Ratunku! Zepsuł mi się palec grzebalec!

 

Wie­cie, ja raczej jestem z gatun­ku tych, któ­rzy z leka­rzem spo­ty­ka­ją się naj­rza­dziej, jak się da. No, chy­ba że muszę iść gdzieś, gdzie pie­lę­gniar­ka chce mi grze­bać w majt­kach albo muszę sobie dać poskła­dać twarz roz­bi­tą przez deskę. NFZ nie wzbu­dza we mnie zaufa­nia, bo jak sobie przy­po­mnę, jaki ze mnie był stu­dent, to się boję oddać me cen­ne zdro­wie w ręce kogoś, kto rów­nie pil­nie zgłę­biał wie­dzę. Kie­dyś może napi­szę not­kę o tym, jak wyglą­da­ły impre­zy w aka­de­mi­ku medycz­nej, dodat­ko­wo żeń­skim – jak posze­dłem w czwar­tek, to wró­ci­łem we wto­rek. Ale dzi­siaj nie o tym – opo­wiem Wam o tym, jak zepsuł mi się palec grze­ba­lec. I wyglą­dał tak:

palec-grzebalec

Jak tu komuś poka­zać FAKA takim krzywulcem?

 

Wybacz­cie jakość zdję­cia, ale to było daw­no temu, kie­dy moda na samo­jeb­ki dopie­ro się rodzi­ła i smart­fo­nów jesz­cze nie było. Przy­zna­cie, że wyglą­da to co naj­mniej śmiesz­nie – tak tro­chę jak wibra­tor do punk­tu G. Śmiesz­nie też palec mi się popsuł – łapa­łem w wan­nie moje dzie­cię, bo się wła­snie pośli­znę­ło w kąpie­li i chcia­ło roz­wa­lić bań­kę o ścia­nę. Uda­ło się – zamiast roz­sma­ro­wać swój nie­let­ni móż­dżek na kaflach, Mło­dy usiadł mi na pal­cu i zro­bił z nie­go fajkę.

Dodat­ko­wo śmiesz­ne jest to, że w ogó­le mnie to nie bola­ło, więc ola­łem spra­wę, bo wła­ści­wie jedy­ną nie­do­god­ność odczu­wa­łem, kie­dy pod­cie­ra­łem dupę. Albo musia­łem wsa­dzić łapy do kie­sze­ni, bo mi się tak dziw­nie palec pod­wi­jał – pró­bo­wa­li­ście kie­dyś wsa­dzić sobie jed­ną ręką dru­gą rękę do kie­sze­ni? Pole­cam, kupa śmie­chu. Cza­sem z prze­wa­gą kupy, jak sie­dzia­łem na klo­pie i mi syn­chro­ni­za­cja jed­nej ręki z dru­gą nawa­la­ła przy pod­cie­ra­niu. Ale ten, zostaw­my może tema­ty fekal­ne tam, gdzie ich miejsce.

Tak czy siak – co robi w XXI wie­ku czło­wiek ery inter­ne­tu kie­dy coś mu się pojar­do­li zdro­wot­nie? Nie, nie zga­dli­ście, nie idzie do lekarza.

 

Wrzuca zepsuty palec grzebalec na fejsa.

Wła­śnie to powyż­sze zdję­cie tam tra­fi­ło. Mia­łem wię­cej szczę­ścia niż rozu­mu i dziew­czy­na, któ­ra kie­dyś z nami pra­co­wa­ła poka­za­ła moją głu­pa­wą fot­kę swo­je­mu przy­szłe­mu przy­szy­wa­ne­mu tacie, któ­ry jest leka­rzem i nie­złą szy­chą (a przy­naj­mniej był wte­dy) na SORze w pew­nym szpi­ta­lu w pew­nej miej­sco­wo­ści ponad 150km od Wro­cła­wia. Oka­za­ło się, że mam zerwa­ne ścię­gno i jak będę jesz­cze dłu­żej ole­wał spra­wę, to trze­ba mi będzie go szu­kać gdzieś w oko­li­cach łok­cia, bo takie ścię­gno to się lubi skur­czyć. Mam więc się sta­wić w tym­że szpi­ta­lu z same­go rana jak kur zapie­je, gdzie szyb­ciut­ko i łatwiut­ko mi po zna­jo­mo­ści palu­cha napra­wią, więc się nie tur­buj bra­cie i nic nie bój.

Mia­łem nic nie jeść, bo czło­wiek na kro­je­nie i szy­cie podob­no reagu­je wymiot­nie, a wia­do­mo, że sprzą­tacz­ki i tak w szpi­ta­lach mają co robić. Poza tym dziel­ny chi­rurg spra­wi się raz dwa i na obiad wró­cę do domu z pal­cem napra­wio­nym. Był taki film, “Heli­kop­ter w ogniu”. Tam też tak mówi­li, że na obiad wrócą…

Pobud­ka o 5:00, szklan­ka wody na śnia­da­nie i jedzie­my 150km napra­wić palusz­ka, bo mam dość wydłu­by­wa­nia spod paznok­ci… No zna­czy się jest to uciąż­li­we. Jak było umó­wio­ne, mel­du­ję się chwi­lę przed zej­ściem Zna­jo­me­go Pana Dok­to­ra z dyżu­ru, ten pro­wa­dzi mnie na Izbę Przy­jęć, w któ­rej to Izbie Przyj­mu­ją mnie wła­ści­wie bez kolej­ki, wypeł­nia­ją wszyst­kie kwi­ty, pro­wa­dzą do chi­rur­ga i tu się koń­czą dobre wieści.

Zna­jo­my Pan Dok­tor poszedł sobie w mię­dzy­cza­sie do domu i pozo­sta­wił mnie w rękach swo­je­go kole­gi chi­rur­ga. A ten­że, po dogłęb­nych oglę­dzi­nach pal­ca stwier­dził, że moje ścię­gno zdą­ży­ło mi się tak skur­czyć, że nie­ste­ty, ale potrzeb­na jest Ope­ra­cja, bo zwy­kły Zabieg nie wystar­czy.

- Pan sią­dzie sobie w pocze­kal­ni, a tym­cza­sem zała­twi­my przy­ję­cie na Oddział. Bo wie Pan, nie moż­na Ope­ra­cji robić, jeśli nie jest Pan naszym pacjen­tem. Popo­łu­dniu Pana pokro­imy, a wie­czo­rem wró­ci Pan do domu. Pan sią­dzie sobie w pocze­kal­ni i pocze­ka, aż zawo­ła­my. No i niech Pan nic nie je. 

