10 powodów dlaczego papierowa książka jest fajniejsza niż ebook

 

Dzi­siaj mamy pro­szę moich dro­gich Czy­tel­ni­czek wpis spod zna­ku “sta­ry czło­wiek i może”. Jest to wpis uka­zu­ją­cy Wam star­czą demen­cję, nie­od­wra­cal­ne zmia­ny w mózgu zwią­za­ne z wie­kiem oraz mode­lo­wy wręcz przy­kład zgrzy­bia­łej kon­ser­wy w beto­nie. To będzie wpis o tym, że nie zawsze to, co nowe jest lep­sze od tego, co sta­re. Tym pier­ni­kiem sta­rym będę mia­no­wi­cie ja oso­bi­ście.

Ostat­nio na blo­gu poja­wi­ła się moja pierw­sza recen­zja książ­ki, powsta­ła w ramach pro­jek­tu blo­go­we­go #5na1. A pro­jekt to taki, że za chwi­lę poja­wią się nastep­ne. No, a żeby napi­sać recen­zję, to trze­ba by książ­kę prze­czy­tać, praw­da? Wiem, to tro­chę prze­sta­rza­le podej­ście, bo dzi­siaj wie­le recen­zji powsta­je na pod­sta­wie innych recen­zji i zapo­zna­wa­nie się z danym dzie­łem oso­bi­ście uzna­wa­ne jest za lek­ki ana­chro­nizm, ale powiedz­my, że jestem sta­ro­świec­ki.

A co trze­ba zro­bić, żeby książ­kę prze­czy­tać? Nie­eee, nie ścią­gnąć z cho­mi­ka albo z tor­ren­tów. Książ­kę nale­ży nabyć dro­gą kup­na, bo legal­na kul­tu­ra pro­cen­tu­je – daje chleb, wikt, opie­ru­nek i #dary­lo­su jej twór­com. No i wła­śnie – tutaj się obja­wia moja zgrzy­bia­łość w całej oka­za­ło­ści, bo ja ni cho­le­ry nie mogę się prze­ko­nać do ebo­oków i czy­ta­nia z czyt­ni­ka. Ja wiem – jest to szyb­ciej, jest to taniej i jest to wygod­niej­sze obję­to­ścio­wo, ale jed­nak co papie­ro­wa książ­ka, to papie­ro­wa książ­ka, a nie jakiś tam jebuk.

 

Nie wie­rzy­cie? To popa­czaj­cie.

 

1. Papierowa książka pachnie

Nowa papie­ro­wa książ­ka pach­nie nowo­ścią. To spe­cy­ficz­ny zapach, któ­re­go nic nie pod­ro­bi – osza­ła­mia­ją­cy kok­tajl che­mi­ka­liów z far­by, opa­ko­wa­nia i same­go papie­ru. Sta­ra papie­ro­wa książ­ka pach­nie naf­ta­li­ną, kurzem, tro­chę wil­go­cią i ulot­ny­mi frag­men­ta­mi DNA wszyst­kich czy­tel­ni­ków przed Tobą. Czyt­nik pach­nie ozo­nem i cza­sa­mi spa­le­ni­zną, jak jest za dłu­go wpię­ty do łado­war­ki i się nagrze­je jak gim­bus na “50 twa­rzach Greya”. Eno, tyl­ko ja wącham książ­ki??

 

2. Papierowa książka jest miła w dotyku

Czy w twar­dej, czy w mięk­kiej okład­ce, książ­ka jakoś bar­dziej pasu­je mi do dło­ni niż pla­sti­ko­wy czyt­nik. Poza tym możesz zamknąć oczy i pozwo­lić Two­ich opusz­kom błą­dzić po okład­ce czy pozna­wać fak­tu­rę papie­ru. A w czyt­ni­ku? Szyb­ka to szyb­ka, co tu drą­żyć – okno tez moż­na pogła­skać, przy­jem­ność podob­na.

 

3. Papierowa książka jest bezpieczniejsza w wannie

I jed­no i dru­gie w wodzie zna­leźć się nie powin­no. Co praw­da aku­mu­la­tor w czyt­ni­ku wytwa­rza prąd, któ­ry zaszko­dzić może jedy­nie jakiejś strasz­nie cho­ro­wi­tej pchle, ale jeśli tak czyt­nik był­by aku­rat pod­pię­ty do łado­war­ki, to wywa­li Ci kor­ki, kie­dy zaczniesz się palić w wan­nie.

 

4. Papierowa książka nie jest na prąd

Po kata­stro­fie luk­su­so­we­go liniow­ca pasa­żer­skie­go HMS “Wreck” wylą­do­wa­łaś na bez­lud­nej wyspie jak Tom Hanks. Otwie­rasz zapuch­nię­te oczy, czoł­ga­jąc się prze­grze­bu­jesz wyrzu­co­ne na brzeg rze­czy i znaj­du­jesz ony­xa z wgra­nym “Jak prze­żyć na bez­lud­nej wyspie dla opor­nych”. Szlag tra­fił bate­rię na prze­ra­bia­nym wła­śnie w prak­ty­ce roz­dzia­le czym się pode­trzeć, kie­dy nie masz dostę­pu do sraj­ta­śmy. I co wte­dy? A papier Ci się nie roz­ła­du­je.

