Plusy życia bez telefonu.

 

Let­nio-waka­cyj­ne mie­sią­ce w tym roku spę­dzi­łem tak bar­dzo na offlaj­nie, jak jesz­cze nigdy. W czerw­cu wraz z Panią Mat­ką zafun­do­wa­li­śmy sobie rocz­ni­co­wy wypad do Gre­cji na Zakyn­thos, z kolei w sierp­niu wybra­łem się moim 7-lat­kiem na męski wyjazd do nie­miec­kich par­ków roz­ryw­ki – zali­czy­li­śmy nie­miec­ki LEGOLAND, i tro­chę mniej kul­to­wy, ale chy­ba faj­niej­szy Euro­pa Park. A że nie jestem takim blą­ge­rem, któ­re­mu ceny roamin­gu zagra­ni­co nie­strasz­ne, więc ska­za­ny byłem tyl­ko na hote­lo­we WiFi, któ­re nie wie­dzieć cze­mu nie chcia­ło dzia­łać poza hote­lem. Z kolei więk­szość lip­ca spę­dzi­łem bez tele­fo­nu, któ­ry lotem koszą­cym wbił się w płyt­ki w przed­po­ko­ju i doko­nał żywo­ta i nawet popeł­ni­łem wpis o tym, jak mi źle bez tele­fo­nu. Obie­cy­wa­łem jed­na­ko­woż, że nie­dłu­go napi­szę o tym, jakie widzę plu­sy życia bez tele­fo­nu. I to nie­dłu­go nade­szło dzisiaj.

Bo wbrew temu, jak bar­dzo się żali­łem, że do niko­go nie mogę zadzwo­nić, wysłać sms’a, spraw­dzić maila na mie­ście czy podej­rzeć co sły­chać u zna­jom­ków na fej­si­ku, to jed­nak cała sytu­acja ma spo­ro plu­sów dodat­nich. Ja wiem, cięż­ko w to uwie­rzyć, ale jed­nak. I to mówię ja – tele­fo­no­ma­niak i socjal­me­dia­ad­dikt. No i blą­ger, co to bez netu gaśnie w oczach jako ta ryba bez rowe­ru. I pomi­mo tego, że zosta­łem przez nie­przy­ja­ciel­skie płyt­ki i gra­wi­ta­cję ośle­pio­ny, ogłu­szo­ny, odję­to mi mowę i orien­ta­cję w prze­strze­ni oraz cyber­prze­strze­ni, to jed­nak kil­ka rze­czy mi się podobało.

 

Jakie są plusy życia bez telefonu?

Nikt do Cie­bie nie dzwo­ni. To cudow­ne uczu­cie, kie­dy nie musisz odbie­rać tele­fo­nów od upier­dli­wych sprze­daw­ców nowych taryf, usług i abo­na­men­tów tele­fo­nicz­nych, bez któ­rych nie możesz żyć i bez któ­rych Two­je życie było puste. Nikt nie dzwo­ni do Cie­bie z pro­po­zy­cją zain­we­sto­wa­nia w akcje twór­ców gry Poke­mon GO, ale nie potra­fi odpo­wie­dzieć na pyta­nie jaka to kon­kret­nie fir­ma i na któ­rej gieł­dzie jest noto­wa­na. Pani od cudow­nych garn­ków do goto­wa­nia bez soli też nie ma jak Cię zapro­sić na super pokaz i pre­zent dla każ­de­go, kto przyj­dzie. O klien­tach nie wspo­mnę, bo to draż­li­wy temat. Ale tak, oni też się do Cie­bie nie dodzwo­nią. Co może i dobre nie jest, ale bło­gi spo­kój zapew­nia, a jakże.

Nic Ci nie brzę­czy co chwi­la. Omi­ja Cię nie­zbęd­na do życia wie­dza o tym, że ktoś wła­śnie zjadł bur­ge­ra i wrzu­cił to na Insta, albo kupił nowe skar­pet­ki do san­da­łów i wrzu­cił to na fej­sa. Cała masa zupeł­nie nie­po­trzeb­nych infor­ma­cji, któ­re Cię co chwi­la bom­bar­du­ją za spra­wą pika­ją­ce­go smart­fo­na prze­pły­wa poza Tobą i nagle oka­zu­je się, że wca­le nie są one Ci do szczę­ścia potrzeb­ne. Po jakimś cza­sie odkry­wasz zale­ty takie­go sta­nu i możesz sku­pić się na rze­czach waż­nych dla Cie­bie – ot, choć­by na pra­cy czy wła­snej przy­jem­no­ści (książ­ce cho­ciaż­by). Nie roz­pra­sza­ją Cię pierdoły.

