Jak szukać roboty, żeby jej nie znaleźć

 

Zasta­na­wia­łem się, czy ten wpis powi­nien się zna­leźć w zakład­ce #kla­jen­ci, bo prze­cież nie o #kla­jen­tach będę pisał. Ale że oso­ba szu­ka­ją­ca pra­cy też do mnie przy­cho­dzi, ma do mnie spra­wę i o tej spra­wie ze mną gada, to trosz­kę nagią­łem fak­ty. Dzi­siaj moi dro­dzy Czy­ta­cze trosz­kę poopo­wia­dam o ludziach, któ­rzy chcie­li wią­zać swo­ją ścież­kę zawo­do­wej karie­ry sto­lar­skiej z małą fir­mą pro­jek­tu­ją­cą wnę­trza i je meblu­ją­cą. Nawet jeśli nie­ko­niecz­nie chce­cie zara­biać na chleb macha­jąc wkrę­tar­ką, to być może kil­ka rad Wam się przy­da, jeśli zacznie­cie roz­sy­łać CV, nie?

 

Rys sytuacyjny…

W kra­ju-raju nie ma wie­lu wyso­ko wykwa­li­fi­ko­wa­nych pra­cow­ni­ków fizycz­nych, bo wszy­scy skoń­czy­li stu­dia i z magi­strem wolą pra­co­wać gło­wą, niż łap­ka­mi. Pęd do wie­dzy i pod­no­sze­nia kwa­li­fi­ka­cji nale­ży chwa­lić, ale jeśli to była Wyż­sza Szko­ła Tań­ca Góral­skie­go, gdzie do skoń­cze­nia wystar­cza­ło regu­lar­nie pła­cić cze­sne, to nie­ste­ty, ale nie ma się co spo­dzie­wać, że przy­szły pra­co­daw­ca zro­bi fran­cu­za do koń­ca bez tyl­ko po to, żeby taki magi­ster u nie­go pra­co­wał. Nie zro­bi, bo takich magi­strów jest wie­lu. A nawet, jeśli taki magi­ster zro­bi jemu, to pra­co­daw­ca sobie wybie­rze, któ­ry robił naj­le­piej. Bru­tal­ne pra­wa rynku.

Nie rozu­miem tej naszej naro­do­wej pogar­dy dla pra­cy fizycz­nej, zwłasz­cza jeśli doświad­czo­ny i kuma­ty sto­larz czy budow­la­niec zara­bia dobre 2–3 razy tyle, co świe­żo wypusz­czo­ny magi­ster np. poli­to­lo­gii. Chło­pa­ki się napraw­dę ser­decz­nie śmie­ją kie­dy roz­ma­wia­my o tym, jakie są pła­ce w ama­zo­nie. Poku­tu­je taki mit, czę­ścio­wo tyl­ko praw­dzi­wy, że fizol to prze­pi­ty pan Henio z kie­pem w nie­ogo­lo­nym pysku – tępa kupa mię­śni łatwa do zastą­pie­nia. Jeśli cho­dzi o kopa­nie rowów czy gania­nie z pakun­ka­mi, to pew­nie i tak, ale nie jeśli potrze­bu­je­my praw­dzi­wych fachow­ców. Tym bar­dziej, że więk­szość z nich sie­dzi na Wyspach i pomi­mo Bre­xi­tu czy zapro­szeń naszych władz kocha­nych nie zamie­rza­ją tutaj wracać.

My w zasa­dzie cią­gle kogoś szu­ka­my, bo sta­wia­my na ludzi napraw­dę dobrych, a tacy jak tyl­ko się pod­szko­lą, to idą na wła­sny gar­nu­szek, bo zawsze to się (niby) lepiej zara­bia u sie­bie, niż u kogoś. I poja­wia się nie­do­bór rąk do pra­cy. I poja­wia się ogło­sze­nie o pra­cę. I tutaj od razu widać, czy kwi­ty wysy­ła facho­wiec na odpo­wied­nim pozio­mie, czy jakiś jemioł, któ­re­mu się wyda­je, że potra­fi. Szu­ka­my pra­cow­ni­ka fizycz­ne­go, nie mena­dże­ra do pra­cy przy mię­dzy­na­ro­do­wych pro­jek­tach. Ale to wca­le nie zna­czy, że nie szu­ka­my wykwa­li­fi­ko­wa­ne­go spe­cja­li­sty. Wręcz prze­ciw­nie – ma to być ktoś z kon­kret­nym doświad­cze­niem, kon­kret­ny­mi umie­jęt­no­ścia­mi i wyraź­nie to jest zazna­czo­ne w ogłoszeniu.

 

I co?

I nie­ste­ty gów­no. Jest bar­dzo dużo odmian i muta­cji, ale mniej wię­cej moż­na je zebrać w gru­py. Wszel­kie podo­bień­stwo do osób i zda­rzeń rze­czy­wi­stych jest zamie­rzo­ne i nie­przy­pad­ko­we, uwierz­cie mi, takie kwi­ty rze­czy­wi­ście do nas wysy­ła­no, z taki­mi tek­sta­mi do nas dzwo­nio­no, takie się ludzie zacho­wy­wa­li pod­czas roz­mów. Powiedz­cie, bo może ja jestem dziw­ny i to tak napraw­dę nor­mal­ne jest?