Oraz nie tur­buj się bra­cie i nic nie bój.

No i sia­dłem. Cze­ka­łem, cze­ka­łem. I cze­ka­łem. Aż zawo­ła­li. Ze czte­ry godzi­ny póź­niej. Przy­szła miła pani w sexy bia­łym far­tusz­ku i zapro­wa­dzi­ła mnie na pię­ter­ko, coby mnie na Oddział przy­jąć. Wyszła lek­ka chu­in­ka, bo oka­za­ło się, że nie mam piżam­ki, wygod­nych cia­put­ków na nóż­ki i ani jed­ne­go ciu­cha na prze­bra­nie. Ale że mia­łem wie­czo­rem wyjść, to stwier­dzi­li­śmy wspól­nie, że dam radę pobie­gać te kil­ka godzin z gołą dupą. Zakwa­te­ro­wa­li mnie z jed­nym dziad­kiem, któ­ry wyglą­dał jak­by ktoś się pomy­lił i poło­żył go w szpi­ta­lu zamiast w kost­ni­cy i z kole­siem, któ­ry co dru­gie sło­wo mówił “ja pier­do­lę”, bo co pierw­sze to było “kur­wa mać”. Tak, wiem, to dwa sło­wa. A wła­ści­wie cztery.

Tak w ogó­le, to nawet było śmiesz­ne – bez ciu­chów na zmia­nę, bez łado­war­ki do tele­fo­nu, bez książ­ki, bez gotów­ki (poza jaki­miś drob­ny­mi i kar­ta­mi) zosta­łem wrzu­co­ny na głę­bo­kie wody pla­ców­ki NFZ. Dobrze, że na sali był tele­wi­zor, pomy­śla­łem sobie, nad­ro­bię M jak miłość. Ale, ale! Od razu widać, że kole­ga nigdy w szpi­ta­lu nie był – kablów­kę za dar­mo to może i dają w wię­zie­niu, ale w szpi­ta­lach to sobie trze­ba zapła­cić, żeby obej­rzeć Fami­lia­dę. Bez nadziei na szczę­ście nie zosta­łem, bo prze­cież mie­li mnie kro­ić nie­dłu­go i wie­czo­rem wypuścić.

 

Nadszedł wieczór.

W mię­dzy­cza­sie przy­wieź­li moim współ­spa­czom obiad i kola­cję. Ja oczy­wi­ście nie dosta­łem, bo prze­cież mia­łem być kro­jo­ny wie­czo­rem, to nic prze­cież, że już jest wie­czór. Pew­nie tutaj kro­ją cało­do­bo­wo, więc i wie­czór się dłuży…

Gdzieś w oko­li­cach 20:00 przy­tup­tał do mnie Zna­jo­my Pan Dok­tor z wie­ścią, że nie­ste­ty, ale dzi­siaj już się nie pokro­imy, bo przy­wieź­li kogoś z wypad­ku. Jego kole­dzy przez ostat­nie 8 godzin wygrze­by­wa­li z jakie­goś kole­sia reszt­ki małe­go fia­ta, w któ­rym ten koleś jechał. Wygrze­by­wa­li rów­nież z nie­go reszt­ki busa, któ­ry wje­chał w tego małe­go fia­ta, któ­rym ten koleś jechał. Wcze­śniej podob­no stra­ża­cy robi­li to samo, tyl­ko odwrot­nie – reszt­ki małe­go fia­ta i kole­sia wygrze­by­wa­li z busa.

Czas coś zjeść po usły­sze­niu takich wia­do­mo­ści, nie? W koń­cu to już doba o szklan­ce wody. Odys wra­ca­jąc z Troi tak nie błą­dził jak ja, kie­dy szu­ka­łem cze­goś do żar­cia. W piw­ni­cy zna­la­złem takie skrzy­żo­wa­nie baru mlecz­ne­go z kio­skiem ruchu, ale czyn­ne toto było do 16:30, więc już nie. Zna­la­złem auto­mat ze snic­ker­sa­mi, ale nie­czyn­ny – bar­dzo poważ­nie zasta­na­wia­łem się, czy nie doko­nać gwał­tu i pene­tra­cji nie­czyn­nej maszy­ny, ale przy­zwo­itość wzię­ła górę, cho­ciaż żądza mną tar­ga­ła jak na fil­mach z Bran­di Love. Zna­la­złem czyn­ny auto­mat do napo­jów. Ale co? Kawy się napi­ję o 21:00? Wypi­łem dusz­kiem 4 cze­ko­la­dy – naje­dzo­ny nie byłem, ale cho­ciaż peł­ny. Z lek­ką taką nie­śmia­ło­ścią i nie­po­ko­jem w ser­cu posze­dłem spać.

 

Rano oczywiście nie dostałem śniadania

Bo prze­cież zaraz znie­czu­le­nie i nie mogę się porzy­gać przy Ope­ra­cji, bo im blok ope­ra­cyj­ny zapa­sku­dzę. Ter­min Ope­ra­cji został wyzna­czo­ny – poczu­łem się nie­co pew­niej i nadziei mi przy­by­ło, jedy­nie zano­si­łem modły do Patro­na Kie­row­ców, Małych Fia­tów i Busów, żeby dzi­siaj nie miał ocho­ty na mie­lon­kę z pusz­ki.

Modły zosta­ły wysłu­cha­ne, gdzieś tak w oko­li­cach dzie­wią­tej w minu­ta­mi zja­wi­ła się miła pani w sexy far­tusz­ku i dała mi jakieś pigu­ły oraz kawa­łek szmat­ki z roz­cię­ciem na dupie, żebym się przy­odział god­nie na Ope­ra­cję. No ja pier­dziu­lę, czy ktoś, kto tymi szmat­ka­mi rzą­dzi mógł­by sobie wbić do łba, że ludzie wystę­pu­ją w róż­nych roz­mia­rach? Toż ja jestem tak wiel­ki, że zakrzy­wiam cza­so­prze­strzeń a dosta­łem szmat­kę z oddzia­łu dzie­cię­ce­go. Mówię do kobie­ty, niech się dys­kret­nie odwró­ci, ja się goły poło­żę na wozie, przy­kry­ję sobie to i tam­to przy­nie­sio­ną szmat­ką (jak wystar­czy, hłeh­łe) i jakoś to będzie – łapę mają mi ciąć, a nie ser­ce prze­szcze­piać, to może nie naro­bię z wra­że­nia na prze­ście­ra­dło. Żar­ty na temat namio­ci­ków i sexy mun­dur­ków pomi­nę, ale miła pani widać, że spod nie­jed­ne­go far­tusz­ka chleb jadła i dow­cip mia­ła bar­dzo a’propos.