Zmu­szasz mózg do pra­cy. Pamię­ta­cie mój tekst o tym, że nasze umy­sły sta­ją się coraz bar­dziej leni­we? Pisa­łem tam o tym, że tech­no­lo­gia coraz czę­ściej wyrę­cza nas w myśle­niu. Albo ina­czej – to my sami prze­sta­je­my myśleć, bo nam tak wygod­nie i… nie musi­my. Masz w smart­fo­nie PESEL, nr dowo­du, NIP, nr kon­ta i milion innych waż­nych nume­rów czy nota­tek. A tak? Nie ma się zmi­łuj – albo kupu­jesz sobie note­sik i dłu­go­pis, albo po pro­stu potrzeb­ne rze­czy zapa­mię­tu­jesz. Podob­nie spra­wa ma się z jaz­dą samo­cho­dem – albo spraw­dzasz wcze­śniej na sta­cjo­nar­nym tra­sę i MUSISZ ją zapa­mię­tać, albo prze­ła­mu­jesz odwiecz­ny ste­reo­typ, że face­ci nie pyta­ją o dro­gę i nawią­zu­jesz prze­mi­łe rela­cje mię­dzy­ludz­kie, coby się nie krę­cić po mie­ście jak gów­no w przerębli.

Odpo­czy­wasz. To tro­chę dziw­ne, ale kie­dy nic Ci nie dzwo­ni, nie brzę­czy i nie roz­pra­sza, to nie tyl­ko wzra­sta Two­ja kon­cen­tra­cja, ale i odpo­czy­wasz. Ja odpo­czy­wa­łem – cie­szy­łem się cudow­nym uczu­ciem, kie­dy nikt nicze­go ode mnie nie chce.

Prze­sta­jesz odczu­wać pre­sję. Nie masz spi­ny, żeby szyb­ciut­ko zro­bić zdję­cie sadzo­ne­mu jaj­cu, zanim total­nie wysty­gnie i będziesz jeść zim­ne. Nie musisz też koniecz­nie wie­dzieć mnó­stwa rze­czy total­nie Ci nie­po­trzeb­nych, któ­re do tej pory zaprzą­ta­ły Twój mózg i to bez wzglę­du na to, czy mówi­my o kolej­nej gów­no­bu­rzy z obsra­ny­mi model­ka­mi z Insta­gra­ma czy trzę­sie­niu zie­mi we Wło­szech. Trak­tu­jesz te infor­ma­cje, cał­kiem zresz­tą słusz­nie, jako total­nie nie­po­trzeb­ne Ci do cze­go­kol­wiek. Bio­rąc pod uwa­gę, że nie mam tele­wi­zji, a w pra­cy sta­ram się pra­co­wać zamiast łazić po necie, czu­łem się tro­chę jak na infor­ma­cyj­nej pusty­ni. I wie­cie co? Dobrze mi z tym było.

 

Czy to coś zmieniło w moim życiu?

I tak i nie. Jako blą­ger muszę być mniej wię­cej cały czas onli­ne, żeby moni­to­ro­wać, co się dzie­je na blo­gu i mieć kon­takt z moimi czy­tel­ni­ka­mi, czy­li np. z Tobą.

Ale no wła­śnie. Sam sobie zmie­ni­łem muszę na powi­nie­nem. I teraz co jakiś czas robię sobie kil­ku­go­dzin­ny czy cało­dnio­wy tele­fo­nicz­ny detox. Fakt, smart­fo­na mam przy sobie zawsze, bo to i apa­rat, i tele­fon, ale kie­dy z nim wycho­dzę gdzieś w week­end, to wyłą­czam net, żeby nic nie zakłó­ca­ło moje­go odbio­ru tego, cze­go wła­śnie doświad­czam i co prze­ży­wam. Jestem też cały dla moich bli­skich, a nie dla inter­ne­tów. Fakt, masz w sie­ci zna­jo­mych, ale jed­nak waż­niej­si są ci, z któ­ry­mi jesz obiad czy kła­dziesz się spać.