 

Często ludziom się nawet nie chce napisać.

jestem sto­la­zem i mata­rzy­sto ile pan placi

Pisow­nia ory­gi­nal­na, takie CV przy­sła­ne SMS’em… Mam nadzie­ję, że nie łamię tajem­ni­cy kore­spon­den­cji. Gość sobie nawet nie zada­je tru­du, żeby wysłać papie­ry. Ba, nawet żeby zadzwo­nić, cho­ciaż jak­bym miał czas wisieć na tele­fo­nie, to nie pro­sił­bym o prze­sła­nie mailo­wo kwi­tów. No i wyda­je mi się, że zanim poga­da­my o kasie, to poten­cjal­ny pra­co­daw­ca powi­nien wie­dzieć, za jakie kon­kret­ne umie­jęt­no­ści pła­ci, praw­da? O języ­ku ojczy­stym będzie później.

 

Słanie kwitów hurtowo, bez czytania ogłoszenia

Ot, poja­wi­ło się ogło­sze­nie, to wyślę. I potem taki ktoś opo­wia­da dooko­ła bez­ro­bot­nym kole­siom, że wysłał piń­cet cefa­łek i nikt nawet nie zadzwo­nił. No bo prze­cież ex-kie­row­nik dzia­łu AGD w jakimś Satur­nie czy innym Media Mar­ke­cie dosko­na­le odnaj­dzie się przy pro­duk­cji mebli. Mon­ter pra­lek z taśmy w zli­kwi­do­wa­nym Master­co­oku też będzie jak zna­lazł. Podob­nie jak tapi­cer z Volvo, ochro­niarz-dozor­ca w hote­lu robot­ni­czym, pra­cow­nik budow­la­ny z Nie­miec czy kie­row­ca z Mebli Aga­ta. Meble to meble, fizycz­ny to fizycz­ny. A wyma­ga­nia? No bez jaj, na kel­ner­kę też chcą bie­głe­go angiel­skie­go, a wia­do­mo, że to jej niepotrzebne.

 

No dobra, komplet papierów jest…

…ale mam wra­że­nie, że napi­sa­ne są w suahi­li albo po klin­goń­sku. Tak, to cytat. Serio, serio. Jak ja mam się z takim kole­siem doga­dać? Przez tłu­ma­cza? Skąd ja wezmę tłu­ma­cza z klin­goń­skie­go? Ze Star Tre­ka pewnie…

pra­cow­nik meblo­wy pilaż wyci­na­nie ele­mę­tów z pły­ty mela­mi­no­wa­nej do dzis. Jestem oso­ba zdol­na podej­mo­wac samo­dziel­ne decy­zjie w kwe­sti pra­cy i obo­wiąz­ków, pośia­dam prak­ty­kę w pra­cy w ruchu 4-ro brygadowym,i umie­jet­no­sci w zakła­dach produkcyjnych,szybko nawią­zu­je zna­jo­mość z obsłu­ga danej maszy­ny. Szyb­ko nawia­zu­je kon­takt z ludzmi,oraz w pra­cach zespołowych,znajomość zakła­da­nia insta­la­cji elektrycznej,praktyka,instalacjia samochodowa-praktyka,prace budowlane„stelarze.

 

Zdjęcie też jest.

Bodziu, nie uwie­rzy­li­by­ście. I nie, samo­jeb­ka z gołą kla­tą gdzieś na pla­ży to wca­le nie jest szczyt dziw­no­ści, uwierz­cie mi. Samo­jeb­ka w różo­wym swe­ter­ku z Hel­lo Kit­ty też nie. Albo z ulu­bio­nym psem.

 

Nadszedł czas na telefon do przyjaciela…

Wresz­cie naresz­cie prze­bi­łem się przez te tak zwa­ne CV (ok, obsłu­ga Wor­da przy skrę­ca­niu sza­fek nie jest wyma­ga­na, więc nie bądź­my dro­bia­zgo­wi), bio­rę tele­fon i dzwo­nię. Przed­sta­wiam się, mówię z jakiej dzwo­nię fir­my i w jakiej spra­wie. I się zaczyna…

A czym się zaj­mu­je pana fir­ma bo wysła­łem do tylu róż­nych, że już nie kojarzę? 

A nie, nie mogę przyjść na roz­mo­wę, bo jestem zagra­ni­cą i przy­ja­dę dopie­ro za czte­ry miesiące. 

A bo ja jestem z Toru­nia, ma pan gdzie mnie prze­no­co­wać? Bo na week­en­dy wra­cał­bym do domu.

A wie pan, bo to brat wysłał i tyl­ko mój numer podał, niech pan zadzwo­ni w sobo­tę, bo brat na robocie.

Ja nie szu­kam eta­tu, tyl­ko mam wła­sną sto­lar­nię i szu­kam zleceń. 

A wie pan, mam kil­ka miesz­kań na wyna­jem i szu­kam jakiejś pra­cy, bo mi się nudzi. Byle nie za cięż­kiej i nie fizycznej.

Czy ja cze­goś nie kumam, czy to ukry­ta kamera?

 

…i wreszcie spotkanie face to face.