Potem jest sce­na jak na thril­le­rach medycz­nych – miga­ją w dzi­kim pędzie świa­tła na sufi­cie i co któ­reś nie tyl­ko miga, ale i zaje­bi­ście trzesz­czy. Bra­ko­wa­ło tyl­ko takich niby drzwi z gru­bych pasków folii i tusz wie­przo­wych na hakach. Wait, paski były…

 

Zajeżdżamy na blok operacyjny.

Zim­no mi w tej szmat­ce, bo wen­ty­la­cja dzia­ła na full, pew­nie żeby nie było czuć smro­du wypa­tro­szo­nych wnętrz­no­ści i wte­dy spo­ty­kam Anio­ła (pigu­ły jak widać dzia­ła­ją). Pani Ane­ste­zjo­log pięk­na jest jak blond sny wil­got­ne, dodat­ko­wo ubra­na we wszech­obec­ny sexy far­tuch, pochy­la się, bada, czu­le do mnie mówi, ale jakoś nie mogę się do koń­ca sku­pić na twa­rzy. Oka­za­ło się (nie wiem jak, nie wiem kie­dy, nie wiem dla­cze­go), że jed­nak moje ścię­gno kur­czy się wyjąt­ko­wo wol­no (no prze­cież, że mi się wol­no kur­czy!!) i nie trze­ba mnie będzie per­ma­nent­nie usy­piać, wystar­czy łapę znie­czu­lić, wkrę­cić mi dru­ta w kości pal­ca, żeby się nie mógł zgi­nać i będzie git. Się nie tur­buj bra­cie i nic nie bój.

Blond Anioł pod­su­wa mi jakieś kwi­ty do pod­pi­sa­nia – mógł­bym Jej nawet prze­pi­sać ner­kę, tak cięż­ko mi się sku­pić. Kła­dę łapy na takich pod­pór­kach, jak mają ska­za­ni w Sta­nach na śmier­tel­ny zastrzyk, pod­pi­na­ją mi rur­ki, igieł­ki i kabel­ki do jed­nej ręki, w dru­gą łapę, tę z pal­cem, dosta­ję zastrzyk chy­ba koń­ską strzy­kaw­ką albo wydrą­żo­nym gwoź­dziem i czekamy.

Cze­ka­my, aż zacznie dzia­łać Znie­czu­le­nie, a ja sobie w naj­lep­sze flir­tu­ję z inną miłą panią w sexy far­tusz­ku, któ­ra mnie Moni­to­ru­je. Że dobrze się czu­ję, tyl­ko głod­ny jestem i zaraz piz­zę zamó­wię, niech tyl­ko powie, jaką lubi. Że owszem, zim­no jest, ale cie­ka­we, czy przy takich faj­nych sexy far­tusz­kach wszyst­ko mi dzia­ła bez szwan­ku. Hłeh­łe. I tak dalej. Pani miła z poli­to­wa­niem patrzy, bo pew­nie z doświad­cze­nia wie, że ludzie tu bre­dzą pod wpły­wem piguł, ale trzy­ma kon­wen­cję, bo co będzie pacjen­ta stresować.

Nagle czu­ję, że coś mnie dźga w rękę z pal­cem popsu­tym i dok­tor się pyta, czy czu­ję. No czu­ję, co mam nie czuć.

- Dobra, dorzu­ci­my znie­czu­le­nia - i jeb, zno­wu koń­ska strzykawka.

I zno­wu cze­ka­my, a ja się robię coraz bar­dziej głod­ny. Minę­ło kil­ka strza­łów zni­kąd, kil­ka dow­ci­pów o babie u leka­rza i zno­wu dok­tor się pyta, czy czuję.

- No czu­ję, dźga mnie Pan w rękę.
– Oo, a Pan to tak tro­chę lubi wypić? Bo na alko­ho­li­ków znie­czu­le­nie dzia­ła sła­biej
.

Tak sobie w myślach poszu­ka­łem, ale ja przez ostat­nie kil­ka lat mia­łem stan upodle­nia alko­ho­lo­we­go prze­raź­li­wie spo­ra­dycz­nie, bo po mojej Pierw­szej Die­cie jakoś alko­hol prze­stał mi wchodzić.

- Nie - mówię – przez ostat­ni rok to może z raz tak kon­kret­niej, a tak to sobie Kar­mi sączę, bo lubię. 

Na co dok­tor dziw­nie popa­trzył, ja się tro­chę zawsty­dzi­łem, bo może wła­śnie stra­ci­łem w jego oczach ten męski pier­wia­stek. Podźgał mnie jesz­cze parę razy, w tym kil­ka znie­nac­ka i mówi:

- No trud­no, może Pan jakiś odpor­ny na znie­czu­le­nie. Wkrę­ca­my się tak, pew­nie moc­no nie zaboli.

 

O ja pierdolę…

Nie wiem, czy to był tyl­ko taki lekar­ski dow­cip, czy ze stra­chu szyb­ciej zaczą­łem wchła­niać pro­chy, ale nic mnie nie bola­ło. Jedy­nie musia­łem się siło­wać z leka­rzem, bo on mi coś wpy­chał w łapę, a ja mia­łem trzy­mać, żeby nie ucie­ka­ła mu ze sto­li­ka (w Sta­nach przy­naj­mniej ska­za­ni są przy­pię­ci i nie muszą się siło­wać ze strzy­kaw­ka­mi). Prze­py­cha­my się dłuż­szą chwi­lę, a nagle widzę, że ktoś gasi świa­tło i mówię miłej pani, że wła­śnie odpływam.

 

Alarm, panika, monitory piszczą, pielęgniarki krzyczą!

Blond Anioł się pochy­la nade mną (usta-usta mi zro­bi, w raju jestem)… i na pysk mi maskę jakąś tle­no­wą zakła­da, do tego chy­ba krzy­wo, bo tchu nie mogę zła­pać. Chwi­lę to trwa­ło, żarów­ki moc­niej zaświe­ci­ły, maszyn­ki prze­sta­ły pisz­czeć, maska prze­sta­ła mnie dusić, a Blon­di się wypro­sto­wa­ła (szko­da).

- Chłop jak dąb i mi tu scho­dzi przy takim kosme­tycz­nym zabiegu!

No chy­ba się zawsty­dzi­łem po raz kolej­ny, jak sło­wo daję… Niby dwa dni nic nie jadłem, z leka­rzem upra­wiam prze­cią­ga­nie liny tyl­ko na odwrót, zim­no jak na Kam­czat­ce, ale czy to powód do tego, żeby mdleć na ope­ra­cji? Zna­czy prze­pra­szam, przy kosme­tycz­nym zabie­gu?