Świat pędzi do przo­du coraz szyb­ciej i wal­ka ze smart­fo­na­mi, któ­re zado­mo­wi­ły się w tym świe­cie na dobre jest bez­sen­sow­na i głu­pia, bo tak napraw­dę sta­no­wią one cudow­ne narzę­dzie. Wszyst­ko jest jed­nak kwe­stią odpo­wied­niej rów­no­wa­gi – nie rezy­gnuj z nicze­go, ale prze­dumaj sobie, co jest waż­ne i ważniejsze.

Pole­cam raz na jakiś czas zerwać się z tej smy­czy, na jakiej trzy­ma Cię Twój smart­fo­nik – potra­fisz to sobie wyobrazić?

Nie? To spróbuj.

 

 


About Jacek eM

view all posts

Mąż, ojciec i projektant wnętrz. Fotograf-amator i wannabe bloger. Właściciel niewyparzonego jęzora i poczucia humoru w stylu noir. No i na wieczystej diecie...

  • Pingback: Roztocze i rodzinny spływ kajakiem po Wieprzu aż do Zwierzyńcadizajnuch.pl – blog faceta w pewnym wieku()

  • Pingback: [KONKURS] Weekend z Rodziną: Roztocze i spływ kajakiem po Wieprzu | dizajnuch.pl - blog faceta o rzyci...dizajnuch.pl – blog faceta o rzyci…()

  • Ja to chy­ba jestem jakaś sta­ro­świec­ka 😉 Dla mnie tele­fon jest głów­nie do dzwo­nie­nia. Odkąd mam fir­mo­wy insta­gram korzy­stam z inter­ne­tu w tele­fo­nie by wrzu­cić zdję­cie, poza tym rzad­ko łączę się z inter­ne­tem. W week­en­dy robię sobie detoks od kom­pu­te­ra i tele­fo­nu. Dla mnie to czas relaksu.

    • Dopó­ki nie mia­łem smart­fo­na tele­fon tez słu­żył mi do dzwonienia 🙂

      Teraz się na week­en­dy czę­sto odci­nam, ale tak w ogó­le bez tele­fo­nu było­by mi cięż­ko, choć­by doje­chać dokądś. Ale żeby nie kusi­ło spraw­dza­nie, co to pika – mapy ścią­gam na tele­fon i mogę się odci­nać do woli. No i apa­rat – bez tego bym nie miał mojej uko­cha­nej zabawki 🙂

  • No nie­ste­ty ja potra­fię sobie wyobra­zić tego typu detoks, bo nale­żę do sza­now­ne­go gro­na pre­hi­sto­rycz­nych dar­mo­zja­dów, co to wybie­ra­ją jesz­cze tele­fon na guzi­ki 🙂 Żeby jesz­cze tego było mało, ów tele­fon odbie­ram od świę­ta, bo zazwy­czaj spo­czy­wa on gdzieś, w zasa­dzie nie wia­do­mo gdzie. Poza tym pra­wie w ogó­le nie oglą­dam pap­ki tele­wi­zyj­nej. Nie ogar­niam insta­gra­ma i twit­te­ra. Z fb jakoś się już upo­ra­łam, ale kon­tak­ty w google+ w zasa­dzie wciąż tkwią w fazie embrio­nal­nej. No ale blo­ga pro­wa­dzę, a jak! W gru­pach blo­ger­skich się udzie­lam, a co! Taka ze mnie wyrwa­na z prze­past­nej gar­dzie­li dino­zau­ra blo­gier­ka. Jak widać zaco­fa­nie może iść w parze z duchem cza­su 🙂 Pozdrawiam!

