Jak to jest na diecie #1: Wstęp – nie bądź na diecie…

 

Z krót­ki­mi prze­rwa­mi, od mniej wię­cej 10 roku życia mam mniej­szą lub więk­sza nad­wa­gę. Te krót­kie prze­rwy to mniej wię­cej kil­ka lat cza­sów liceum, kie­dy wyda­wa­ło mi się, że mam nad­wa­gę, a ja po pro­stu nie byłem szczu­pły, bo mam taką, a nie inną budo­wę. To kil­ka mie­się­cy w oko­li­cach moje­go ślu­bu, kie­dy to musia­łem jakoś wyglą­dać w gaje­rze i na zdję­ciach, bo to prze­cież pamiąt­ka wie­ku­ista jest i Dzie­cior­kom będę poka­zy­wać po wiek wie­ków, jaki to tatuś pięk­ny był i mło­dy. To coś koło 1,5 roku po moim odej­ściu z kor­po-ban­ku, kie­dy to odda­łem się w ręce spe­cja­list­ki i dodat­ko­wo kie­dy pra­ca zmie­ni­ła mi się nagle i nie­spo­dzie­wa­nie z pier­dzą­co-stoł­ko­wej na fizol­ską, do tego cięż­ką. Poza tymi okre­sa­mi mia­łem zawsze od kil­ku do kil­ku­dzie­się­ciu kilo za dużo.  I wte­dy zawsze byłem na die­cie. Albo tak mówi­łem. Teraz też jestem. Czy­li jak­by nie było – ja wiem, jak to jest być na die­cie. Chcesz też się dowie­dzieć? Może będzie Ci raźniej.

Będzie z tego seria, bo jest kil­ka kwe­stii, któ­re chcę poru­szyć, a dłu­gie wpi­sy mają to do sie­bie, że są dłu­gie. Daw­ko­wa­nie w por­cjach na jeden gryz jest chy­ba lep­sze. Zwłasz­cza w kon­tek­ście bycia na die­cie, nie? Dla­te­go dzi­siaj taka tro­chę zajaw­ka całe­go cyklu i sło­wo wstę­pu. Od razu mówię, że wszyst­ko to, co tutaj napi­szę będzie poka­zy­wać moje opi­nie i stan wie­dzy oraz moje doświad­cze­nia i prze­ży­cia. Jeśli są róż­ne od Two­ich, to nawet lepiej, bo w komęt­kach możesz dać innym peł­niej­szy ogląd całe­go tema­tu i punkt widze­nia róż­ny od moje­go. Nie jestem spe­cja­li­stą ani od żywie­nia, ani od psy­cho­lo­gii, ani od bycia fit – chęt­nie poznam zda­nie i z roz­ko­szą przyj­mę dobre rady od tych, któ­rzy tema­tem zaj­mu­ją się zawodowo.

 

Jesteś “na diecie” zawsze…

No wła­śnie – pierw­szą rze­czą, jaką musisz zmie­nić, to sko­ja­rze­nia, z jaki­mi wią­że się w Two­jej gło­wie sło­wo die­ta. Bo die­ta to spo­sób odży­wia­nia się. KONIEC. Czy­li jeśli cokol­wiek jesz, to jesteś na die­cie. Nawet jak wpie­przasz podwój­ne­go bur­ge­ra z fryt­ka­mi i sma­żo­nym snic­ker­sem w środ­ku, a to wszyst­ko zapi­jasz litrem coli, to tak – jesteś na die­cie. Jak pochła­niasz ener­gię wszech­świa­ta na śnia­da­nie, na obiad zapi­jasz to łykiem zgry­zot i zno­jów, to też jesteś na die­cie. Kie­dy na śnia­da­nie odmie­rzasz 12,5 gra­ma eko-płat­ków z pącz­ków dzi­kie­go rde­stu pokro­pio­ne­go poran­ną rosą rwa­ne­go koniecz­nie o brza­sku i zale­wasz to w tale­rzu mle­kiem o tem­pe­ra­tu­rze 38,94°C, koniecz­nie od kozy zie­lo­no­nóż­ki wypa­sa­nej po sło­necz­nej stro­nie wzgó­rza, to też jesteś na die­cie.  Czy­li sło­wo “die­ta” nie jest takie strasz­ne, bo “na die­cie” jesteś całe życie, bez wzglę­du na to, co, jak i w jakich ilo­ściach jesz. Jeśli nic nie jesz, to też jesteś na die­cie, tyl­ko Twój spo­sób odży­wia­nia jest deli­kat­nie mówiąc chu­jo­wy i eks­tre­mal­nie nie­zdro­wy. I to trze­ba leczyć, ale nie­ste­ty, ja nie umiem. Ale wiem, że się da.

