Jemy na mieście: Schronisko Smaków Magdy Gessler w Bukowinie Tatrzańskiej

 

Urlop to czas odpo­czyn­ku od pra­cy. Urlop blą­ge­ra to czas odpo­czyn­ku od pra­cy i czas zbie­ra­nia mate­ria­łów do opu­bli­ko­wa­nia. Gło­wa mi już odpo­czę­ła, dupa i nogi po nar­tach jesz­cze potrze­bu­ją tro­chę cza­su, ale na szczę­ście w palusz­kach nie mam zakwa­sów i mogę pisać do Was, moje kocha­ne Czy­tel­nicz­ki i tro­chę ina­czej kocha­ni Czy­tel­ni­cy. Ponie­waż czas wol­ny spę­dza­łem szyb­ko i inten­syw­nie w naszych pol­skich górach pod tytu­łem Tatry, to zebra­łem dużo faj­nych tema­tów do prze­my­śle­nia, zro­bi­łem dużo faj­nych zdjęć do poka­za­nia i prze­ży­łem dużo faj­nych prze­żyć do opi­sa­nia. Żeby Wam się chcia­ło czy­tać dalej, to na roz­grzew­kę wal­nę land­szaf­cik ze sto­ku, a potem na tape­tę wje­dzie restau­ra­cja “Schro­ni­sko Sma­ków” nie­ja­kiej Mag­dy Ges­sler w Buko­wi­nie Tatrzań­skiej.

Widok ze Stacji Narciarskiej Rusiń-SKI

♫ W Zako­pa­nem koło ska­aały ♫
♫ Zgwał­cił bacę niedź­wiedź bia­aały ♫
♪ Hej, cy bia­ły, cy nie bia­ły ♪
♫ Baca cały obolały ♫

 

Ład­nie, nie? Popa­cza­li? To teraz pojemy.

Na urlop poje­cha­li­śmy wiel­ką ban­dą, bo w sumie było 32 oso­by w dwóch mniej wię­cej rów­nych gru­pach, któ­re to gru­py zazwy­czaj sobie orga­ni­zo­wa­ły czas osob­no, jedy­nie wie­czo­rem scho­dząc się na tań­ce, hulan­ki i swa­wo­le na kapi­tal­nej miej­sców­ce u Pani Zosi. Zazwy­czaj nie robię tego na blo­gu, ale tym razem pole­cę z czy­stym sumie­niem, bo było cie­pło i ser­decz­nie i tak jakoś domo­wo, a jed­no­cze­śnie praw­dzi­wie po góral­sku. Gdy­by­ście się kie­dyś wybie­ra­li w Tatry, to kie­ruj­cie się na Poro­nin i szu­kaj­cie Karcz­my Muzy­kanc­ko - kwa­te­ry są tuż obok, bo to rodzin­ny inte­res. Od razu mówię, że nie wiem, jak kar­mią w karcz­mie, bo tam tyl­ko pili­śmy – pole­cam coś, co się nazy­wa Gib­ki Saba­ła, bar­dzo eko­no­micz­na opcja dla spra­gnio­nych wra­żeń. Skład banal­nie pro­sty: piwo + wiśniów­ka + szpi­ry­tus. Będę auten­tycz­nie zdzi­wio­ny, jak ktoś wypi­je wię­cej, jak dwa, góra cy. A potem zanim pad­nie zro­bi dwa, góra cy kroki.

Karczma Muzykancko

♫ W ciem­nym kącie kory­ta­za… ♫
♫ baca zgwał­cił mary­na­za… ♫
♪ Cy go zgwał­cił, cy nie zgwał­cił ♪
♪ ale odbyt mu zniekstałcił ♪

 

Ale, ale – miało być Schronisko Smaków, a nie Karczma Muzykancko.