    • Ja mia­łem to samo jakiś czas temu i nad­ro­bi­łem, bo blo­go­wa­nie wymu­si­ło bycie mniej wię­cej na cza­sie. Mniej wię­cej, bo cią­gle snap, google+ to dla mnie ciem­na magia. Fej­sa w mia­rę ogar­niam, a Insta­gra­ma wręcz poko­cha­łem, bo uwiel­biam zdję­cia – robić i oglą­dać. Nie­ste­ty coraz wię­cej tam napom­po­wa­nych lasek, a coraz mniej faj­nych zdjęć. A tele­wi­zji nie mam od 14 lat i mi z tym świetnie 🙂

      • No i git! Ja insta­gra­ma nie ogar­niam mię­dzy inny­mi z bra­ku ów tele­fo­nu kla­sy luk­su­so­wej 🙂 A mężo­wi nie zabio­rę 😛 Cóż… być może i na mnie życie wymu­si rozejm z tech­no­lo­gia­mi. Póki co jesz­cze się roz­ko­szu­ję życiem w cywi­li­za­cyj­nym barbarzyństwie 😉

        • A Ty wiesz, że choć to nie­ład­nie, to tro­chę Ci zazdroszczę 🙂

          • No no no 🙂 Zoba­czy­my, jak dłu­go tak pocią­gnę, zwa­żyw­szy że od listo­pa­da cią­gnę ten mój “bla­gier­ski” wózek. Póki co trzy­mam pion.

            • Oo, to świe­ży temat – naj­lep­sze­go na nowej dro­dze życia 🙂

              • A dzię­ku­ję, dzię­ku­ję. Póki co fascy­na­cja, jak to na począt­ku. Poży­je­my, zoba­czy­my, czy miłość nie przy­rdze­wie­je. Pozdrawiam!

  • Mam takie posta­no­wie­nie, że mini­mum jeden week­end w mie­sią­cu jest w 100% poświę­co­ny rodzi­nie i wyłą­czam wte­dy tele­fon. Fak­tycz­nie nie ma wte­dy tej pre­sji uwiecz­nia­nia każ­dej chwi­li apa­ra­tem i dzie­le­nia się nią ze wszyst­ki­mi. Co cie­ka­we, nie kusi mnie, żeby w ponie­dzia­łek szyb­ko zaglą­dać do tele­fo­nu i nad­ra­biać zaleglości.

    • Ja prze­łą­czam w tryb samo­lo­to­wy, bo nie­ste­ty, ale od apa­ra­tu jestem uza­leż­nio­ny i tego nie prze­sko­czę. Na szczę­ście rodzi­na ma podobnie 🙂

  • Iza

    Ja jesz­cze kil­ka mie­się­cy temu nie mia­łam inter­ne­tu w komór­ce. Teraz mam, ale o dzi­wo nic to u mnie nie zmie­ni­ło. Nie doro­bi­łam się odpo­wied­nich nawy­ków i widocz­nie jest już za póź­no. 😉 FB nie cier­pię i zaglą­dam jak mi się przy­po­mni, że jest. Cho­ciaż cały czas sobie obie­cu­ję, że z kon­ta pry­wat­ne­go zro­bię sobie foto pamięt­nik, bo podo­ba mi się funk­cja przy­po­mi­na­nia wyda­rzeń z kon­kret­ne­go dnia. Co z tego jak nawet jeże­li przy­po­mni mi się aby zro­bić zdję­cie, to już nie pamię­tam, że trze­ba je jesz­cze na FB wrzu­cić. Wszyst­kie powia­do­mie­nia w tele­fo­nie mam wyłą­czo­ne, więc nigdy mi nic nie brzę­czy – a szko­da, bo wszyst­kim domow­ni­kom brzę­czy tyl­ko u mnie cisza. Ale nie chce mi się zmie­niać usta­wień. 😉 Ostat­nio spodo­bał mi się Insta­gram, ale tam też zaglą­dam z dosko­ku, cho­ciaż nie­po­rów­ny­wal­nie czę­ściej niż w inne inter­ne­ty. Ale ja jestem zaco­fa­na, nie­re­for­mo­wal­na i miesz­kam pod lasem, nawet jak nie chcę to i tak tu się podob­no żyje w innym tem­pie niż w wiel­kim mieście. 😉

    • Insta­gram też pod­bił moje ser­ce i oczy 🙂 Śmiesz­ne jest, że zanim zaczą­łem moją blo­go­wą przy­go­dę, to podob­nie jak Ty fej­sa prak­tycz­nie nie uży­wa­łem. Teraz jest mi bar­dzo trud­no nie zaglą­dać do inter­ne­tów, ale chy­ba jesz­cze do uza­leż­nie­nia dale­ko. Zna­jo­mi i rodzi­na już przy­wy­kli, a ja sie smie­je, że taka robo­ta, że z tele­fo­nem biegam 🙂