 

…ale nie zawsze na zdrowej.

OK, nie boimy się już “die­ty”? Tak? No to teraz dorzuć­my magicz­ne sło­wo – “odchu­dza­ją­ca” albo “reduk­cyj­na”. Czy­li taka, któ­ra pozwo­li Ci zrzu­cić te wszyst­kie nad­pro­gra­mo­we kilo­gra­my. I tutaj zaczy­na się już strach w oczach i pani­ka gru­by­mi nić­mi szy­ta, bo prze­cież żeby schud­nąć, to trze­ba nic nie jeść.

Ano nie. Kie­dy jesteś na die­cie, to nie możesz nic nie jeść, bo od tego się nie chud­nie zdro­wo. Nie wie­rzysz? To obej­rzyj sobie zdję­cia z obo­zów kon­cen­tra­cyj­nych – nic tu nie ma do śmie­chu i napraw­dę trze­ba to leczyć. Pamię­taj – gło­dze­nie się nie dopro­wa­dzi do nicze­go dobre­go. A myślę, że bli­skie spo­tka­nie z ano­rek­sją, ane­mią, awi­ta­mi­no­zą i paro­ma inny­mi ter­mi­na­mi medycz­ny­mi nie jest Ci potrzeb­ne do szczęścia.

W ogó­le trak­to­wa­nie die­ty odchu­dza­ją­cej w kate­go­riach “od dzi­siaj będę sobie wszyst­kie­go odma­wiać” jest nie­ste­ty pro­stą dro­gą do tego, żeby Ci nie wyszło. My nie lubi­my sobie nicze­go odma­wiać, zwłasz­cza przy­jem­no­ści i na dłuż­sza metę robie­nie sobie pod gór­kę jest rów­nie nie­zdro­we, co gło­dze­nie się. A jedze­nie jest przy­jem­no­ścią i stąd Twój wewnętrz­ny bunt w gło­wie, bo prze­cież robisz coś wbrew sobie. Odma­wiasz sobie, zabie­rasz sobie, ogra­ni­czasz sobie. W swo­im wła­snym odbio­rze pogar­szasz sobie życie. Jak żyć? Ano normalnie -

 

Nie bądź “na diecie”!

Dur­ne, nie? Jak to “nie bądź na die­cie”? Przed chwi­lą koleś pisał, że na die­cie jestem zawsze, a teraz mam na niej nie być?

Tak, masz na niej nie być w gło­wie. Masz na nią nie zwra­cać jakiejś szcze­gól­nej uwa­gi. Zdro­we i pra­wi­dło­we odży­wia­nie ma Ci wejść w krew i być dla Cie­bie natu­ral­na. Sko­ro na die­cie jesteś zawsze, to prze­stań się nią jakoś szcze­gól­nie przej­mo­wać i zacznij trak­to­wac jak coś naj­na­tu­ral­niej­sze­go pod słoń­cem. Oddy­chasz? No pew­nie, że tak. A jakoś szcze­gól­nie się zwil­żasz myśle­niem o oddy­cha­niu? Jeśli nie masz ter­mi­nal­ne­go sta­dium raka płuc albo zaawan­so­wa­nej gruź­li­cy, to pew­nie się nad tym w ogó­le nie zasta­na­wiasz. Wdech – wydech. Wdech – wydech. I dawaj od nowa. Jak nie ćwi­czysz sku­pia­nia się na wła­snym pęp­ku i innych medy­ta­cyj­nych hokus pokus, to nie kom­bi­nu­jesz, jak tu lepiej oddy­chać. Po pro­stu oddy­chasz. Z żar­ciem jest tak samo. No prawie.