Naj­le­piej prze­cież poga­dać przy kawie. Tak gdzieś oko­ło 17:00.

Nie będzie panu prze­szka­dza­ło, że sobie przy­nio­słem kawę i będę pić? Bo wczo­raj zachla­li­śmy i muszę się otrzeź­wić.

Albo na fajce…

Bo wie pan, w auto­bu­sie nie wol­no, a ja się tu spie­szy­łem i teraz sobie dopie­ro mogę zapa­lić. Niech pan chwil­kę pocze­ka, ja szyb­ciut­ko spa­lę.

Albo przy otwar­tych drzwiach, bo od face­ta wali jak z bam­bu­so­wej cha­ty. Poważ­nie – śmier­dział tak, że bez­dom­ni by się krzywili.

Albo total­nie na luzie, bo jak już koleś siadł na tym obro­to­wym fote­lu, to się tro­chę pokrę­ci. Naj­pierw lek­ko, a potem o 360°. I jesz­cze mówi, że mam faj­ny fotel i by sobie w nim chęt­nie posiedział.

Albo w atmos­fe­rze cięż­kiej pra­cy, bo wła­śnie zapar­ko­wał pod stu­diem bus kon­ku­ren­cji, z któ­re­go wysiadł koleś w ciu­chach robo­czych kon­ku­ren­cji. Przy­je­chał pro­sto z mon­ta­żu, bo bli­sko miał. W godzi­nach pra­cy oczy­wi­ście. Za któ­rą mu kon­ku­ren­cja praw­do­po­dob­nie płaci.

Albo z fochem:

Ja jesz­cze nie wiem, czy ja chce u pana pra­co­wać, a pan się już pyta, ile chcę zara­biać. Jak tro­chę popra­cu­ję i mi się spodo­ba, to poga­da­my ile chcę zara­biać.

Albo i nie poga­da­my, bo kan­dy­dat nie przy­szedł wca­le i nie odbie­ra telefonów.

Bo i po co?

 


About Jacek eM

view all posts

Mąż, ojciec i projektant wnętrz. Fotograf-amator i wannabe bloger. Właściciel niewyparzonego jęzora i poczucia humoru w stylu noir. No i na wieczystej diecie...

  • Pingback: Moja randka z gwiazdą porno...dizajnuch.pl – blog faceta…()

  • Kasia Kom

    O mamo skąd ja to znam , foty w CV z pla­ży , w bok­ser­kach , ogło­sze­nie : Bla­charz- zbro­jarz z doświad­cze­niem , a odpo­wia­da : foto­mo­del z pyta­niem co to jest zbro­jarz bo może się nauczy , kel­ner , tele­mar­ke­ter , kasjer , kie­row­ca .….….. wśród ” milio­na” CV tyl­ko jed­no było od zbro­ja­rza po szko­le samo­cho­do­wej , FUCK!!!!!

    • Przy­naj­mniej chło­pak nie miał konkurencji 🙂
      Że do mnie nigdy się żad­na model­ka nie zgłosiła…

  • O pro­szę Pani… 🙂

    • 😀 Nie śpię, bo ktoś w inter­ne­cie nie ma racji. Wię­cej grze­chów nie pamiętam.

  • Raz jeden prze­pro­wa­dza­łam rekru­ta­cję – potwier­dzam, moż­na się w rezul­ta­cie nogą prze­że­gnać xD

    • Dzień dobry Pani bar­dzo – witam, roz­gość się 🙂
      To prze­świad­cze­nie o wła­snej zaje­bi­sto­ści jest jakieś dra­ma­tycz­ne – jesz­cze jak szu­ka­li­śmy kogoś do pra­cy na sta­no­wi­sku sto­la­rza, to było to mało widocz­ne, ale kie­dy szu­ka­li­śmy pro­jek­tan­tów wnętrz… łomat­ko!! Nie mówię o tym, że ktoś na star­cie chce zara­biać trój­kę do łapy – to aku­rat nie jest jakaś wygó­ro­wa­na pen­sja dla kogoś, kto by się znał, a nawet rzekł­bym, że w mia­rę niska, bo tyle teraz to brut­to na kasie w Bie­drze dają, do cze­go nie potrze­ba jakiś spe­cjal­nych kwa­li­fi­ka­cji. Ale podej­ście i mnie­ma­nie o sobie to zazwy­czaj mie­li wyż­sze, niż ja o sobie. A ja mam wyso­kie, jak to bląger 😉

      • Blą­gie­rzy wie­dzo, wiadomo.
        Gdzieś tam w dys­ku­sji poni­żej, też się powo­ła­łam na zna­ną sieć skle­pów, tyl­ko na liter­kę L 😛
        O pie­nią­dzach zazwy­czaj roz­ma­wia się na koń­cu roz­mo­wy kwa­li­fi­ka­cyj­nej. Zanim pad­ną sakra­men­tal­ne sło­wa o zło­tów­kach, moż­na popeł­nić całą masę innych błę­dów 😉 Oj, zaczął mi kieł­ko­wać w gło­wie tekst na blo­ga, dzię­ki za inspirację 😀

        • A widzisz, jakoś umknę­ło – w skle­pie na L też już się nie pra­cu­je za misecz­kę ryżu podobno 🙂

          Zanie­ma­co, fak­tu­ra czy barter? 😉

  • Się popła­ka­łam 😀 Jed­no­cze­śnie ze śmie­chu i roz­pa­czy. Jesz­cze jeden przy­kład jak (nie) szu­ka się pra­cy: Pani! Pani mi tu tom kart­kę do urzę­du pra­cy pod­pi­sze, że tu u pani pra­cy nie ma, bo mi zasi­łek zabioro!