Lekarz skoń­czył mi wkrę­cać dru­ta w pal­ca, zapa­ko­wa­li mi łapę w gips, zro­bi­li prze­świe­tle­nie i wyje­cha­łem na salę poope­ra­cyj­ną. Pole­ża­łem tam chwi­lę i wró­ci­łem do poko­ju, w któ­rym zakwa­te­ro­wa­li mnie wcze­śniej, tego z żywą mumią i namięt­nym prze­klo­nem. Po pew­nym cza­sie przy­je­chał OBIAD, któ­ry już mi wol­no było zjeść.

I był to dokład­nie taki syfia­sty, szpi­tal­ny obiad, jak wszę­dzie opi­su­ją. A może nawet gor­szy. Ale w moim sta­nie zjadł­bym nawet te poobi­ja­ne tale­rze, więc nie maru­dzi­łem. Poza tym prze­cież za chwi­lę wycho­dzę do domu, to się najem, praw­da? Gów­no­praw­da. Przy­tup­tał Zna­jo­my Pan Dok­tor i zako­mu­ni­ko­wał mi, że ponie­waż pod­czas Ope­ra­cji oka­za­łem się sła­by duchem i cia­łem, to zosta­wia­ją mnie do jutra na obserwacji.

Zero ksią­żek, zero ciu­chów na zmia­nę, zero gotów­ki (o ban­ko­ma­cie zapo­mnij w szpi­ta­lu, bo prze­cież gotów­kę się w koper­tach nosi przy­go­to­wa­ną, a nie dopie­ro wypła­ca ze ścia­ny na miej­scu, żeby ślad zosta­wić dla CBA, nie?), bate­ria w tele­fo­nie led­wie pika. Umrę z nudów. Dodat­ko­wo Pani Mat­ka wysy­ła jak­że pocie­sza­ją­ce­go sms’a, że “mógł­byś już wresz­cie prze­stać się opier­da­lać i wra­cać do robo­ty”. Jak ja mam tu zdro­wieć w takich warunkach??

Tak czy siak, na dru­gi dzień dosta­łem śnia­da­nie (chy­ba jesz­cze gor­sze, niż obiad), zwol­nie­nie na 30 dni (cie­ka­we po co mi przy dzia­łal­no­ści?), wypis i nakaz:

 

Za tydzień mam przyjechać do kontroli.

Tydzień minął bar­dzo rado­śnie (pró­bo­wa­li­ście się kie­dy­kol­wiek pod­cie­rać lewą ręką?) i dosyć leni­wie (pró­bo­wa­li­ście kie­dyś kli­kać mysz­ką mając łapę w gip­sie?). Poje­cha­łem na kon­tro­lę, zdję­li mi gips do bada­nia, zba­da­li co trze­ba i wszyst­ko było w porząd­ku – kaza­li przy­je­chać za 5 tygo­dni na wycią­ga­nie dru­ta z pal­ca. Na odchod­ne chcie­li zało­żyć mi gips z powro­tem (recy­kling peł­ną gębą, nie?). Na szczę­ście Zna­jo­my Pan Dok­tor pod­po­wie­dział mi, żebym kupił sobie takie coś do usztyw­nia­nia palu­cha, to jak mi zdej­mą gips będzie moż­na pod­mie­nić (nazy­wa się to apa­rat STACKA, jak­by się mia­ło kie­dyś Wam przy­dać – nie ma za co). I nie powiem, rze­czy­wi­ście jakieś to jak­by poręcz­niej­sze, prawda?

palec-grzebalec

Teraz mogę poka­zać FAKA ze wzmocnieniem.

 

Po pięciu tygodniach pojechałem na wyciąganie druta z palca.

Poszło szyb­ko – lekarz przy­ci­snął mnie do ścia­ny, wiel­gach­ny­mi obcę­ga­mi zła­pał kawał dru­ta wysta­ją­cy z pal­ca i z kości i do jed­nym szarp­nię­ciem wycią­gnął. Tak na żywca.

Nawet nie koja­rzę, czy czymś wcze­śniej prze­sma­ro­wał. Tym razem byłem twar­dy i nie mdlałem.

Ale jaką mia­łem chęć przy­je­bać mu dru­gą ręką to wiem tyl­ko ja…

 


About Jacek eM

view all posts

Mąż, ojciec i projektant wnętrz. Fotograf-amator i wannabe bloger. Właściciel niewyparzonego jęzora i poczucia humoru w stylu noir. No i na wieczystej diecie...

  • Pingback: Ankieta coroczna, urodzinowa, tak dla zdrowotności mojej i Waszej | dizajnuch.pl – blog faceta w pewnym wiekudizajnuch.pl - blog faceta w pewnym wieku()

  • wyda­je mi się, że z takim palu­chem, to z powo­dze­niem mógł­byś zagrać jakie­goś mutan­ta w kolej­nej czę­ści serii x-men:)

    • Mia­łem być Jean Grey, ale że “Gra o Tron” oka­za­ła się takim hitem, to mnie ta ruda wygry­zła i zapro­po­no­wa­li mi tyl­ko rolę Dil­do-Mana. No i nie w fil­mach 20th Cen­tu­ry Fox tyl­ko Braz­zers. Waham się…

  • Jestem raczej prze­ciw­nicz­ką medy­cy­ny kon­wen­cjo­nal­nej, nie mam zbyt dobrej opi­nii o pol­skiej służ­bie zdro­wia. Dobrze, że u Cie­bie wszyst­ko się w mia­rę dobrze skoń­czy­ło. Pozdrawiam 😉

  • Pingback: CKM radzi: "69 gołych faktów o seksie" | dizajnuch.pl - blog faceta...dizajnuch.pl – blog faceta…()

  • Pingback: Co robić, żeby Cię wydymali... | dizajnuch.pl - blog faceta...dizajnuch.pl – blog faceta…()

  • Czy­ta­łam z zapar­tym tchem od deski do deski 🙂
    Mnie już nie raz brak gotó­wy i podej­ście “to tyl­ko na chwi­lę” zgubiło 😉

    • Bo zazwy­czaj do mądre­go wnio­sku, że na zdro­wiu nie ma co oszczę­dzać docho­dzi­my do wnio­sku, kie­dy jest za późno 🙂

  • Z pew­no­ścią ta przy­go­da kosz­to­wa­ła spo­ro ner­wów i bólu, ale z dru­giej stro­ny – będzie co opo­wia­dać wnukom 🙂

  • Takie “spon­ta­nicz­ne” wizy­ty w szpi­ta­lu to nie dla mnie 😉 Czy­ta się super!