Tak jak powie­trze jest Ci nie­zbęd­ne do życia, tak samo nie­zbęd­ne jest jedze­nie. Jeśli miesz­kasz w Kra­ko­wie albo Peki­nie i oddy­chasz tym czymś, co tam fru­wa dooko­ła Cie­bie, to raczej na zdro­wie Ci to nie wycho­dzi. Pod­tru­wasz się powo­li i Twój orga­nizm jest w coraz gor­szej kon­dy­cji. Podob­nie jest z gów­nia­nym jedze­niem. Tu jest o tyle pro­ściej, że gołym okiem widać efek­ty tego tru­cia, czy­li kil­ka kilo­gra­mów za dużo. I prost­sze jest też to, że łatwiej zmie­nić gów­nia­ne jedze­nie, niż gów­nia­ne powie­trze. No ok, możesz wyje­chać w Biesz­cza­dy, ale może naj­pierw prze­czy­taj TO TUTAJ.

 

Dlaczego masz nie być “na diecie”?

Bo samo to sło­wo budzi nega­tyw­ne sko­ja­rze­nia. Masz od razu w gło­wie obraz tale­rza, na któ­rym trzy źdźbła tra­wy biją się o Two­ją uwa­gę z prze­zro­czy­stym pla­ster­kiem chu­dej pier­si z indy­ka. Zapi­jasz to wszyst­ko źró­dla­ną wodą, a raz na kwar­tał możesz popa­trzeć na cze­ko­la­dę i nasy­cić się jej wido­kiem. Raz na pół roku możesz dodat­ko­wo pową­chać. Pomyśl, jak dłu­go będziesz w sta­nie pogo­dzić taki apo­ka­lip­tycz­ny obraz odchu­dza­nia ze stwier­dze­niem, że jed­nak to dla Two­je­go dobra? Jak dłu­go podej­ście “odma­wiam sobie przy­jem­no­ści w życiu” będziesz w sta­nie tłu­ma­czyć tym, że to gdzieś­tam w przy­szło­ści zapro­cen­tu­je? No chy­ba nie­dłu­go, co? To kolej­ne sko­ja­rze­nie – die­ta to jakiś okres w Two­im życiu (oby jak naj­krót­szy, nie?). Któ­ry to okres się koń­czy i wte­dy zno­wu będzie moż­na bez wyrzu­tów sumie­nia i kon­se­kwen­cji opier­do­lić dużą mil­kę z oreo, bo prze­cież wcze­śniej to był grzech i przez nasze łakom­stwo w odle­głym zakąt­ku zie­mi ktoś skrzyw­dził małą pan­dę. No nie da się tak na dłuż­sza metę.

Dla­te­go zamiast myśleć o tym, że cze­ka Cię die­ta pomyśl o tym, że zmie­niasz swo­je życie na lep­sze zaczy­na­jąc aku­rat od odży­wia­nia. Po pro­stu. Uru­cha­miasz pro­ces, któ­ry Cię uzdro­wi, ulep­szy, popra­wi nie­któ­re aspek­ty Two­je­go życia. I któ­ry to pro­ces nie­dłu­go sta­nie się dla Cie­bie natu­ral­ny, jak oddy­cha­nie. I wte­dy nawet jak wcią­gniesz całą duża mil­kę z oreo, to naj­pierw się porzy­gasz, a potem zro­zu­miesz, że choć na chwi­lę spra­wi­ła Ci ona przy­jem­ność, to jed­nak potem przez kil­ka­na­ście godzin czu­jesz się do dupy i lepiej Ci było, zanim całą wiel­ka tablicz­ka znik­nę­ła w Two­ich ustach.

I następ­nym razem zjesz tyl­ko kil­ka kostek. Bo natu­ral­nym dla Cie­bie będzie dbać o sie­bie, żeby było Ci lepiej, nie gorzej. Bo po pro­stu zdro­we jedze­nie wej­dzie Ci w nawyk. Na całe życie. Bo to życie zmie­ni­ło się na lep­sze, bo nie odma­wiasz sobie nicze­go, ale też dbasz o sie­bie. Dbasz o to, żeby się dobrze czuć, zdro­wo odży­wiać, mieć siłę i ener­gię, o jędr­nym tył­ku i kalo­ry­fe­rze nie wspomnę.

Bo o to cho­dzi w byciu na die­cie – to pro­ces, któ­ry raz uru­cho­mio­ny, trwa całe życie.

Życie lep­sze, niż wcześniej.