 

5. Papierową książkę możesz…

…w sytu­acji powy­żej nie tyl­ko poczy­tać, ale i wyko­rzy­stać jak­by bar­dziej kon­kret­nie, nie?

 

6. Papierową książką można komuś w razie konieczności przypieprzyć

Nie wie­rzy­cie? To popa­trz­cie sobie na fil­mik o takim jed­nym kole­siu, co się nazy­wa Jason Bour­ne. A teraz zamknij oczy i wyobraź sobie tę sce­nę z kin­deł­kiem w gar­ści. Krót­ka by była. Ale nie­wąt­pli­wie śmiesz­na. I zakoń­cze­nie było­by jak­by bar­dziej zaska­ku­ją­ce.

7. Papierową książką możesz zabić komara

Jesz­cze jak sie­dzi na nosie nie­lu­bia­ne­go kole­gi, to od bie­dy pocket­bo­okiem moż­na mu przy­pie­przyć (w sen­sie koma­ro­wi). Ale jak sie­dzi na ścia­nie i czai się, żeby zanu­rzyć w nas swo­ją oble­śną jajo­rur­kę i napić się naszej krwa­wi­cy, to tro­chę szko­da, bo jed­nak ścia­na tward­sza jest niź­li pla­stik.

 

8. Papierowa książka jest twardsza

Jako się rze­kło powy­żej, więc ide­al­nie się nada­je do tego, żeby ją pod­ło­żyć pod za krót­ką nogę sto­łu albo giba­ją­cy się regał. Czyt­nik w sumie tez moż­na, ale potem cięż­ko się zbie­ra te wszyst­kie szkla­ne dro­bin­ki i moż­na sobie skar­pet­ki popruć, jak się nadep­nie. Albo żeby już nie iść w takie eks­tre­ma – czy­tasz “Dotyk Cros­sa”, łapy Ci się pocą z pod­nie­ce­nia i nagle czyt­nik wyśli­zgu­je się z oble­śnie mokrych rąk i jebu­du na gle­bę. Jak bar­dzo znisz­czy się ta papie­ro­wa?

 

9. Papierowa książka pięknie wygląda na półce…

…zwłasz­cza w towa­rzy­stwie innych papie­ro­wych ksią­żek, a jesz­cze lepiej z tej samej serii. Nie powiesz mi, że taka 25 tomo­wa Encyc­lo­pe­dia Bri­tan­ni­ca nie doda­je +100 do zaje­bi­sto­ści i +50 do inte­li­gen­cji, kie­dy jako­waś nadob­na dzie­wo­ja odwie­dzi Twój skrom­ny przy­by­tek wzię­ty na kre­dyt we fran­kach.

 

10. Papierową książkę się lepiej pamięta.

Nie wiem jak Wy, ale ja pamię­tam jesz­cze co czy­ta­łem na 550 kar­tach “Ivan­hoe” w 4 kla­sie pod­sta­wów­ki, a te prze­czy­ta­ne w ebo­okach mi się po pew­nym cza­sie ze sobą mie­sza­ją. A może ja mam coś nie tak z pamię­cią, że zapi­su­ję w gło­wie nie tyl­ko to, co się dzie­je w książ­ce, ale też to, jak mi się ją czy­ta­ło, trzy­ma­ło czy wącha­ło. Eno, tyl­ko ja wącham książ­ki??

 

Takich punk­tów jest wię­cej, ale i tak już pew­nie kiwa­cie z poli­to­wa­niem gło­wą nad sta­rym pier­dzie­lem.

A może jed­nak nie? Co woli­cie – papier czy ebo­ok?

 


About Jacek eM

view all posts

Mąż, ojciec i projektant wnętrz. Fotograf-amator i wannabe bloger. Właściciel niewyparzonego jęzora i poczucia humoru w stylu noir. No i na wieczystej diecie...

  • Adam Trza­skie­wicz

    Uwiel­biam ebo­oki ze wzglę­du na ogrom­ną wygo­dę, ACZKOLWIEK wiem o tym, że książ­ka papie­ro­wa nie może się rów­nać z takim ebo­okiem kom­plet­nie. Uczu­cia dotknię­cia papie­ru, zapa­chu nowej książ­ki nic nie może zastą­pić [tu był ordy­nar­ny link do jakiś aku­mu­la­to­rów, poza tym jest dżi 😉 – przyp. redak­cji]

    • Ja mam wra­że­nie, że ksiąz­ki czy­ta­ne w e-booku jakoś ze mnie spły­wa­ją po pro­stu, potem cięż­ko mi sobie je przy­po­mnieć. Z papie­rem tak nie mam.