  • A dla­cze­go wła­ści­wie Pani Mat­ka Ci nic nie przy­wio­zła, kie­dy już było wia­do­mo, że nie wró­cisz do domu na kola­cję? :>

    • Bo poje­cha­ła do domu i Jej przy mnie nie było. A to było dale­ko od Wrocławia 🙂

      • No to dru­gie pyta­nie: we Wro­cła­wiu by Ci pal­ca nie naprawili? 😀

        • Nie wiem – tam mia­ło być od ręki i po zna­jo­mo­ści. I dobrze 🙂

  • Haha! Super się czy­ta­ło. Faj­ny humor 💪

  • Uśmia­łam się 😀 Na pocie­sze­nie dodam, że jak zawsze sto­pa “zbie­ra” kloc­ki Lego w nocy, a pisz­cze­le kra­wę­dzie krzeseł/stołów/łóżek, tak mój palec grze­ba­lec, rów­nież natra­fia na róż­ne prze­ciw­no­ści losu 🙁

    • Hihi, poopo­wia­da­ła­byś. Albo nie, pocze­kam aż minie 22:00 🙂

      • Jest po 22:00, ale nie­ste­ty nie mam nic zbe­reź­ne­go do opo­wie­dze­nia. Pamię­tam jak kie­dyś sobie ten palec moc­no potłu­kłam i cho­ciaż nie mia­łam jakiś hard­ko­ro­wych dziw­nych rze­czy tak jak Ty, to mia­łam taki cia­sny opa­tru­nek. Dwa tygo­dnie i po spra­wie, myślę sobie, w koń­cu! A tu wyszły na nim kurzajki 😀
        No i regu­lar­nie łamię w tych pal­cach paznok­cie, od pisa­nia na kla­wia­tu­rze się łamią, ale tyl­ko w tych pal­cach… #nie­po­ka­zu­je­wię­cej­fa­ków #kobie­ty­ro­zu­mie­jo #rip­pa­znok­cie

        • No i paczaj, a ja już ostrzy­łem zęby i nomen omen pazu­ry na coś pikantnego 🙁
          #roz­cza­ro­wa­nie­to­mo­je­dru­gie­imie

  • Całe szczę­ście, że moje wypad­ko­we życie się skoń­czy­ło. Jak byłem mały to co chwi­la zła­ma­na noga, ręka czy palec.
    P.S.
    Ja na hasło – Wkrę­ca­my się, pew­nie tak moc­no nie zabo­li – bym uciekał 😀

  • Prze­czy­ta­łem Fakt, kupa śmie­chu. Ale z prze­wa­gą kupy.
    A jak prze­czy­ta­łem o wycią­ga­niu dru­ta (z pal­ca, żeby nie było, że świn­tu­szę), to mało nie zemdla­łem z bólu. A mówią, że nie mam empatii…

  • A może by tak książ­kę napi­sać o absur­dach nfz­tu? 😉 Masz dar, masz doświad­cze­nie, resz­tę się zmyśli 😀

  • W woj­sku nie byłem, ale to pew­nie podob­ny sce­na­riusz. Histo­ria, któ­rą pew­nie lepiej się opo­wia­da z per­spek­ty­wy cza­su, mając ją już za sobą, niż w cza­sie rzeczywistym.

    Kie­dyś przy oka­zji inne­go tek­stu już chy­ba pisa­łem o swo­im kon­tak­cie z publicz­ną służ­bą zdro­wia. W szyb­kim skró­cie powtó­rzę. Daw­no, jesz­cze w cza­sach war­szaw­skich wcho­dząc na dra­bi­nę, szpet­nie roz­cią­łem sobie sto­pę. Sobo­ta, Żona (wte­dy jesz­cze nie) wezwa­ła pogo­to­wie. Eks­pre­so­wo poja­wi­ła się miła i facho­wa eki­pa ratow­ni­ków Falck. Spoj­rze­li, zro­bi­li opa­tru­nek, zapa­ko­wa­li w pojazd i ruszy­li­śmy do szpi­ta­la. Na odchod­nym nawet udzie­li­li wska­zó­wek czym pla­my krwi z dywa­nu sprać. Więc my na sygna­le, jesz­cze nie Żona za nami autem. Mia­łem fraj­dę, bo pierw­szy raz na kogu­cie jecha­łem, ale taki obo­wią­zek. Z wezwa­niem musi być na sygnale.
    W szpi­ta­lu dyżur­nym, wyrwa­ny z letar­gu chi­rurg z miną zdra­dza­ją­cą wąt­pli­we zain­te­re­so­wa­nie stwier­dził, że on tu nic nie zro­bi, bo wyglą­da, że ścię­gna prze­cię­te i trze­ba naj­pierw prze­świe­tle­nie żeby moż­na było zszy­wać. Więc może wezwać karet­kę (tam­ta poje­cha­ła), któ­ra mnie prze­wie­zie, ale to będzie trwać, albo udam się tam na wła­sną rękę. Spry­ciarz, ale ja dałem się podejść. Ocho­czo stwier­dzi­łem, że jesz­cze nie Żona mnie zawie­zie. Dotar­li­śmy do tzw. niedź­wiad­ka, szpi­ta­la na Pra­dze, któ­ry wyglą­dał nie­mal iden­tycz­nie jak w chwi­li upad­ku Powsta­nia. Na kory­ta­rzach ciem­na­wo, świe­ci co dru­ga lam­pa, na ścia­nach dziu­ry po kulach. Do tego duża licz­ba moc­no zdez­o­rien­to­wa­nych ludzi, bo od niko­go nie otrzy­mu­ją infor­ma­cji oraz aro­ganc­ki per­so­nel. Moż­na popaść w depre­sję. Na miej­scu oka­za­ło się, że pacjen­ci zwo­że­ni karet­ka­mi przyj­mo­wa­ni są w pierw­szej kolej­no­ści. I tu wycho­dzi moja sku­cha. Sobo­ta, Pra­ga, to przy­wo­zi­li wszel­kich pene­rów z uli­cy po bój­kach i przy­sy­pia­ją­cych mene­li. Spę­dzi­łem tam chy­ba z sześć godzin, a wyda­wa­ło mi się, że trwam tam kil­ka dni. Naj­bar­dziej mnie zadzi­wiał per­so­nel, któ­ry trak­to­wał ludzi jak intru­zów. Koniec koń­ców, zszy­to mi sto­pę. Ale to był aku­rat czas mistrzostw świa­ta w kopa­nej i w sąsied­nim poko­ju leciał mecz w TV, więc lekarz zszy­wa­ją­cy oglą­dał przez sze­ro­ko otwar­te drzwi mecz i zszy­wał mi jed­no­cze­śnie ranę. Over­loc­kiem raczej nie poje­chał. Do dziś bli­zną na sto­pie mogę zada­wać szy­ku w nie­jed­nej por­to­wej tawernie.