 


About Jacek eM

view all posts

Mąż, ojciec i projektant wnętrz. Fotograf-amator i wannabe bloger. Właściciel niewyparzonego jęzora i poczucia humoru w stylu noir. No i na wieczystej diecie...

  • Mag­da Załuskowska

    Nigdy nie byłam na die­cie lecz sta­ram się zdro­wo odży­wiać. Cze­ko­la­dę jed­nak uwiel­biam i od cza­su do cza­su się skuszę:)

    • Zazdrosz­czę – ja się die­to­wa­łem pew­nie jesz­cze w łonie matki 🙂

  • Dobrze pra­wi, polać mu… wody mine­ral­nej nie­ga­zo­wa­nej 🙂 Tak na serio to od tego zdro­wia już mi się powa­li­ło i nie lubię Mil­ki. Za słod­kie to, za tłu­ste, takie nija­kie, lepiej jakąś czar­ną jak smo­ła cze­ko­la­dę roz­pu­ścić i ciast­ka owsia­ne ude­ko­ro­wać albo coś 😀 I rze­czy­wi­ście od tego mózg lepiej cho­dzi i cia­ło też 🙂

    • Fakt, teraz też mam wra­że­nie, że mil­ka dla mnie jest za słod­ka. Ale ja już nawet jogurt natu­ral­ny odbie­ram jako lek­ko słod­ka­wy. I chleb razo­wy też 🙂
      A z tą wodą tez łatwo nie było, bo ile bym nie wypił, to nie potra­fi­ła uga­sić mi pra­gnie­nia. Musia­ło toto mieć jakiś smak. Ale też się prze­sta­wi­łem – czło­wiek nie sznu­rek, wszyst­ko wytrzyma 🙂

      • Zawsze moż­na cytry­nę albo mię­tę wrzu­cić, ale tak serio, to czy­sta mine­ral­ka jak się jest spra­gnio­nym ma CUDOWNY smak 🙂

        • Ja wrzu­cam jed­no i dru­gie, zale­wam wrząt­kiem na noc i piję rano 🙂 Kie­dyś piłem cały dzień, ale od kie­dy mi się smak prze­sta­wił, to osu­szam 1,5 litra jesz­cze przed pój­ściem do pra­cy na 10 i w pra­cy już tyl­ko żabian­ka i kawa 🙂

  • Popie­ram i sama uwa­żam, że we wszyst­kim potrzeb­ny jest umiar. Praw­da jest taka, że kost­ka cze­ko­la­dy zje­dzo­na pod­czas złe­go dnia nas od razu nie utu­czy, ani scha­bo­wy zje­dzo­ny u bab­ci na świę­ta. Trze­ba tyl­ko znać umiar i sta­rać się jed­nak jeść zdro­wo każ­de­go dnia. Dla mnie zawsze naj­gor­sze w die­tach odchu­dza­ją­cych było to, że trze­ba jeść coś, na co aku­rat może nie ma się ocho­ty, albo co spe­cjal­nie nie sma­ku­je lub co gor­sza, coś co jest mono­ton­ne, nud­ne i bez polo­tu. Kocham goto­wać, więc każ­de przy­go­to­wy­wa­nie nud­nych, pro­stych sała­tek było dla mnie kator­gą. Do cza­su, aż posta­no­wi­łam, że sama będę two­rzyć dania opar­te na zdro­wych pro­duk­tach – głów­nie warzywach.

    • I jak efek­ty? Bo sko­ro prze­cho­dzi­łaś przez die­ty odchu­dza­ją­ce, to zrzu­ca­nie kilo­gra­mów mia­łaś na celu. Uda­je Ci się na wła­snej kuchni?

  • Jestem zda­nia, że trze­ba jeść wszyst­ko tyl­ko dużo się ruszać żeby zawsze była zacho­wa­na rów­no­wa­ga. Wia­do­mo, że nie nale­ży opy­chać się sło­dy­cza­mi czy fryt­ka­mi non-stop. Ale jeże­li co jakiś czas wrzu­ci­my na talerz coś mniej zdro­we­go, to zupeł­nie nic się nie sta­nie 🙂 Gło­dze­nie się czy trzy­ma­nie się sztyw­no usta­lo­ne­go jadło­spi­su w któ­rym prze­wa­ża­ją rze­czy na któ­re tak napraw­dę nie mamy ocho­ty to total­ny bez­sens. Prę­dzej czy póź­niej każ­de­mu taka twar­da żywie­nio­wa dys­cy­pli­na się znu­dzi i będzie lipa 🙂 ps. Kocham Mil­kę z cia­stecz­ka­mi oreo! Chy­ba lep­szej cze­ko­la­dy nie jadłam 😀

