­nia i wro­ta do pie­kieł. Twój indy­wi­du­al­ny arma­ge­don!”?
        Ja bym 🙂

        • Ty byś nie, bo dizaj­nuch face­tem jest i mogło­by nie kon­we­nio­wać 😉

  • Boshhh, jak ja się cie­szę, że jestem wożo­na i star­cza­ją mi wią­zan­ki jakie pusz­czam pasa­żer­ką będąc. W prze­ciw­nym razie były­by chy­ba ręko­czy­ny na każ­dych świa­tłach, bio­rąc pod uwa­gę fakt, że do trą­bia­rza wystar­to­wa­łam w swej karie­rze na dru­giej jeź­dzie kur­su. 😀 Złe dziew­czę z W-cha, ale za to mina instruk­to­ra była bez­cen­na. 😀

    • Łomat­ko, a wyglą­dasz na taką spo­koj­ną. Pew­nie mia­łaś syn­drom odsta­wie­nia od gór i się na bied­nym kole­siu wyży­łaś 🙂

  • Uwiel­biam, wręcz ubó­stwiam osob­ni­ków łamią­cych po kolei wszyst­kie prze­pi­sy, a jak się czło­wiek zacho­wu­je jak trze­ba (zatrzy­mu­je przed pasa­mi, co by puścić dzia­twę do szko­ły w desz­czu zapi­ta­la­ją­cą) to cię weź­mie i OKR obtrą­bi. OKRy u mnie trą­bią nawet jak sta­łam przed bra­mą na chod­ni­ku, na uli­cę wysta­wa­ło mi rap­tem pół pra­wej lam­py, bo ja samo­cho­dy dopa­so­wu­je do swo­ich roz­mia­rów – są minia­tu­ro­we. Gajo­wy bra­mę mi szyb­ciut­ko otwie­rał, a OKRek się bied­ny zestre­so­wał, że oto mia­sto­wa nie potra­fi uru­cho­mić skrzy­deł w samo­cho­dzie i nie prze­la­tu­je nad bra­mą tyl­ko jak człek pro­sty stoi i cze­ka no! Wstyd i hań­ba! I z tego stre­su musiał sobie potrą­bić. Grrr… hej­ted OKa­eRy

    • No dopsz, a teraz pro­szę mi tu ład­nie ten tajem­ni­czy skrót roz­wi­nąć, bo się pogu­bi­łem, jak Andzia w mali­nach 🙂

      Widzia­łem w necie naklej­kę w sty­lu – trąb, trąb, jak masz małe­go 🙂

      • To postrach opol­skich ulic. Miesz­kań­cy mia­sta wie­dzą, że jak się zbli­ża auto z reje­stra­cją OKR, to masz jak w ban­ku, że w ron­do wje­dzie w lewo, a jed­no­kie­run­ko­wa to tyl­ko dla fra­je­rów, bo praw­dzi­wy kozak może jechać pod prąd. Oczy­wi­ście są wyjąt­ki OKRów jadą­cych pra­wi­dło­wo… naj­czę­ściej poprzed­ni adres zamel­do­wa­nia był inny 😀

        • Aaaa, zna­czy taki folk­lor lokal­ny, to nie dziw­ne, że nie zaja­rzy­łem. Ja mam pod­wyż­szo­ny sto­pień kon­cen­tra­cji i czuj­no­ści jak jadę w moje rodzin­ne stro­ny. Jak kie­dyś zoba­czysz na bla­chach LHR, to dzia­ła tak samo jak OKR 🙂

  • Oj bo Kole­ga to od razu do sie­bie bie­rze, jak dzie­wi­ca jako­waś albo inna pen­sjo­nar­ka 😉

    • Hi hi, no co też pan. Oj, bo powiem sio­strze Kle­men­ty­nie, że chciał mnie pan uła­pić za kolan­ko. Hi hi. Och niech­że pan już tak lubież­nie nie patrzy, bo się wsty­dam… Hi hi.

      • Kole­ga zapo­mni, nie pój­dę tą dro­gą, bo cza­sy nie­pew­ne z Sióstr żar­to­wać :))))

  • Ojej. Wczo­raj też się prze­bi­ja­łam przez wro­cław­skie kor­ki. Wywia­ło nas po worek mp75 (JESZCZE JEDEN), dwa kubeł­ki gip­su oraz uszczel­kę akry­lo­wą i opty­mi­stycz­nie zało­ży­li­śmy, że w nie­dziel­ne póź­ne popo­łu­dnie to już więk­szość blak­fraj­de­jo­wych Janu­szy sie­dzi na kana­pie przed nowym TV z Gra­żyn­ka­mi w nowym obu­wiu. A figę.

    A taki klient w SUVie jest dla mnie jed­ną z przy­czyn, dla któ­rej rzad­ko wsia­dam do autka, mimo że pra­wo jaz­dy mam już rok. Nie­ste­ty, to wciąż mało, a jesz­cze mój 22-let­ni dziad-kasz­lak ma ujem­ne przy­spie­sze­nie i jestem regu­lar­nie obtrą­by­wa­na przez róż­nych dup­ków, szcze­gól­nie przy rusza­niu na świa­tłach. Tro­chę mnie to stre­su­je.

    • Musisz opra­co­wać jakiś powab­ny i ujmu­ją­cy spo­sób poka­zy­wa­nia takim lud­kom faka, coby poczu­li pod­nie­ce­nie na myśl o zbli­ża­ją­cej się podró­ży, bądź już trwa­ją­cej 🙂

      Hej, tyl­ko kuch­nie zaklej­cie, bo potem się cięż­ko tyn­ki doczysz­cza z bla­tów i fron­tów 🙂

      • W kuch­ni już się wie­le nie będzie dzia­ło, ale zakle­imy, bo ist­nie­je ryzy­ko, że Tomek dosta­nie w koń­cu sza­łu i zaszpa­chlu­je wszyst­ko jak leci 😉
        No i są prze­cież jesz­cze szaf­ki w komi­nach…

  • Sonia Wola­nin

    cudow­nie nie­wy­pa­rzo­ny jęzor 🙂