    To było daw­no, podob­nie jak Two­ja histo­ria. Mam nadzie­ję, że może tro­chę sto­su­nek do ludzi uległ od tego cza­su popra­wie. Choć coś mi mówi, że nadal jest jak na pol­skiej poczcie. Cza­sy się zmie­nia­ją, pocz­ty prze­cho­dzą grun­tow­ne remon­ty, a panie w okien­kach jak były, tak są nabur­mu­szo­ne. Więc i publicz­na służ­ba zdro­wia jest jaka była, dostar­cza­jąc powo­dów do żartów.

    • Jak to wyglą­da teraz moż­na poczy­tać w moim wpi­sie o wizy­cie u laryn­go­lo­ga w publicz­nej pal­ców­ce służ­by tak zwa­ne­go zdro­wia sprzed roku. Budy­nek nowiut­ki, sys­tem reje­stra­cji (pra­wie) zauto­ma­ty­zo­wa­ny, a dalej pan w okien­ku war­czy, wypi­su­je kar­tę i wkła­da w kopert­kę a lekarz ma tak wyje­ba­ne, że nawet mu się nie chce zakła­dać far­tu­cha. O takiej cie­ka­wo­st­ce jak bro­wa­ry w szpi­tal­nej lodów­ce nawet nie będę wspo­mi­nał, bo po co?

      Za to dla odmia­ny jestem mile zasko­czo­ny tym, co ostat­nio spo­tka­ło mnie w ZUS’ie, kie­dy to musia­łem zapła­cić ponad dwa koła, bo w 2012 źle zło­ży­łem dekla­ra­cje i źle odpro­wa­dzi­łem skład­ki. Pani co praw­da powie­dzia­ła, że zapła­cić muszę, a nie dawa­li mi wcze­śniej znać, bo z kolei oni nie muszą (wia­do­mo, odset­ki z 5 lat to nie to samo co z mie­sią­ca), ale popro­wa­dzi­ła mnie za rącz­kę przez bez­sen­sow­ny pro­ces skła­da­nia korekt i wyja­śnień cze­goś, co mia­ło miej­sce 5 lat temu. A może ja po pro­stu roz­wa­lam panie w okien­kach, bo chłop jak dąb, a nie­po­rad­ny jak nie­mow­lę i im się instynkt macie­rzyń­ski włącza.

      • Tak, to ten wpis mia­łem na myśli. Z pol­skich urzę­dów nie korzy­sta­łem już .… nie pamię­tam. Jedy­nie pocz­ta. I muszę wyra­zić skru­chę, bo jak tak fakt prze­my­śla­łem, to przy­znam, że byłem nie­spra­wie­dli­wy. Ostat­nio tra­fia­ją mi się same miłe i przy­ja­zne urzęd­nicz­ki. Może więc coś drgnę­ło nawet na poczcie?

        ZUS to dla mnie zaś mon­strum, z któ­re­go żywym się nie wycho­dzi. Przy­naj­mniej takie mam wyobra­że­nie. A Ty mi takie rze­czy opo­wia­dasz. Wyda­je mi się, że tak­ty­kę wybra­łeś słusz­ną. Duża sie­rot­ka z pew­no­ścią roz­czu­la panie. Ja jesz­cze dorzu­cam „wie pani, Żona kaza­ła, ja nie wiem…” coś w tym sty­lu. Z regu­ły efekt osiągam.

  • Oj wiesz, od Cie­bie to duży kom­ple­ment, w koń­cu histo­rii prze­ra­biasz niemało 🙂

  • Kolej­ny raz oka­zu­je się, że Pol­ska to stan umysłu. 😉

  • Histo­ria jak z hor­ro­ru. Począ­tek roz­wa­la­ją­cy, potem z nut­ką gro­zy 🙂 Pozdrawiam

  • Mat­ko do Cie­bie z cór­ko! Co to za histo­ria rodem ze Szpi­ta­la w Leśnej Górze 😀 Ciar­ki mnie prze­szły na samą myśl, bo czy­ta­nie o dru­tach nie nale­ży do ulu­bio­nych przy poran­nej her­bat­ce! Trzy­ma­łam jed­nak cały czas kciu­ki, żeby wszyst­ko się udało 😛

    • No i się uda­ło – poka­zał­bym, ale to aku­rat ten palec, któ­ry nie­ład­nie pokazywać 🙂

  • Cze­ka­łem na zdję­cie Blond Anio­ła. Czu­ję się rozczarowany…
    [albo speł­nio­ny do poło­wy – jak by to powie­dział optymista]

  • Tak to jest jak się idzie do leka­rza pole­ca­ne­go z inter­ne­tu 🙂 Myśla­łeś o napi­sa­niu książ­ki? Tyle przy­gód to chy­ba miał tyl­ko Michał z Wołodyjowskich 🙂
    Bra­ku­je mi fot­ki zre­pe­ro­wa­ne­go palu­cha 🙂 ps. w sumie„„ nie wiem po co go robi­łes ten punkt G mnie zachwycił 🙂

    • Ale to nie był lekarz pole­ca­ny z inter­ne­tu – wręcz prze­ciw­nie, to był pra­wie nowy tata dziew­czy­ny, któ­ra u nas pra­co­wa­ła (nota bene ta, któ­ra nas tak wykrę­ci­ła nieładnie) 🙂

      Ksią­żek blo­ge­rów nikt nie kupu­je poza inny­mi blo­ge­ra­mi. No, może Michał Sza­frańś­ki jest wyjątkiem 🙂

  • Nie wiem co pomy­śle­li sąsie­dzi, gdy to w nocy czy­ta­łam, ale z pew­no­ścią mie­li ubaw z moje­go śmie­chu. Albo i nie, bo godzi­na dość póź­na (wcze­sna?).

    Na począt­ku chcia­łam napi­sać, że gdzie­żeś ten paluch wkła­dał, ale jak dziec­ko to jesteś usprawiedliwiony 😉
    Póź­niej pomy­śla­łam, że opis szpi­ta­la bar­dzo pasu­je do tego, któ­ry ja znam. Ale one chy­ba wszyst­kie teraz takie same. Łącz­nie z personelem.