    • No co pora­dzisz, że u nas cza­sa­mi bar­dziej się opła­ca dostać zasi­łek, niż iść do pracy? 🙂

  • buehe­heh!! załam­ka ale za to jaki kon­tent na bloga 😀

  • Dzię­ki, znów się uśmiałam 🙂
    No ale jak goła kla­ta to nie szczyt kurio­zal­no­ści to w takim razie co? Co jest na tych zdjęciach? 😀

  • Tak, z doświad­cze­niem szu­ka­ją. A cie­ka­we, jak je zdo­być, kie­dy wszę­dzie szu­ka­ją z doświad­cze­niem – i koło się zamy­ka. I to z nie­by­le­ja­kim doświad­cze­niem, tyl­ko w kon­kret­nej dzie­dzi­nie i wie­lo­let­nim, bo ina­czej podej­rza­ne, jak było tyl­ko zle­ce­nie czy staż. A naj­le­piej w wie­ku lat 30 mieć już ze 20 lat doświad­cze­nia i zaczy­nać jesz­cze w pia­skow­ni­cy. No i języ­ki – bo prze­cież do maca to w ogó­le trze­ba być poli­glo­tą. 😀 Żeby zapy­tać się w kil­ku języ­kach: “A może fryt­ki do tego?”.

    • Jak to “jak je zdo­być”? W pracy 🙂

      • Napraw­dę? W życiu bym na to nie wpa­dla. Pro­blem w tym, ze bez doswiad­cze­nia nigdzie nie chca, chy­ba ze mają na takie­go pra­cow­ni­ka znizke.

        • A Ty byś zapła­ci­ła komuś, kto się na niczym nie zna i jesz­cze tego kogoś za dar­mo uczysz, żeby w przy­szło­ści odszedł na wła­sny gar­nu­szek i jesz­cze Ci zaju­mał klientów?
          Pła­ci­ła­byś z wła­snej kie­sze­ni komuś, kto nara­ża Cię na wymier­ne stra­ty, bo nisz­czy mate­riał prze­zna­czo­ny do zlecenia?

          Pole­cam: http://www.dizajnuch.pl/2016–07-11/co-robic-zeby-cie-wydymali/

          • Na tej zasa­dzie to naj­le­piej nie zatrud­niać w ogó­le niko­go. Wszak kaz­dy moze oka­zac sie nie­uczci­wy. Zdra­dze ci sekret, jak z pra­cow­ni­ka bez doswiad­cze­nia zyskac takie­go z doswiad­cze­niem: wystar­czy go wyszko­lic i na dluz­szy czas zatrud­nic. W ten oto magicz­ny spo­sob zysku­je sie wykwa­li­fi­ko­wa­ne­go pra­cow­ni­ka z doswiadczeniem.

            • Dużo takich zatrudniłaś?

              • Nie, ale szu­ka­łam pra­cy kil­ka ład­nych lat, bo wszę­dzie chcie­li z doświadczeniem.

                • Trze­ba było te lata spo­żyt­ko­wać na zdo­by­cie doświad­cze­nia, zamiast na szu­ka­nie pracy.

                  • Moja spra­wa, czy pożyt­ko­wa­łam i jak. Odnio­słam się jedy­nie do kwe­stii pogar­dza­nia ludź­mi, bo i z całe­go tego posta, jak i z two­jej posta­wy bije ogrom­na pogar­da dla bez­ro­bot­nych. Pogar­da i cham­stwo zwy­kłe, cięż­ko wobec cze­goś takie­go przejść obojętnie.

                    • Sko­ro Two­ja, to nie wyle­waj swo­ich żali tutaj, nie pro­wa­dzę tera­pii dla nie­speł­nio­nych zawodowo.

                      To Two­je zda­nie, masz pra­wo je mieć. A ja mam pra­wo pro­sić Cie, żebyś mnie nie obra­ża­ła, bo nie o mnie to świad­czy źle, tyl­ko o Tobie. 

                    • Jaka pogar­da? Jakie cham­stwo? Gdzie, pokaż pal­cem, bo nie wie­rzę w to, co czy­tam. W Pol­sce obec­nie bez­ro­bo­cie jest naj­mniej­sze od kil­ku lat. Pra­cy masz aż nad­to. Zna­jo­ma pra­cu­ją­ca na kasie mówi­ła, że teraz, w obli­czu 500+, nawet na kasie w Lidlu dają 3500 brut­to, co koko­sa­mi nie jest, ale podob­no wcze­śniej było znacz­nie mniej. Naj­le­piej zdo­by­wać doświad­cze­nie wła­snie w pra­cy. Zaczy­nać od mniej­szych sta­no­wisk i powo­li piąć się wyzna­czo­ną sobie dro­gą, wedle uzna­nia. To nie jest jakaś praw­da obja­wio­na, a już na pew­no nie obra­ża­nie bezrobotnych.