    • No wła­śnie – cały sens pole­ga na tym, żeby sobie nie odma­wiać, ale pano­wać nad jedze­niem tego, co jest nie­zdro­we czy tuczą­ce. I dla­te­go taka wiel­ka tablicz­ka cze­ko­la­dy z oreo to mój must have pod choinkę 😉

      • Wcze­śniej myśla­łam, że naj­lep­sza cze­ko­la­da na świe­cie to Mil­ka kar­me­lo­wa. Ale ta z oreo jest prze­pysz­na 😀 Tablicz­ka cze­ko­la­dy z oreo pod cho­in­ką to dobry pomysł, ale mam też coś na lato 😉 Jadłeś lody śmie­tan­ko­we z Oreo? Nie ma lepszych!!! 🙂

        • Wczo­raj aku­rat jadłem taj­skie (takie sie­ka­ne na Two­ich oczach i zwi­ja­ne w rulo­ni­ki) o sma­ku oreo z tru­skaw­ka­mi. Prze­pa­dłem. Moja die­ta tro­chę też 😉

        • Kar­me­lo­wa? Paskudz­two – zwłasz­cza dla tych, któ­rzy już prze­sta­wi­li się na zdrow­sze odży­wia­nie z pomi­nię­ciem cukru rafi­no­wa­ne­go – po krót­kim cza­sie smak się zmie­nia, co nie zna­czy, że nie da się jadać sło­dy­czy – ale muszą być już mniej słod­kie, np. w cze­ko­la­dzie dese­ro­wej, a nie mlecznej 🙂

          • To praw­da, gdy je się mniej słod­kich rze­czy wte­dy smak się zmie­nia 🙂 Ale cza­sem są dni kie­dy chce się cze­goś bar­dzo słod­kie­go i nie ma zmi­łuj, wte­dy każ­dy sma­ko­łyk jest ide­al­ny 😉 W szcze­gól­no­ści kobie­ty to rozumieją 😛

          • Ja mam awa­ryj­nie krem cze­ko­la­do­wy z dak­ty­li, mle­ka i kakao – słod­ki jest wystar­cza­ją­co, a i cze­ko­la­do­wy głód zaspokaja 🙂

  • Nigdy nie byłam na die­cie jakiejś szcze­gól­nej, bo po pro­stu lubię jeść to na co mam ocho­tę, a nie to co mi ktoś roz­pi­sał. Praw­da jest taka, że te powszech­ne zasa­dy typu naj­więk­sze śnia­da­nie i jedze­nie co 3 godzi­ny w moim przy­pad­ku mozna mię­dzy baj­ki wło­żyć, bo mam zupeł­nie odwrot­nie 😉 Pozdrawiam!

    • To też kwe­stia meta­bo­li­zmu – u mnie dziw­ne jest to, że im mniej jem, albo jem nie­re­gu­lar­nie, tym jestem więk­szy 🙂 Przez kil­ka pierw­szych dni na die­cie uło­żo­nej przez die­te­ty­ka mia­łem wra­że­nie, że cho­dzę cią­gle prze­je­dzo­ny. A waga spadała 🙂

  • Uży­wa­nie sło­wa “die­ta” w kon­tek­ście zmia­ny nawy­ków czy odchu­dza­nia ma jesz­cze jeden minus – “die­ta” jest tym­cza­so­wa, a to zna­czy, że sto­su­je się ją do jakiejś daty, wagi cia­ła, a potem wiel­ki powrót do “nor­mal­ne­go jedze­nia”. Pra­cu­ję jako psy­cho­log w pro­jek­cie pro­fi­lak­ty­ki oty­ło­ści i cukrzy­cy wśród gim­na­zja­li­stów i sami nie uży­wa­my, a naszych pacjen­tów pró­bu­je­my oduczać uży­wa­nia słów “jestem na diecie”

    • Czy­li nie kła­mię, bo piszę dokład­nie to samo 🙂
      Pod­świa­do­mie tak wła­śnie czu­łem i czu­ję nadal – do sło­wa “die­ta” przy­lgnę­ło coś, co nie koja­rzy się zbyt dobrze. Dla­te­go “zmia­na życia na lep­sze” jest jak­by mil­sza w odbio­rze. I w wytrzymaniu.