W gru­pie, jak w gru­pie – zawsze jest wię­cej pomy­słów na spę­dza­nie cza­su, bo co dwie gło­wy to nie kucha­rek sześć. I stąd też naro­dził się pomysł na wizy­tę u Mag­dy Ges­sler, bo prze­cież być w Buko­wi­nie Tatrzań­skiej i nie zjeść w jej knaj­pie, to jak być w Rzy­mie i nie zoba­czyć Wie­ży Eif­fla – tym bar­dziej, że prze­jeż­dża­li­śmy obok regu­lar­nie wra­ca­jąc ze sto­ku na kwa­te­ry na pysz­ną obia­do­ko­la­cję. Mając to w gło­wie zaje­cha­li­śmy coś zjeść, ale bar­dziej coby kup­ki sma­ko­we połech­tać, niż napeł­nić bandzior.

Schronisko Smaków od zewnętrza...

♫ W Buko­wi­nie na odpu­ście­ee ♫
♪ gła­skał babę chłop po biu­ście­ee ♫
♪ Hej, cy ją gła­skał, cy nie gła­skał ♪
♫ w kaz­dym razie gło­śno mlaskał ♪

 

Mie­li­śmy spo­ro szczę­ścia, bo zazwy­czaj cięż­ko zna­leźć wol­ny sto­lik dla więk­szej gru­py, ale suprajz – ktoś sobie zakle­pał sto­lik w osob­nej sali na wie­czór, a my obie­ca­li­śmy się uwi­nąć w try miga, bo tak tyl­ko wpa­dli­śmy na chwil­kę. Wystrój, jak wystrój – góral­ska cha­ta jakich wie­le. Jeśli kie­dy­kol­wiek byli­ście w karcz­mie w górach, to wie­cie o co cho­dzi – drew­no, rogi, ciu­pa­gi, bara­ni­ce, zbyr­co­ki pod sufi­tem i kel­ner­ki w bia­łych koszu­lach. Do tego roman­tycz­ne świecz­ki wypa­lo­ne pra­wie do ogar­ków w sło­ikach po kiszo­nych ogórkach.

...i Schronisko Smaków od wnętrza.

♫ Sie­dli my se u sała­sa­aa ♫
♫ któ­ra wej­dzie – będzie nasa­aa ♫
♫ A ze nie było wyciec­kiii ♫
♫ Wydup­cy­lim dziś łowieckiii ♫

 

Jed­na z nich (kel­ner­ka, nie koszul­ka i nie świecz­ka) przy­ję­ła zamó­wie­nie kle­piąc w smart­fo­na, gdzie znaj­do­wa­ła się zapew­ne spryt­na apli­ka­cja. Hmmm, pochwa­lam korzy­sta­nie ze zdo­by­czy cywi­li­za­cji, ale jakoś to mało ele­ganc­ko wyglą­da­ło – jak­by dziew­czę mia­ło na nas wyry­pa­ne i wrzu­ca­ło wła­śnie sta­tus na fej­si­ka. Może war­to by się prze­rzu­cić na tablet? Kar­ta jest krót­ka i jed­no­cze­śnie jest pod­kład­ką pod tale­rze – spryt­ne, moż­na zaosz­czę­dzić na obru­sach. Zamó­wie­nie za skom­pli­ko­wa­ne nie było – kil­ka przy­sta­wek, zup, nale­śni­ki z nutel­lą dla dzie­ciar­ni, kawa lat­te i kil­ka napo­jów. Ot i tyle.

Meni

Pew­nie myśli­cie, że skoń­czy­ły mi się góral­skie przyśpiewki?

 

Bar­dzo chwa­li się, że dzie­wo­ja zapy­ta­ła, czy wszyst­ko ma wje­chać naraz. Bar­dzo chwa­li się, że cze­ka­li­śmy góra 15 minut. Bar­dzo nie chwa­li się za to, że kawa wje­cha­ła razem z zamó­wio­ny­mi dania­mi, cho­ciaż wyraź­nie popro­si­li­śmy o to, żeby była PO zje­dze­niu. A już lek­ko mnie ziry­to­wa­ło, że na moją uwa­gę o tej­że, dzie­wo­ja odpo­wie­dzia­ła z lek­kim fochem, że “jeśli Pan chce, to przy­nio­sę póź­niej. Oczy­wi­ście nową.” Nie no spo­ko, jak dla mnie to może być nawet odgrza­na w mikro­fa­li albo zla­na od tych, co nie dopi­li, nie? No i ja oso­bi­ście mia­łem wra­że­nie, że jedze­nie było zale­d­wie cie­płe – nie prze­szka­dza mi to, bo nie lubię, jak mnie żar­cie parzy w pysz­czy­dło, ale war­to mieć to na wzglę­dzie, jeśli kie­dyś zbłą­dzi­cie pod strze­chę Schro­ni­ska Sma­ków. Chy­ba, że tak dłu­go robi­li­śmy zdję­cia, aż wszyst­ko wysty­gło – taka moż­li­wość nie jest niemożliwa.