  • Ja mia­łam jakiś czas temu odwyk przy­mu­so­wy- 2 dni i już dzię­ku­ję. Tak jestem uza­leż­nio­na i dobrze mi z tym :P.
    ps. No to nad­ro­bi­łam zale­gło­ści u Cie­bie! Mam przewagę 😛 😀

  • Naj­waż­niej­sza jest rów­no­wa­ga, nie popa­dać w para­no­je ale też nie wycią­gać tele­fo­nu jak ktoś nam zaczy­na roz­pra­wiać o swo­ich roz­ter­kach życio­wych ze łza­mi w oczach

    • Oj, to aku­rat wca­le nie taki zły moment na uda­nie, że ktoś do nas dzwo­ni i musi­my iść 🙂

  • Kiliń­ska

    Wiesz, cza­sa­mi robię sobie dzień zupeł­nie bez. I na początku…koszmar. Serio. Jakoś tak bez ręki. I takie myśli “a jak ktoś coś chce???” bła­gam… no to będzie chciał też jutro. Strasz­ne to jest, wiesz. Wycho­wa­łam się w latach ’70 i ’80. Na listach i tele­fo­nach sta­cjo­nar­nych. Godzi­nach spę­dza­nych w knaj­pach, kinach, par­kach i obo­zach. I powiem Ci, że decy­zję o kup­nie tele­fo­nu dla Mar­ty odwlo­kę ile mogę. I wku­rzam się na sie­bie, że dzi­siaj tak bar­dzo ta mała skrzyn­ka mnie trzy­ma. Ale cóż, no. Myślę, że naj­waż­niej­sza jest rów­no­wa­ga. Żeby zacho­wać dystans i zdro­wy roz­są­dek. Wte­dy będzie ok. Nawet z tele­fo­nem w ręku. Pozdrawiam

    • Ech, jak mi się teraz przy­po­mnia­ły ster­ty listów pisa­ne do moich kolo­nij­nych miło­ści… SMS czy wia­do­mość na fej­sie jakoś tak nie mają tyle roman­tycz­nej otocz­ki, prawda? 🙂
      Cześć moja rówieśnico 🙂

      • Kiliń­ska

        cześć:) nie mają, skąd. pamię­tam, jak z wypie­ka­mi bie­głam do skrzyn­ki na dół jak mi mama mówi­ła, że coś jest w skrzyn­ce. klu­czyk do skrzyn­ki mie­li­śmy na takiej gra­na­to­wej, śli­skiej tasiem­ce. i im grub­sza koper­ta, tym więk­sze emo­cje. gdzieś mam jesz­cze w piw­ni­cy jakieś pacz­ki z tych listów. cuuudo. 🙂

        • Tyl­ko cza­sem to nie­bez­piecz­ne, jak połów­ka lep­sza znaj­dzie taki pakuneczek 🙂

  • Ja niby mam smart­fo­na, ale bar­dzo czę­sto leży poza zasię­giem słu­chu – reagu­ję tyl­ko na sygnał tele­fo­nu, ale tu aku­rat dzwo­nią do mnie dwie oso­by na krzyż. Nie jestem też super­o­bec­na w social mediach.
    Bez inter­ne­tu nie wyobra­żam sobie życia, ale w teo­rii mogę odejść od kom­pu­te­ra na wie­le godzin… Pro­blem mam nato­miast z kon­cen­tra­cją. Coraz trud­niej zanu­rzyć mi się na wie­le godzin w lekturze 🙁

    • Cza­sa­mi wystar­czy wyłą­czyć net i zapa­da bło­ga cisza 🙂
      Ja bez netu co praw­da nie jestem w sta­nie funk­cjo­no­wać, ale detox cza­sa­mi sie bar­dzo przy­da­je i bar­dzo dobrze robi na sko­ła­ta­ne nerwy.

  • Chy­ba żem Cię zacy­tu­je gdzieś u sie­bie, pięk­nie napi­sa­ny tekst. Sama mam ogrom­ny pro­blem jak oso­ba mi bli­ska sie­dzi obok i cią­gle z nosem w tel, doce­niam kie­dy ktoś poświę­ca mi całą uwa­gę, to samo robię dla kogoś i dla świa­ta. Kie­dy idę na spa­cer, poczy­tać książ­kę – tele­fon dla mnie nie istnieje.