      Pierw­szy raz u mnie? Roz­gość się 🙂

  • Nie znam kobie­ty któ­ra nie byłaby/ nie jest na die­cie. Ale facet? Przy­zna­ję że to rzad­kość. Głow­nie dla­te­go że jakoś tak kul­tu­ro­wo się przy­ję­ło ze facet z brzusz­kiem piw­nym to coś normalnego,ale kobie­ta z bocz­ka­mi albo cel­lu­li­tem? FUJ! W przy­pad­ku panów to czę­sto stan zdro­wot­ny zmu­sza do przej­ścia na “die­tę” czy­li mądre­go odżywiania.
    Bar­dzo zacny począ­tek serii.

    • Widzisz, ja mam w 60% mózg kobie­cy podob­no – nawet depi­la­tor lase­ro­wy wła­śnie testu­ję na… sobie 😉
      A tak na poważ­nie – dba­nie o swój wygląd jest tro­chę trak­to­wa­ne jako nie­mę­skie, więc dopó­ki lekarz nie naka­zał, to się spra­wę ole­wa­ło. Poza tym face­ci są z natu­ry leni­wi i prze­ko­na­ni o swo­jej zaje­bi­sto­ści, a jak coś jest dosko­na­łe, to po co to popra­wiać? Na tym polu też mam kobie­cy mózg, bo ja nigdy tak nie mia­łem i nie mam nadal.
      Faj­nie i dzię­ki wiel­kie, że to czy­tasz, bo mam rzut okiem fachow­ca – jak będę bre­dzić, to zjeb mnie jak sze­re­gow­ca i naprostuj 🙂

      • Ewi­dent­nie masz kobie­cy mózg ;). Ale powiedz-nie wku­rza Cię cza­sem że inne sam­ce mają wyje­ba­ne i dobrze im ze sobą a Ty jak i resz­ta kobiet ( no i może jesz­cze garst­ka face­tów) tak się mio­ta die­ta-nie die­ta, jakieś kom­plek­sy, itp..Przejebane mamy..;)
        ps. Zaden ze mnie eks­pert! Ale chęt­nie czytam 🙂

        • Jak­bym był cał­kiem kobie­tą, to pew­nie prze­szka­dza­ło by mi bar­dziej, bo jed­nak 40% męskiej wyjeb­ki mi pozo­sta­ło 🙂 A tak na poważ­niej – to tez czę­sto kwe­stia tego, że są z kobie­tą, któ­ra nicze­go od nich nie wyma­ga. Mam taką oso­bi­stą teo­rię, że może to i face­ci zmie­nia­ją świat, ale robią to dla kobiet. Kobie­ty zresz­tą też robią to dla kobiet – chy­ba mi się temat na tekst wła­śnie rodzi 😉
          PS. Dobra, dobra – Insta­gra­ma mam i swo­je widzę i wiem 😉

    • To już znasz, ja nigdy nie byłam na diecie 🙂

  • Oho… no i tra­fi­łam na pole mino­we, bo temat odchu­dza­nia krą­ży po moim domu odkąd zaczę­łam się odchu­dzać, a raczej odkąd dra­stycz­nie schu­dłam. To tak jak­byś od kil­ku lat, codzien­nie słu­chał tej samej pio­sen­ki albo dosta­wał każ­de­go dnia na śnia­da­nie jajecz­ni­cę, czy­li do obrzydzenia 😀
    100% zga­dzam się z tym, żeby trak­to­wać bycie na die­cie, jak nie bycie na niej, bo to potra­fi napraw­dę odmóż­dżyć. Pamię­tam, gdy pod­czas któ­rejś tam die­ty usta­li­łam sobie licz­bę kalo­rii, któ­rej nie mogłam prze­kro­czyć (a była napraw­dę niska) i strasz­nie się wte­dy męczy­łam, bo już w nocy obmy­śla­łam moje menu na kolej­ny dzień, zapi­su­jąc w zeszy­cie każ­dą spo­ży­tą kalo­rię. Nie­wie­le bra­ko­wa­ło, żeby moja głu­po­ta skoń­czy­ła się poby­tem w szpi­ta­lu, bo żołą­dek odmó­wił posłu­szeń­stwa :/ Teraz po pro­stu dosto­so­wa­łam się do jedze­nia (bez obse­syj­ne­go wyli­cza­nia kalo­rii) por­cji dwóch pię­ści i jest napraw­dę okej. Sło­dy­czy też sobie nie odma­wiam 🙂 I przy­naj­mniej raz w mie­sią­cu robię sobie kil­ku­dnio­wą lecz­ni­czą gło­dów­kę, po któ­rej czu­ję się napraw­dę świetnie 🙂