 

Przystawki i sałaty

Pani Mat­ka lubi prze­róż­ne mor­skie roba­le, szcze­gól­ną aten­cją darząc kre­wet­ki – nie dzi­wi więc, że zaży­czy­ła sobie kre­wet­ki z patel­ni w czosn­ku, pie­trusz­ce i maśle poda­ne z mik­sem sałat (34 zł). A że zmar­z­luch z niej i tro­chę dziew­czy­nę wypi­zga­ło na sto­ku, to dorzu­ci­ła grza­ne wino z suszem cytry­no­wym i cyna­mo­nem (15 zł). Grza­niec bar­dzo pozy­tyw­nie zaska­ku­je sma­kiem i wiel­ko­ścią, oraz faj­nym hip­ster­skim sło­icz­kiem do picia. Ano wła­snie – kie­dy spró­bo­wa­łem łycz­ka, to poczu­łem na koń­cu języ­ka jak­by meta­licz­ny posmak. Nie mam poję­cia od cze­go – od ewen­tu­al­nej pokryw­ki?? Kre­wet­ki dobre, ale jak dla mnie za mało w nich było czosn­ku (ja tak chy­ba mam, w ITINERIS też mi go bra­ko­wa­ło). A i por­cja jakaś skrom­na, choć bez dwóch zdań uro­kli­wie podana.

Grzaniec w słoiku...

♫ Nie bede ja piw­ka piłaa ♫
♪ by sie dupa roz­se­zy­łaa ♪
♫ Napi­je się goza­łec­kii ♫
♪ skur­cy mi się do kupeckii ♪

 

20160209_164205-(1)

♫ W Biał­ce baba koło mostu ♫
♫ dała chło­pu tak po pro­stu. ♫
♫ Cy mu dała, cy nie dała ♫
♪ w kaz­dym razie bar­dzo chciała ♪

 

Zna­jo­my zamó­wił czte­ry krom­ki z pstrą­giem wędzo­nym w oko­li­cy na boga­to (19 zł). Nie pró­bo­wa­łem, bo por­cja skrom­na i wca­le nie na boga­to, nie chcia­łem więc jej uszczu­plać jesz­cze bar­dziej. Ale sobie chwa­lił. Za to sałat­ka Kra­ko­wia­cy i Góra­le poda­ni w wazo­nie z grzan­ka­mi z oscyp­kiem i warzy­wa­mi (31 zł) roz­cza­ro­wy­wa­ła, bo choć pięk­nie poda­na (rze­czy­wi­ście w wazo­nie), to nie zawie­ra­ła wie­le wię­cej, niż mix sałat ze zde­cy­do­wa­ną prze­wa­gą lodo­wej i ugo­to­wa­ne jaj­ka pod­la­ne wine­gre­tem. Do tego czte­ry grzan­ki z oscyp­kiem. W sma­ku ok, jak to sała­ta z wine­gre­tem i jaj­ka­mi, ale w tych pie­nią­dzach to jed­nak przesada.

sałatka

♫ W Zako­pa­nem na roz­sta­aajach ♫
♪ powie­sił się chłop na jaaajach ♫
♫ Lec powie­sił się paskud­nie­ee ♫
♪ lewym jajem na południeee ♫

 

Zupy

Zupy zawin­szo­wa­li­śmy sobie trzy. Zmar­z­łem tro­chę, więc zapy­ta­łem o naj­bar­dziej roz­grze­wa­ją­cą – podob­no tako­wą był gulasz Jano­si­ka (Solian­ka) na kwa­sie z kiszo­nych ogór­ków (16 zł). Faj­na, gęsta, przy­jem­nie mię­sna, z klek­sem śmie­ta­ny i sym­pa­tycz­ny­mi kwa­sko­wa­ty­mi nuta­mi od kiszo­nych ogó­rów (któ­re uwiel­biam). Ale co mnie tu niby mia­ło roz­grzać, to ja nie wiem, tym bar­dziej, że jakaś taka por­cja dla dba­ją­cych o linię (bio­rąc pod uwa­gę moją die­tę to nie wiem, czy to była wada czy zale­ta). Co nie zmie­nia fak­tu, że bar­dzo dobra. Może nie jakaś wybit­na, ale jak naj­bar­dziej smaczna.