    • Pro­szę bar­dzo, udzie­lam Ci doży­wot­niej i bez­płat­nej licencji 🙂
      Moi bli­scy wie­dzą, że tro­chę blą­gu­je i dla­te­go śmie­ją się, ale rozu­mie­ją, kie­dy pstry­kam jak dzi­ki fot­ki wszyst­kie­go, co jemy. Ba nawet pod­po­wia­da­ją albo ukła­da­ją odpo­wied­nio jedze­nie 🙂 Ale pod­czas roz­mo­wy tele­fon zawsze jest w kie­sze­ni – nawet jak dzwo­ni i jak nie jest to np. ktoś z rodzi­ny albo ktoś, na czyj tele­fon cze­kam, to odrzu­cam z wia­do­mo­ścią, że jestem na spotkaniu.

  • To może żeby mieć ze mną kon­takt podam Ci następ­nym razem adres pocz­to­wy. Wiesz, tak na wypa­dek roz­trza­ska­nia kolej­ne­go tele­fo­nu 😀 A tak na poważ­nie inter­net w tele­fo­nie to strasz­na rzecz, bo strasz­nie uza­leż­nia, co chwi­lę chcesz coś spraw­dzać, co chwi­lę ktoś coś pisze, albo udo­step­nia i w sumie nie wiesz, czy waż­ne, czy nie, ale sprawdzasz. 

    Blo­ga pro­wa­dzę od 1,5 roku, ale coraz bar­dziej cie­szę się chwi­la­mi, kie­dy nie mam nawet cza­su, żeby spraw­dzić co tam się dzie­je w inter­ne­tach. Czu­ję się wte­dy jakiś spokojniejszy 🙂

    • Kie­dy mam jakiś deadli­ne albo muszę się solid­nie sku­pić, to wyłą­czam w tele­fo­nie net – kon­takt ze mną w razie cze­go jest, ale nie roz­pra­sza­ją mnie te wszyst­kie prze­szka­dzaj­ki. Tym bar­dziej, że coraz ich wię­cej, a raczej karie­ra blą­ge­ra żyją­ce­go za #dary_losu mi nie gro­zi, bo kon­ku­ren­cja za duża i póki co trze­ba się sku­pić na wła­snym poletku 🙂

  • Wyda­je mi sie ze jedy­ne cze­go by mi bra­ko­wa­lo w zyciu bez tele­fo­nu to wla­snie ten apa­rat, kto­rym mozna cyk­nac fot­ke lub nagrac szyb­ki fil­mik, gdy zoba­czysz cos faj­ne­go lub war­te­go uwiecz­nie­nia. Poza tym mapa cze­sto sie przy­da­je, nie­mniej zawsze sobie mysle, ze qrcze ja kie­dys nie mia­lam tele­fo­nu wca­le, a jak juz mia­lam to tą slyn­na nokie, co tyl­ko snake’a mia­la w swo­im pakie­cie roz­ry­wek i czlo­wiek jakos zyl! Co jak co, czlo­wiek sie jed­nak uza­le­znia od wygody 😉

    • Bo to i oto­cze­nie tro­chę wymu­sza – kie­dyś nikt nie wysłał Ci MMS’a ani nie zaga­dał na mes­sen­ge­rze, bo wąż był mało inter­ne­to­wy i nie chciał hulać poza komórką 🙂
      Teraz jak się do kogoś nie moż­na dostu­kać, to od razu pani­ka i wzy­wa­my taj­ne służ­by, bo ktoś porwał 🙂

  • Aż mi się zim­no zro­bi­ło na myśl, że bym bez moje­go smart­fo­ni­ka… I to jesz­cze odcię­te­go od netu… To nie­ludz­kie, takie posta­wy win­ny być piet­no­wa­ne, rynek, prę­gierz albo smart­fo­no­wa­nie – za obra­zę imie­nia boga smartfonizacji 🙂

    • No widzisz, a ja musia­łem bez nie­go pra­wie dwa tygo­dnie prze­żyć. A potem i wcze­śniej bez inter­ne­tów. Taki jestem twardy 🙂

      • Ha, pew­no pamię­tasz ska­lę Moh­sa, prze­kro­czy­łeś 10, jesz­cze tro­chę to docią­gniesz do … Hm… 500plus? 😛