    A teraz napi­szę Ci tyl­ko jed­no – i Ty tą ręką póź­niej (zna­czy po pod­cie­ra­niu 😛 jada­łeś? A nie łatwiej było przejść na leworęczność? 😉

    I gra­tu­lu­ję porząd­ków na blogu 🙂

    • Jada­łem łyż­ką, względ­nie widelcem 🙂

      Porząd­ki w trak­cie – jest jesz­cze kil­ka rze­czy, ale tu chy­ba nie dam rady sam. Na razie próbuję 🙂

      • Kolo­ry, wszyst­kie kolo­ry tęczy jeszcze 😉

        • Jak­byś przez ostat­nie dwa lata pro­jek­to­wa­ła prak­tycz­nie same bia­łe kuch­nie, to byś tęsk­ni­ła za kolo­ra­mi. Kolo­ry zosta­ją – nie wiem, czy taki twa­rzo­wy sele­dy­nek, ale jakiś na pewno 🙂

          • Sele­dyn­ko­wi mówię sta­now­cze nie. Za dużo go ostat­nio na blo­gach i już wszyst­kie tak smao wyglądają 😛

            • Tu aku­rat się z Tobą zgo­dzę, potrzy­mam go chwi­lę i poob­ser­wu­ję, ale raczej wymienię.

              • Wymie­niaj czym prę­dzej. Bo w koń­cu nie wiem czy jestem jesz­cze u Cie­bie czy u kolej­nej pseudoblogerki 😉

  • Współ­czu­ję akcji z palu­chem, ale uśmia­łam się przednio 😀

  • Przy­znaj się- pod­ło­ży­łeś Mło­de­mu palu­cha żeby taką sto­ry prze­żyć i opisać,hym?? 😛
    Uśmia­łam się jak głu­pia! :DD
    ps.Dawno to było?

    • To się nazy­wa poświę­ce­nie 🙂 Jak Van Gogh, któ­ry odciął sobie ucho. Tyl­ko on pośmiert­nie zała­pał się na fejm – słabo 🙂
      Z 7 lat temu, jakoś tak.

  • Żeby tak opi­sać histo­rię swe­go pal­ca to trze­ba być mistrzem☺ Wizy­ty u Cie­bie zawsze popra­wia­ją mi humor 😉

    • Pole­cam się – zaglą­daj jak naj­czę­ściej i czuj się jak u siebie 🙂

  • Magia lecze­nia na NFZ. Jestem drob­ną osó­bą, a po znie­czu­le­niu w krę­go­słu­pi musie­li mnie uśpić bo nie działa 😂

    • Haha, a lubisz wypić? 🙂

      • Ja nie­trun­ko­wa 😉

        • - No trud­no, może Pani jakaś odpor­na na znie­czu­le­nie. Wkrę­ca­my się tak, pew­nie moc­no nie zaboli. 😀

          • Jak­by mie­li mnie roz­be­be­szać i wycią­gać dziec­ko na żyw­ca, to bym wia­ła co sił w nogach 😂
            Cho­ciaż było­by o czym potom­nym opowiadać. 

  • A boś poje­chał gdzieś pod Wro­cław. Poje­chał­byś Panie do Leśnej Góry. Tam to nawet ścia­ny mają poma­lo­wa­ne w tym tvp 😉 Mia­łem ostat­nio oka­zję odwie­dzać rodzi­nę w kil­ku szpi­ta­lach i część obiek­tów spra­wi­ła­by radość róż­nym urbe­xom. No ale wycho­dzę z zało­że­nia że liczy się zawar­tość pudeł­ka nie opakowanie 🙂

    • W pudeł­ku leżą ludzie na łóż­kach – to dopie­ro jest hardcore 🙂
      A tak BTW, bo tele­wi­zji nie mam – jesz­cze leci to takie o dok­to­rach, gdzie wystę­po­wał Ojciec Mate­usz? Prze­cież to jest star­sze niż pokła­dy węgla brunatnego!!

      • Leci, leci. Moja żona oglą­da takie wyna­laz­ki 😀 I zaraz potem odpa­la­my Home­land i Żywe Tru­py. To dopie­ro sze­ro­ki zakres zain­te­re­so­wań 😀 Podej­rze­wam, że w tajem­ni­cy oglą­da też Modę na sukces 😀

        • Oje­so­ooo, to też??? Toż ja byłem mło­dy, jak to się u nas pojawiło… 🙂

  • Jak­bym widzia­ła sie­bie, tyl­ko u mnie była ósem­ka a nie paluch 🙂 

    • Pisz i dawaj linka 😀

      • Nie­ste­ty nie mam tak lek­kie­go pió­ra jak Two­je i pew­nie nie było­by to już takie zabaw­ne. Jed­nak nie powiem, żeby były to naj­lep­sze Walen­tyn­ki w moim życiu… Patrząc, że krót­ko po zabie­gu moja twarz powięk­szy­ła się trzy­krot­nie i przez tydzień słu­ży­ła lube­mu do natych­mia­sto­we­go roz­mra­ża­nia róż­ne­go mię­si­wa, któ­re miał ocho­tę sobie przy­rzą­dzać. Mi zosta­ły jogur­ty i to cią­gnię­te przez słom­kę, bo się pasz­cza nie­zbyt otwie­ra­ła, a nawet jak­by się otwie­ra­ła, to sam fakt nie mycia zębów od kil­ku dni sku­tecz­nie mnie przed tym powstrzy­my­wał… Sam zabieg mógł być gor­szy, tym bar­dziej, że ja z tych co to nawet na prze­glą­dzie bez znie­czu­le­nia gęby nie otwie­ra­ją, ale jakoś dałam radę. Nawet mnie znie­czu­li­li, cho­ciaż tego nie byłam do koń­ca pew­na, bo na dzień dobry Pani pomoc (nie­ste­ty nie byłą ponęt­ną leka­recz­ką, a raczej mogła być jej bab­cią) poin­for­mo­wa­ła mnie w for­mie żar­tu, że w piąt­ki rwą bez znie­czu­le­nia.… całość trwa­ła jakieś 2–2,5 godzi­ny, przez któ­re trzy­ma­łam sobie pod bro­dą jakąś michę. Sko­ro już sie­dzę sobie bez­czyn­nie a oni muszą nade mną ska­kać, to mogłam się im na coś przy­dać… Japę po zębie zaszy­li 6-cio­ma szwa­mi, któ­re łasko­ta­ły mnie w prze­łyk jak już opu­chli­zna raczy­ła mnie opu­ścić. Ich wycią­ga­nie wyglą­da­ło podob­nie jak u Cie­bie dru­ta. Mogli cho­ciaż zwo­dzić i pró­bo­wać odwró­cić uwa­gę czymś w sty­lu “Patrz, patrz, pta­szek leci”, a nie jebs, od razu na żyw­ca. Na koniec nie mogło zabrak­nąć zba­wien­ne­go pyta­nia “Bola­ło?”…
        Naj­gor­sze jest to, że to co zgu­bi­łam przez tydzień nie­je­dze­nia szyb­ko znalazłam 😀

        • Kur­de, czy oni na stu­diach mają jakiś przed­miot – “dur­ne żar­ty z pacjen­ta”? W sumie to może i powin­no roz­ła­do­wy­wać atmos­fe­rę, ale cza­sa­mi nie bar­dzo dzia­ła, nie?