gulaszowa

♫ W Zako­pa­nem koło Kro­kwi ♫
♪ pobił baca żonę do krwi ♪
♫ cy ta sko­na, cy nie sko­na ♫
♪ w kaz­dym razie sie psekona ♫

 

Zna­jo­my pole­ciał góral­ską kla­sy­ką, czy­li kwa­śni­cą z ziem­nia­ka­mi i skwar­ka­mi z żeber­kiem wędzo­nym (14 zł). No i kla­sycz­nie, po góral­sku mu ją poda­li – por­cja słusz­nych roz­mia­rów, z wędzo­ny­mi żeber­ka­mi w licz­bie mno­giej, wbrew temu, co napi­sa­li w kar­cie. Dał spró­bo­wać – bar­dzo dobra, cho­ciaż jadłem lep­szą w restau­ra­cji, któ­rą opi­szę nie­dłu­go. I tutaj wszyst­ko było­by git, gdy­by nie mały zonk na koniec. Zna­jo­my w kwe­stii pojem­no­ści spo­ro mi ustę­pu­je, więc podział­ko­wał się ze mną zio­ber­kiem wędzo­nym, w któ­rym zato­pi­łem swo­je nie­na­sy­co­ne zębi­ska. I z któ­re­go wydo­by­łem coś, co widać na zdję­ciu, Mam nadzie­ję, że to był jakiś pla­stik, a nie rekwi­zyt z nowe­go pro­gra­mu Mag­dy Ges­sler “Gotuj z pazu­rem”.

kwaśnica

♫ W Zako­pa­nem na Gie­won­cie­ee ♫
♪ pio­run bace wal­nął w prą­cie­ee ♪
♫ Jak go piznął, to go skrę­cił ♫
♪ w kaz­dym razie zimpotencił ♫

 

co to?

Mag­da Ges­sler widać nie tyl­ko wło­sy ma dłu­gie i kręte…

 

Zna­jo­mych cór­ka pode­szła do spra­wy świa­to­wo i w ser­cu Tatr zaży­czy­ła sobie po hame­ry­kań­sku – krem Ame­ri­can Dre­am z kuku­ry­dzy (14 zł). Dosta­ła kre­mo­wą zup­kę, z któ­rej ster­cza­ła opie­czo­na kuku­ry­dza i po któ­rej pły­wał sobie chru­pią­cy chips w towa­rzy­stwie klek­sa śmie­ta­ny. Obsta­wiam, że jakiś batat. W sma­ku świet­ne – słod­ka­we od kuku­ry­dzy, zadzi­wia­ją­co lek­kie, o faj­nej kon­sy­sten­cji i świet­nie zba­lan­so­wa­ne. Die­tyc­ne pew­nie nie było, bo to jed­nak kuku­ry­dza. Pole­cam jeść, dopó­ki cie­płe, bo osty­gnię­te tra­ci swój urok.

kukukrem

♫ W Zako­pa­nem na ubo­cuu ♫
♫ topił juhas bace w mocuu ♪
♫ Cy go topił, cy uto­pił ♫
♪ w każ­dym razie go ożłopił ♪

 

Dania główne

Tu wła­ści­wie tyl­ko wpa­ro­wa­ły na stół dania dla dzie­ci, bo cią­gle mie­li­śmy w gło­wie, że za chwi­lę obia­do­ko­la­cja u naszej p. Zosi. Dzie­cior­ki młod­sze zawin­szo­wa­ły sobie dwa nale­śni­ki z nutel­lą i bitą śmie­ta­ną (16 zł). Nie pró­bo­wa­łem, ale co może być nie­zwy­kłe­go w nale­śni­ku z nutel­lą i bitą śmie­ta­ną? Zna­czy poza nutel­lą? I bitą śmie­ta­ną? I nale­śni­kiem? Choć powiem szcze­rze, że z wyglą­du nie umy­wa­ły się do tych z FC Nale­śni­ki (KLIK i możesz je zoba­czyć własnoocznie).