        • Mat­ko, tward­szy jestem niż Tom­my Lee Jones w “Ści­ga­nym” 😉

  • Fakt, masz w sie­ci zna­jo­mych, ale jed­nak waż­niej­si są ci, z któ­ry­mi jesz obiad czy kła­dziesz się spać.”
    “Wszyst­ko jest kwe­stią odpo­wied­niej równowagi”
    Świę­te słowa. 🙂
    Ps. Ale tak cał­kiem, bez tele­fo­nu? Nieeee.…

    • No widzisz, mówi­łem Ci kie­dyś, że ja mądry facet jestem 🙂
      Prze­gi­na­nie CAŁKIEM z czym­kol­wiek jest gupie chy­ba, więc trze­ba do spra­wy podejść z głową 😉

  • Też przez to prze­szłam, kie­dy uto­pi­łam swo­je­go smart­fo­na. Co jakiś czas prze­cho­dzę inter­ne­to­we odwyki,szczególnie na wyjaz­dach i nie powiem, dobrze mi z tym. Od tele­fo­nu już tro­chę się odzwy­cza­iłam, po tym jak zamiast tele­fo­nu kupi­łam tablet – coraz rza­dziej dzwo­nię, a smsy to już w ogó­le przeżytek.
    Wszyst­ko jest moż­li­we, naj­gor­sze jest to, że wma­wia­my sobie, że bez tele­fo­nu czy inter­ne­tu nie da się żyć. Da się! I wca­le nasze życie nie jest wte­dy gor­sze – bo zaczy­na­my dostrze­gać rzeczy,których zza ekra­nów smart­fo­nów nie widzimy.

    • To wszyst­ko jest kwe­stią odpo­wied­nie­go balan­su – nie­ko­rzy­sta­nie ze zdo­by­czy cywi­li­za­cji jest rów­nie nie­mą­dre, co dopro­wa­dze­nie do sytu­acji, w któ­rej sta­je­my się nie­wol­ni­ka­mi tech­no­lo­gii. Jak wszę­dzie – trze­ba zna­leźć zło­ty środek 🙂

  • eV

    Dla mnie tele­fon raczej jest ratun­kiem w momen­cie, kie­dy np pociąg mi się spóź­ni, a aku­rat nie wzię­łam książ­ki. Przy­naj­mniej sobie blo­gi czy wia­do­mo­ści prze­czy­tam. Raczej mało tele­mar­ke­te­rów do mnie dzwo­ni, bo spe­cjal­nie zmie­ni­łam numer parę lat temu i uni­kam poda­wa­nia nowe­go gdzie się da. Jak zno­wu zaczną wydzwa­niać, to zmie­nię jesz­cze raz. W koń­cu numer do mnie ma kil­ka­na­ście naj­waż­niej­szych osób – z resz­tą dzie­lę się raczej mailem, czy pro­szę o pisa­nie wia­do­mo­ści na fejsie.

    • Ja pro­wa­dzę fir­mę, więc mój numer jest w wie­lu miej­scach. I wła­śnie te dur­no­wa­te tele­fo­ny o poka­zach garn­ków czy super pro­mo­cjach wner­wia­ją mnie naj­bar­dziej. Moja czar­na lista się cią­gle powięk­sza, ale i tak dzwonią.

  • Wal­de­mar Pać

    Cza­sa­mi mi się zda­rza że nikt nie dzwo­ni, ja też nie dzwo­nię i odkry­wam że mam wię­cej cza­su dla sie­bie naj­bliż­szych. Nie ma tego cią­głe­go pędu. jed­nak na dłuż­szą metę i tele­fon i kom­pu­ter są potrzeb­ne. Tak zmie­nił się nasz świat 🙂

  • Faj­na spra­wa, z tym, że tyl­ko na krót­ką metę, choć­by i ze wzglę­du na pra­cę. Moż­na jed­nak ogra­ni­czyć lub cał­ko­wi­cie zre­zy­gno­wać z oglą­da­nia róż­nych mało war­to­ścio­wych stron lub skró­cić do mini­mum wej­ścia na fb, co sta­ram się prak­ty­ko­wać na co dzień.

    • No i wła­śnie o to mi cho­dzi­ło, żeby zna­leźć rów­no­wa­gę, bo prze­gi­na­nie w któ­rą­kol­wiek stro­nę nie jest ani mądre, ani dobre dla nas.