          Ja w rocz­ni­cę ślu­bu zali­czy­łem deskę w pysk, mia­łem poła­ma­ne jedyn­ki, szy­cie pyska i takie tam, a Pani Mat­ka była aku­rat w cią­ży 🙂 I oczy­wi­ście o tym tez pisałem 😀

  • Pau­li­na Majewska

    Tekst świet­ny 😀 kil­ka tek­stów to masz takich, że chy­ba je cytować 😛
    “Blond Anioł pod­su­wa mi jakieś kwi­ty do pod­pi­sa­nia – mógł­bym Jej nawet prze­pi­sać ner­kę, tak cięż­ko mi się skupić.”

    • Dzię­ku­ję – masz doży­wot­nią licen­cję na cyta­ty, nie mam nic przeciwko 🙂

  • Pingback: CKM radzi: "69 gołych faktów o seksie" | dizajnuch.pl - blog faceta...dizajnuch.pl – blog faceta…()

  • Pingback: Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy |dizajnuch.pl – blog faceta…()

  • Pingback: Jak ciężko być optymistą w tym pojebanym kraju...dizajnuch.pl – blog faceta…()

  • Pingback: Co robić, żeby Cię wydymali... - dizajnuch.pl - blog faceta...dizajnuch.pl – blog faceta…()

  • Pingback: NFZ chyba strasznie słabo płaci... - dizajnuch.pl - blog faceta...dizajnuch.pl – blog faceta…()

  • Pingback: Urodzinowa ankieta coroczna - dizajnuch.pl - blog faceta...dizajnuch.pl – blog faceta…()

  • ten bia­ły kolor niby taki nie­win­ny a tem­pe­ra­tu­rę wzru­szeń na sali ope­ra­cyj­nej podnosi 🙂

  • Haha­hah o kur­cze 😀 Powodzenia!

  • wiem, że pew­nie Tobie nie było wów­czas do śmie­chu, ale ja strasz­nie się uśmia­łam czytając.
    też nie mam zbyt dobrych wspo­mnień ze szpitalami :/

  • Czy­ta­łam na trzy razy, bo na raz się nie dało. Zapła­ka­łam się ze śmie­chu, oku­la­ry zaparowały 😀
    no w sumie współ­czu­ję prze­żyć, no ale.….hihihihi ;)))

  • Alek­san­dra Stawarz

    Uwiel­biam Twój styl pisa­nia! <3
    A jeśli cho­dzi o szpi­ta­le, to nie­ste­ty mia­łam szan­sę prze­żyć coś takie­go jak Ty, tyle, że kola­no mi cię­li. Moja pierw­sza reak­cja po ope­ra­cji była “Panie Dok­to­rze, cze­mu tak pali mnie kola­no?”, a lekarz na to “A bo Pani wypa­la­li­śmy chrząst­kę, co przez nią już kość widać”. Aha, czy­li jed­nak pali­li, nie cię­li. Na szczę­ście nie żyw­cem. Dosta­łam nar­ko­zę i wspo­mi­nam to jak naj­śmiesz­niej­sze prze­ży­cie ever. Ale jedze­nie szpi­tal­ne to syf, cho­ciaż po 36 h na czczo wszyst­ko sma­ku­je niebiańsko. 😉

    • Oooo, ale się zaru­mie­ni­łem pod wąsem 🙂 Zna­czy ja nie mam wąsów, ale gdzieś tam bym się zarumienił 😉
      Oj tak, po takim okre­sie gło­dów­ki czło­wiek zja­da nawet tale­rze, nie tyl­ko te śmiesz­ne szpi­tal­ne jedzonko 🙂

  • the­rion

    Pol­skie szpi­ta­le są faj­ne. Jak McDo­nal­dy. W każ­dym masz dokład­nie ten sam standard 🙂

    Wie­czór.

    • Otóż tutaj się z kole­ga sza­now­nym nie zgo­dzę – nie pisa­łem tego tutaj, bo raczej to smut­ne jest, ale na tej samej izbie przy­jęć, kil­ka krze­se­łek ode mnie (na szczę­ście, bo śmier­dzia­ła okrut­nie) sie­dzia­ła babin­ka, któ­ra przy rąba­niu drew­na nie wyce­lo­wa­ła w pie­niek, tyl­ko sobie w nogę. Owi­nę­ła to szma­ta­mi i rekla­mów­ką, popro­si­ła sąsia­da i przy­je­cha­ła do szpi­ta­la, bo prze­cie do niej karet­ki nie doja­do. Wysta­ła się w kolej­ce do reje­stra­cji, potem w kolej­ce do gabi­ne­tu, potem się oka­za­ło, że nie ma jakie­goś świst­ka i jej nie przyj­mą, a ona bid­na co krok kuś­tyk­nie to taka czer­wo­na pie­cząt­ka na pod­ło­dze, aż ją jakaś sprzą­tacz­ka zje­ba­ła, żeby nie łazi­ła, bo brudzi.
      I mi się zro­bi­ło prze­raź­li­wie smut­no i głu­pio, że ja z jakimś dur­nym pal­cem jak pani­sko wcho­dzę po zna­jo­mo­ści i bez kolej­ki, a babu­leń­ka z poważ­ną raną ma tak bar­dzo pod górę.

      Wie­czór, wie­czór. Noc niebawem.

      • the­rion

        No też wła­śnie mniej wię­cej o to cho­dzi­ło, że nie­waż­ne Poznań czy Bytom – wszę­dzie możesz spo­dzie­wać się tego same­go. Nie­ste­ty też tego, że naj­pierw cię zapy­ta­ją o RMUA, a dopie­ro póź­niej łaska­wie wyj­mą kilof z czaszki.