obleśniki

♫ W Zako­pa­nem bli­sko molo ♫
♪ gra­ją cepry disco-polo ♪
♫ Cy to molo, cy nie molo ♫
♪ usy bolo, tak pierdolo! ♪

 

Po spa­ła­szo­wa­niu kre­mo­wej kuku­ry­dzy zna­jo­mych cór­ka wrzu­ci­ła na tape­tę klop­si­ki w sosie koper­ko­wym z ziem­nia­ka­mi (9 zł). Danie nie­du­że, w sam raz dla nie­let­nich – dwa klop­si­ki, dwie ćwiart­ki ziem­niacz­ka i to wszyst­ko pod­la­ne sosem… No wła­śnie – sos nie widział w swo­im krót­kim soso­wym życiu gra­ma koper­ku. Był smacz­ny, gład­ki i zawie­si­sty, ale na mój gust bli­żej mu było do besza­me­lu niż koper­ku. Całość jak naj­bar­dziej gra­ła ze sobą, ale jak­by ktoś tu o czymś zapo­mniał. Nie­ste­ty cudo to na foty się nie załapało.

Mam tro­chę pro­blem z oce­ną całej tej kuli­nar­nej przy­go­dy, bo “Schro­ni­sko Sma­ków” Mag­dy Ges­sler mnie jakoś strasz­li­wie nie powa­li­ło. Oczy­wi­ście wszy­scy powrzu­ca­li­śmy sta­tu­sy na fej­sa i zna­jo­mi pra­wie znie­śli jaj­ko, jak to super duper i czuć w powie­trzu powiew wiel­kie­go świa­ta. No nie do koń­ca – jedze­nie na pew­no nie było nie­do­bre, wręcz prze­ciw­nie, było jak naj­bar­dziej w porząd­ku. Ale wyda­je mi się, że cała ta mar­ke­tin­go­wa maszyn­ka, jaką sta­ła się Mag­da Ges­sler powin­na ofe­ro­wać wię­cej, niż “w porząd­ku”. A może tyl­ko mi się tak wydaje…

Jest karc­ma w Biał­ce Tatrzań­skiej, któ­rą odwie­dzam za każ­dym razem, kie­dy jestem w Tatrach. Wra­cam, bo dobrze kar­mią – i dużo, i dobrze. I kto wie, może nawet jest dro­żej, niż w Schro­ni­sku Sma­ków. Ale tam nie mia­łem poczu­cia, że zapła­ci­łem kupę sia­na za coś, co nie było tej kupy i tego sia­na war­te. Do Buko­wi­ny jakoś chy­ba nie będzie mnie spe­cjal­nie cią­gnę­ło, bo góral­skich żar­ło­daj­ni repre­zen­tu­ją­cych co naj­mniej taki sam poziom sztu­ki kuli­nar­nej są na Pod­ha­lu hek­ta­ry. Ot – raz moż­na poje­chać, spró­bo­wać tych roz­re­kla­mo­wa­nych mag­do­ges­sle­ro­wych cudów gastrycz­nych, co to wca­le nie są aż tak cudow­ne, ale to wszyst­ko. Tęsk­nić jakoś szcze­gól­nie za powtór­ną wizy­tą nie będę.

Schro­ni­sko Sma­ków pozo­sta­wi­ło we mnie nie­do­syt i nie mia­ło to nic wspól­ne­go z głodem.

Bar­dziej z kupkami.

Sma­ko­wy­mi.

 

 

PS. W tym wpi­sie wyko­rzy­sta­łem trzy zdję­cia Paw­ła, z któ­rym mag­do­ges­sle­ro­wy obiad jedli­śmy. TIA.

 


About Jacek eM

view all posts

Mąż, ojciec i projektant wnętrz. Fotograf-amator i wannabe bloger. Właściciel niewyparzonego jęzora i poczucia humoru w stylu noir. No i na wieczystej diecie...

Close