    • Ja gło­dów­ki robić nie mogę, bo wte­dy meta­bo­lizm mi wariu­je – kil­ka razy wyka­za­łem się mega mądro­ścią i prze­te­sto­wa­łem bez pomy­ślun­ku 🙂 A jeśli cho­dzi o wiel­kość por­cji, to na począt­ku wyda­wa­ło mi się, że się wręcz prze­ja­dam. Ale zaufa­łem dietetyczce 🙂
      Dla mnie naj­trud­niej­sze to czę­ste jedze­nie małych por­cji – mam taką pra­cę, że trud­no się pilnować.
      No i nie­je­dze­nie sło­dy­czy – Mło­dy dostał taką mil­kę na uro­dzi­ny. Śni­ła mi się po nocach. 🙂

  • Daniel Chrzci­ciel

    Życie lep­sze, niż wcześniej.” 

    Odgry­wasz się za te pącz­ki w tłu­sty czwar­tek, nie ;)?

    Ja jestem na zdro­wej die­cie głów­nie dla­te­go, że mój facet jest na gów­nia­nej (tydzień gło­dów­ki – tydzień wpier­dzie­la­nia masła orze­cho­we­go z Nutel­lą i popi­ja­nia colą (auten­tyk) – tydzień spo­ko­ju – tydzień gło­dów­ki…), a chcę żeby jakoś się trzy­mał, więc pil­nu­ję, żeby w domu było zdro­we żar­cie. Na szczę­ście jestem zbyt leni­wy żeby goto­wać dwa róż­ne posił­ki, a też szko­da, żebym ja wpie­przał podwój­ne­go bur­ge­ra z fryt­ka­mi, a on nie. Na począt­ku tro­chę maru­dzi­łem, że jak to nie zjem całej dużej cze­ko­la­dy naraz, ale teraz jakoś mi to nie robi róż­ni­cy. Mój orga­nizm chy­ba przy­wykł, bo jak przy­pad­kiem zjem górę pla­sti­ku sma­żo­ne­go w wan­nie ole­ju to czu­ję się jak góra lodo­wa. Więc to chy­ba tro­chę uza­leż­nia. To nie jest wpraw­dzie die­ta odchu­dza­ją­ca, bo nie­ko­niecz­nie mam co odchu­dzać, ale raczej tuczą­ca też nie :D.

    I napraw­dę się cie­szę, bo praw­do­po­dob­nie sam z sie­bie odsta­wił­bym fast-foody dopie­ro, kie­dy ludzie zaczę­li­by się pytać czy jestem w ciąży.

    • Ja pier­do­lę, jak ja Ci tego zazdrosz­czę. A ja tydzień urlo­pu na nar­tach, gdzie ruchu dużo, ale żar­cia jesz­cze wię­cej – a góra­le to potra­fią nakar­mić i to wca­le nie jest #die­tyc­ne. No, może poza knaj­pą Gesslerowej.
      Potem ciąg imprez z pre­zen­ta­mi i słod­ko­ścia­mi i czte­ry kilo do przo­du na wadze w trzy tygodnie. 

      Może trze­ba było się nażreć tych pącz­ków, to bym się teraz nie rzu­cał na sło­dy­cze, jak szczer­ba­ty na suchary 🙂

    • A tak BTW – nie jestem fit świ­rem, ale rze­czy­wi­ście kie­dy żar­łem zdro­wo i tak, jak w książ­ce napi­sa­ne, to się czu­łem o nie­bo lepiej. Teraz jakaś chuj­nia z grzyb­nią mnie dopa­dła i czarnowidztwo 🙁