                    • Ja pani doswiad­czen zycio­wych nie kwe­stio­nu­je, wiec pro­sze tez nie kwe­stio­no­wać moich.

                    • Jeste­śmy w inter­ne­cie, wystar­czy “per Ty”, zamiast “pani”. No ale do rze­czy – gdzie kwe­stio­nu­je? Prze­cież nic o Tobie nie wiem 😀 To zna­czy, już tro­chę wiem, bo ja wró­żę z komen­ta­rzy jak z fusów 😉 Napi­sa­łam tyl­ko, że pra­ca jest, cze­ka i krzy­czy “tutaj jestem!” (przy­naj­mniej w mia­stach). Napi­sa­łam, że doświad­cze­nie zdo­by­wa się w pra­cy, ergo, jed­nak w nie w każ­dej pra­cy wyma­ga­ją wcze­śniej­sze­go doświad­cze­nia. Trze­ba się tyl­ko liczyć z tym, że od cze­goś trze­ba zacząć, zanim się osią­gnie coś przez duże “c”.

                    • Nie jeste­smy na ty i nigdy nie będzie­my. W skle­pie z despe­ra­cji tez popra­co­wa­lam, tyle ze to jest haró­wa ponad moje siły, do dzwi­ga­nia zgrze­wek, skrzy­nek trze­ba miec napraw­de kon­skie zdro­wie. A tak napraw­de z pra­ca biu­ro­wą eks­pe­dient­ka w spo­zyw­czym nie­wie­le maw­spol­ne­go, wiec na roz­mo­wie nawet na refe­ren­ta za mini­mal­ną to sie usmie­ją z takie­go doswiad­cze­nia, bo do pra­cy biu­ro­wej to nie jest ŻADNE doświad­cze­nie do biu­ra. Nie oszu­kuj­my sie,ale do spo­zyw­cza­ków ludzie idą pra­co­wac tyl­ko i wyłącz­nie dla kasy, bo jak pozniej poj­dziesz na roz­mo­we na refe­ren­ta czy asy­sten­ta i zaczniesz opo­wia­dac o karie­rze eks­pe­dient­ki, to pierwsze,o co sie spytają:czyli w zasa­dzie doswiad­cze­nia w pra­cy biu­ro­wej pani nie ma? I robi sie bled­ne kolo. Choc w sumie nie wiem, po co iko­mu to tlu­ma­cze, prze­ciez w tym kra­ju jest tak cudow­nie, a pra­co­daw­cy tacy wspa­nia­li… pozniej mogą pisac posty, jakie to jaja na rekru­ta­cjach z tymi bez­ro­bot­ny­mi. Dru­ga stro­na nie lepsza.

                    • Lecę po popcorn 🙂

                    • Nie bedzie potrzeb­ny, to moj ostat­ni komen­tarz tutaj. Od takich ludzi jak pan­stwo naj­le­piej trzy­mac sie z dale­ka, żegnam. Obym nigdy nie spo­tka­ła niko­go takie­go w realu.

                    • Okrop­nie się czu­ję zdruzgotany…

                    • Ty śmiesz­ku!

            • Z całe­go ser­ca nie cier­pię i nie tole­ru­ję dobrych rad. Nagle poja­wia się ktoś, kto led­wo cię zna i zaczy­na trak­to­wac cie jak głu­pią gąskę, któ­rą trze­ba na siłe kierować.”

              To cytat. Zgad­nij czyj.

              • Nie rozu­miem, co ma gar­dze­nie bez­ro­bot­ny­mi do dobrych rad.

                • Nie wiem, bo ani nie gar­dzę kim­kol­wiek, ani rad nie udzie­lam za czę­sto, a już nigdy nie robię tego nie­pro­szo­ny. Ale to Two­je sło­wa, wiec Ty mi powiedz.

  • Przy­znam szcze­rze, że nie mogła­bym być oso­bą pro­wa­dzą­cą rekru­ta­cję, bo do więk­szo­ści kan­dy­da­tów mia­ła­bym chęć strze­lać. Czy­ta­jąc tekst nie­źle się uba­wi­łam, ale jak ktoś w realu takie jaz­dy prze­ży­wa, to prę­dzej ma ocho­tę jeb­nąć baran­ka ze ścianą…
    P.S. Jak jesz­cze gdzieś prze­czy­tam o Twych wąt­pli­wo­ściach co do pro­wa­dze­nia blo­ga, to z pew­no­ścią prę­dzej czy póź­niej nada­rzy się oka­zja, byś zaro­bił z liścia:D

  • Rekru­ta­cja nie tyl­ko na fizo­la jest zabaw­na (u sie­bie rekru­tu­ję do pra­cy biu­ro­wej – umysłowo/oralnej). 🙂 Ostat­nio otrzy­ma­łem cv w postaci…zdjęcia kart­ki w krat­kę z ręcz­nie wypi­sa­nym życio­ry­sem. Pismo nawet ład­ne, ale poja­wił się mistrz dru­gie­go pla­nu w tle, pomi­ja­jąc obru­so cera­tę… Nie­ste­ty nie poka­żę bo będzie to jed­nak łama­nie pouf­no­ści. Cza­sem mam bekę z cv. Cza­sem aż się pła­kać chce z pozio­mu inte­lek­tu­al­ne­go. Naj­czę­ściej i tak nie przyj­dą na umó­wio­ną roz­mo­wę bez poin­for­mo­wa­nia cho­ciaż smsem.
    Tekst mnie uba­wił w ten dziw­ny i stre­su­ją­cy ostat­ni dzień miesiąca 🙂

    • CV pisa­ne na kart­ce też się nam zdarzyło 🙂

      Wiesz, śmiesz­ne jest, że zazwy­czaj wszy­scy psio­czą, jak to pra­co­daw­cy ich spo­nie­wie­ra­li na roz­mo­wach, albo pod­cho­dzą do kan­dy­da­tów bez sza­cun­ku, mało pro­fe­sjo­nal­nie itd. Ale powiem szcze­rze, że poza urzę­da­mi, któ­re rzą­dzą się swo­imi spra­wa­mi i gdzie rekru­tu­je się dla ście­my, naj­czę­ściej rekru­tu­ją­cym napraw­dę zale­ży na zna­le­zie­niu naj­lep­sze­go kan­dy­da­ta, więc per sal­do nie opła­ca się ich tak traktować.

  • nie jestem zdzi­wio­ny … brat pro­wa­dzi dzia­łal­ność, jak czy­tam Two­je wpi­sy to jak­bym go słyszał.

  • Haha­ha uba­wi­łam się 😂 pro­wa­dzi­my z mężem szko­łę języ­ko­wą i mie­wa­my takie sytu­acje z poten­cjal­ny­mi pra­cow­ni­ka­mi. Raz szu­ka­li­śmy angli­sty z min. licen­cja­tem – poja­wil sie mło­dy czło­wiek o wyglą­dzie włó­czy­ki­ja, ale nie o modzie tu pra­wić będę. Owy mło­dzie­niec począł udo­wad­niać, że ma kwa­li­fi­ka­cje nie­zbęd­ne do pra­cy lek­to­ra, przed­sta­wił nam bowiem, legi­ty­ma­cję do biblio­te­ki Bri­tish Council.…no i nie poga­dasz bo sko­ro legi­ty­ma­cja jest to prze­cież język znać musi 😉

    • No i zagra­ma­ni­cą był, a tam prze­cież nie powal­czysz bez zna­jo­mo­ści len­głi­dża. Ja bym nabierał 🙂

  • Agniesz­ka Dutkiewicz

    Tekst faj­ny, ale jed­nak rzecz mi się nie podo­ba. Nie­ład­nie jest uży­wać nazwy cudze­go języ­ka naro­do­we­go, któ­ry dla kogoś pew­nie jest dumą i czę­ścią toż­sa­mo­ści, jako syno­ni­mu beł­ko­tu. Jak­by ktoś napi­sał coś takie­go i zamiast suahi­li użył pol­ski, zaraz był­by bul­wers. Sła­bo tak tro­chę. Jed­nak jestem za nie czyń dru­gie­mu co tobie niemiłe.

    • No cóż, ja w ogó­le jestem jakoś mało popraw­ny poli­tycz­nie, co wca­le mi nie prze­szka­dza sto­so­wać się do ostat­nie­go Two­je­go zda­nia. I pomi­mo tego ja się nie bul­wer­su­ję, kie­dy Fran­cu­zi śmie­ją się ze mnie, że tyl­ko syczę i sze­lesz­czę, kie­dy mówię po polsku.

  • Soł macz tru 😉 Obser­wu­ję z boku zma­ga­nia moje­go Kie­row­ni­ka jak szu­ka nowych chło­pa­ków do pra­cy. Jest dra­mat… nie bój­my się tego sło­wa! Pła­ka­li­śmy (ze śmie­chu), gdy w ramach zdję­cia do CV był wkle­jo­ny kwa­dra­cik z “iksem” .jpg. No coś nie pykło 😉 A w umie­jęt­no­ściach ten ktoś wpi­sał “zaawan­so­wa­na obsłu­ga kom­pu­te­ra”. Aga­in – coś nie pykło! 😀

    • Dzień dobry Pani bar­dzo, u mnie jesz­cze się chy­ba nie widzieliśmy? 🙂

      Kwa­dra­cik z iksem made my day :)) U nas kie­dyś pra­co­wa­ła dziew­czy­na, któ­ra pro­jek­to­wo wymia­ta­ła, ale Word czy Excel to była czar­na magia. Kie­dyś, jak kolej­ny raz wyze­ro­wa­ła mi kil­ka arku­szy się wner­wi­łem i zaj­rza­łem do jej CV. Jak byk pisa­ło “zna­jo­mość Excel i Word”. Śmie­ję się do niej, że nos będzie mia­ła jak słoń, bo kła­mie, a ona na to, że jej zna­jo­mośc ogra­ni­cza się do tego, że wie, że takie pro­gra­my są. Czy­li nie kłamie 🙂

  • cv sms dobre żar­ty 😀 nie wia­do­mo czy śmiać się czy płakać 🙂

  • Popła­ka­łam się ze śmie­chu, lap­ka oplu­łam, spa­dłam z krze­sła i dalej pła­ka­łam. Jak czy­ta­łam ponow­nie, to nie wiem ze śmie­chu czy raczej z żalu płakałam. 🙂

  • Czar­na Skrzynka

    Uśmia­łem się jak nor­ka, a powi­nie­niem chy­ba pła­kać jak…bóbr? 🙂

  • Zapła­ka­łam rzew­nie oczę­ta­mi mymi, czy­ta­jąc przy­to­czo­ne wypowiedzi.
    Ja się tyl­ko zasta­na­wiam, jak takie osob­ni­ki w ogó­le funk­cjo­nu­ją. Jakąś wie­dzę tajem­ną posiąść muszę, by to ogarnąć. 😀
    A myśla­łam, że szczy­tem ludz­kie­go nie­ogar­stwa było prze­sła­ne przez panien­kę CV ze zdję­ciem, na któ­rym pozo­wa­ła na tle baru w różo­wym biki­ni pod prze­świ­tu­ją­ca narzut­ką. I bynaj­mniej nie pra­cu­ję w fir­mie bie­liź­nia­nej, ani tym bar­dziej takiej spod zna­ku różo­wej landryny. 😀

    • Ja od same­go począt­ku byłem za rów­no­upraw­nie­niem i żału­ję, że tak mało jest kobiet w meblar­stwie 🙂 Cho­ciaż nie, na pro­jek­tan­tów czę­sto przy­cho­dzą kwi­ty, ale te CV choć zazwy­czaj bar­dzo ory­gi­nal­ne, cza­sa­mi wręcz za bar­dzo, to jed­nak nic tam nigdy nie prze­świ­ty­wa­ło, a tym bar­dziej na różowo :((

      Cza­sa­mi przy­cho­dzą takie jemio­ły, że to aż prze­cho­dzi ludz­kie poję­cie. Serio, serio.

  • Dobra, dobra, ale w dru­gą stro­nę też nie jest lepiej. 😛
    Jeśli cho­dzi o pra­cę fizycz­ną, z tym fak­tycz­nie jest cięż­ko, no ale co zrobić

  • Haha, Two­je przy­go­dy rekru­ta­cyj­ne biją na gło­wę moje. Zdro­wo się uśmiałem 🙂 

    Ja w więk­szo­ści roz­mów kwa­li­fi­ka­cyj­nych natkną­łem się „jedy­nie” na kłam­stwa i odwo­ły­wa­nie spo­tkań w ostat­niej chwi­li. Cho­ciaż nie, raz przy­szedł ktoś kto od same­go wej­ścia, chciał zostać leade­rem zespo­łu, czy­li wejść na moje miej­sce. To było zabaw­ne doświad­cze­nie xD

    • Przy­ją­łeś go? 😉

      • Przez chwi­lę nawet o tym myśla­łem, ale na szczę­ście inni od razu powie­dzie­li, że ten to na pew­no odpada 😀

        • Ech, moja wia­ra w nie­usta­wio­ną rekru­ta­cję upada… 😉

          • Aku­rat w mojej dzia­łal­no­ści naj­waż­niej­szy jest zespół. Jeże­li przy­je­li­by­śmy kogoś, kto iry­tu­je wszyst­kich dooko­ła, to było­by to głu­pie posunięcie.

  • Cóż za pięk­no­ści w pracownikach.
    Myśmy tyl­ko kie­dyś dosta­li CV od… kraw­co­wej 😛 Z Ukra­iny. Tak, do pra­cow­ni pro­jek­to­wej. Bez komen­ta­rza. I się szef jesz­cze zasta­na­wiał czy jej nie zatrud­nić, bo ład­ne zdję­cie ma. Ale to był ten dru­gi szef, arty­sta pla­styk, zatem wiesz…

    Kie­dy indziej przy­szła do nas wyta­pe­to­wa­na, wymo­de­lo­wa­na jak model­ka, w szpi­lecz­kach lalecz­ka. Się szef (inny już) zapy­tał czy w tych szpil­kach będzie też cho­dzić po budo­wie 😛 Jak usły­sza­ła budo­wa to wię­cej się nie poja­wi­ła. Bo pew­nie myśla­ła, że ta pra­ca to tyl­ko przy biur­ku na kompie.

    A co do sze­fów, to są i tacy, któ­rzy zro­bią wszyst­ko by pra­cow­ni­ka nie zna­leźć lub bar­dzo szyb­ko odstra­szyć. W głu­pich tek­stach na dzień dobry aku­rat nie przebierają.

    • Znam to, nie z autop­sji, ale z opo­wie­ści – zwłasz­cza w urzę­dach ta rekru­ta­cja wyglą­da zabaw­nie, bo nikt niko­go nie chce zatrud­nić, tyl­ko sta­ty­sty­ki muszą się zga­dzać, a kan­dy­dat już daw­no jest zna­ny i wiadomy.

      U nas na pro­jek­tan­tów też cza­sem przy­cho­dzi­ły faj­ne cuda. Może o tym napi­szę kiedyś 🙂

  • Co cie­ka­we jest to gra dwu­stron­na. Zatrud­nia­łem i sta­ra­łem się o pra­cę, więc mam doświad­cze­nie. Wiesz ilu nie­kom­pe­tent­nych pra­co­daw­ców rekru­tu­je? Ilu tak napraw­dę pła­cić nie chce? Oczy­wi­ście, to wszyst­ko co piszesz o sta­ra­ją­cych się o pra­cę, jest abso­lut­nie świę­tą praw­dą. Tyl­ko jak skon­tak­to­wać rze­tel­ne­go pra­co­daw­cę z rze­tel­nym pra­cow­ni­kiem? Jak ktoś wymy­śli spo­sób, to chy­ba nobla dostanie…

    • Oj, od dru­giej stro­ny też mi się zda­rza­ło prze­cie­rać oczy ze zdu­mie­nia, a pra­cy szu­ka­łem w 2000–2001, kie­dy bez­ro­bo­cie sza­la­ło i cięż­ko było zna­leźć zatrud­nie­nie. Pra­co­daw­com wol­no było wszyst­ko, włącz­nie z obra­ża­niem, a HR to były prze­waż­nie baar­dzo obco brzmią­ce liter­ki i nikt się jakoś zarzą­dza­niem kadra­mi nie przejmował.
      Masz rację – rów­no­wa­ga to pod­sta­wa i chy­ba tyl­ko jak się ją uda zacho­wać, to obie stro­ny są zadowolone.

      • Oj tak, w zeszłym tygo­dniu się wku­rzy­łam, bo ja muszę być na tip-top, ale pra­co­daw­ca to może zwra­cać się do mnie per “Pan” w mailu-odpo­wie­dzi na moje cv 😉

  • Nie dzi­wi mnie to i już nie prze­ra­ża. Kie­dyś robi­łem nabór na staż i doce­lo­wo na sekre­tar­kę. Za drzwia­mi spo­tka­ło się cała gru­pa stu­denc­ka inży­nier­skich stu­diów mar­ke­tin­go­wych. Jed­na z doro­słych prze­cież pań absol­wen­tek przy­szła na roz­mo­wę z mamą. Serio. Weszły razem. Inna zacze­ła roz­mo­wę: “jak już pew­no kole­żan­ki powie­dzia­ły”. 90% mia­ło łyse CV i brak zain­te­re­so­wań. Nawet cho­le­ra “Kla­nu” nie wpi­sa­ły, nic, amba bla­da, sie­dzi i oddy­cha i tak może całą szychtę.

    • Z mamą? Serio?? Na roz­mo­wę o pracę??
      A jak do mnie przy­cho­dzi dwu­dzie­sto­pa­ro­la­tek z mamu­sią, któ­ra mu kupu­je miesz­kan­ko i mówi, “że tak nie rób, bo prze­cież nie lubisz” albo “tak nie rób, bo ci się nie spodo­ba” to już się krzy­wię, co to za [tutaj pogar­dli­we, potocz­ne i wul­gar­ne okre­śle­nie dam­skich narzą­dów płcio­wych] do mnie przyszła. 🙂

      • To u nas też raz się zda­rzył przy­pa­dek, gdzie na roz­mo­wę kwa­li­fi­ka­cyj­ną zamiast głów­ne­go zain­te­re­so­wa­ne­go przy­szła… żona.
        Chy­ba nie muszę odpo­wia­dać na pyta­nie czy dostał tę pracę 😛

      • Serio.Tak. Widocz­nie oba­wia­ła się, że cały “casting” (bo był we współ­pra­cy z PUPą czy­li Powia­to­wym Urzę­dem Pra­cy) to pry­mi­tyw­na ustaw­ka i porwę jej cór­kę i będę z nią robił nie wia­do­mo co.
        Przy oka­zji, panie z PUP wyka­za­ły się wiel­kim życio­wym doświad­cze­niem, bo ja to myśla­łem, że do sekre­ta­ria­tu wystar­czy śred­nie wykształ­ce­nie. nie. “Panie, pisz pan w ogło­sze­niu wyż­sze. Teraz wyż­sze to jak kie­dyś liceum…”. I mia­ły rację.

        • Cho­le­ra, to ja na nowe mam doktorat??

          • Pro­fe­su­rę. Ale oba­wiam się, że korze­nie nasze­go wykształ­ce­nia się­ga­ją PRL. Zde­gra­du­ją nas. A może i w kama­sze wsadzą?

            • Nie-e, takich z korze­nia­mi teraz z kama­szy wyga­nia­ją. Od razu na Sybir wyślą.

              • Ty, ale obie­caj, że weź­miesz jakąś flasz­kę. Wresz­cie będzie czas poga­dać, tak od ser­ca, może nad Bajkałem? 😉

  • O hesus, po co ja stu­dia skoń­czy­łam, mogłam zostać sto­la­rzem. Albo stolarką 😀
    Pra­cy szu­kam, umiem w język pol­ski, nie palę, nie piję (dużo) i nie śmier­dzę. Nadam się? 😀

  • Pingback: Kolejny fahoffcu w moim życiudizajnuch.pl – blog faceta…()

  • the­rion

    Jestem teste­rem kanap z 30-let­nim sta­żem, to się do mebli chy­ba nadam nie? Dzień dobry.

    • No nie­ste­ty, ale mebli tapi­ce­ro­wa­nych nie wyko­nu­je­my, tak, że ten…
      No, dobry – dzi­siaj mam w pla­nach skoń­czyć o 21. Idę na rekord 🙂