  • Anna Rosiń­ska

    Zde­cy­do­wa­nie PAPIER <3

  • Ja, biblio­te­karz jestem wier­na tra­dy­cyj­nym wyda­niom. 😉 Choć ostat­nio coraz czę­ściej się­gam po e-booki, bo tro­chę mniej miej­sca zaj­mu­ją w toreb­ce. 😉
    Jed­nak pra­ca w biblio­te­ce oduczy­ła mnie wącha­nia ksią­żek… 😛 😀

  • Nie wącham ksią­żek 🙂
    Dobrze pra­wisz o tej wan­nie – uto­pi­łam kie­dyś przy­pad­kiem komór­kę – chwi­la nie­uwa­gi.
    E-booki uwiel­biam. Czy­tam je namięt­nie noca­mi, nie roz­sta­ję się z czyt­ni­kiem, waka­cje tyl­ko na prąd. E-książ­ki czy­tam też znacz­nie szyb­ciej. Ale! Nigdy nie wra­cam do e-booka, a do papie­ru owszem.

    • Ano wła­śnie – mam wra­że­nie, że e-booki to tak się czy­ta na zasa­dzie “zalicz, zapo­mnij”, a do tych papie­ro­wych się wra­ca po cza­sie.

      • I tu się z Tobą nie zgo­dzę. Moim zda­niem e-booki czy­ta się szyb­ciej, bo moż­na dosto­so­wać usta­wie­nia pod sie­bie. Jeśli do książ­ki chcę kie­dyś wró­cić (i przy oka­zji posta­wić ją na półecz­ce, żeby ład­nie wyglą­da­ła), to kupu­ję egzem­plarz papie­ro­wy 🙂 Nie czy­tam jed­nak na zasa­dzie “zalicz, zapo­mnij’ i nie do każ­dej papie­ro­wej wra­cam.

        • Muszę w takim razie się na e-booki prze­rzu­cić, bo na razie nie mam za bar­dzo porów­na­nia 🙂

  • Jestem zde­cy­do­wa­ną zwo­len­nicz­ką ebo­oków 🙂 Nie roz­sta­ję się z czyt­ni­kiem 😀

  • Książ­ka papie­ro­wa to jest to! Ja też wącham książ­ki. Szko­da, że moje rega­ły nie są z gumy żeby mogło ich się wię­cej zmie­ścić 😀

    • Masz wymia­nę książ­ko­wą, któ­ra wła­snie trwa – wymie­niasz gru­be na cien­kie i jakoś to się uda 🙂

  • Dobrze pra­wisz, na bez­lud­nej wyspie bez książ­ki ani rusz!

  • Artur Bara­now­ski

    Korzy­stam z czyt­ni­ka i uwa­żam, że dało­by się stwo­rzyć podob­ną listę dla nich. No, ale każ­de roz­wią­za­nie ma swo­je zale­ty i wady. Kie­dy czy­tam e-booka, to nie muszę w nocy świe­cić lamp­ki i prze­szka­dzać we śnie Mojej Jedy­nej.

    • Pew­nie tak, ale ja jestem sta­rej daty i do papie­ru mam sen­ty­ment 🙂

      • Artur Bara­now­ski

        Oj, ja też pod­lot­kiem nie jestem. Sen­ty­ment to jed­no, a prak­tycz­ność to dru­gie. I pierw­sze nie wyklu­cza dru­gie­go. Ja czy­tam kla­sycz­nie i elek­tro­nicz­nie.

        • Mnie jakoś elek­tro­nicz­nie nie wcho­dzi…

          • Artur Bara­now­ski

            No całe szczę­ście, że jesz­cze nie ma obo­wiąz­ku czy­ta­nia z e-booka… 😉

  • zga­dzam się cał­ko­wi­cie. w papie­ro­wych książ­kach zaklę­te jest coś ponad­cza­so­we­go…

  • Jestem taką roman­tycz­ną duszą, a może jestem zacofana,ale kocham czy­tać druk. Tak samo jest z kalen­da­rzem – niby mam w tele­fo­nie i na kom­pie, ale muszę mieć na czym zapi­sy­wać swo­je mysli 🙂

    • To chy­ba kwe­stia tego, że masz rzut okiem na całość – ja też wolę mieć poza­pi­sy­wa­ne waż­ne rze­czy, cho­ciaż oczy­wi­ście bez prą­do­we­go kalen­da­rza w inter­ne­tach nie dzia­łam 🙂

      • Może i tak jest 😀 a może to mi daje poczu­cie bez­pie­czeń­stwa, że ogar­niam to co w moich rekach ?:)

  • Żaden punkt mnie nie prze­ko­nu­je, wyda­ją się wymy­ślo­ne na siłę 😀 A już ten, ze papie­ro­wa książ­ka jest tward­sza? Szcze­gól­nie ta w mięk­kiej okład­ce 😀 Papie­ro­wą książ­kę lepiej się zapa­mię­tu­je? Skąd ten wnio­sek? No ja wiem, to mia­ło być w lek­ko prze­śmiew­czym tonie (mam nadzie­ję), ale jakoś tak nie uję­ło mnie 😉

  • Pingback: PRZECZYTAJ & PODAJ DALEJ VOL. 2 - dizajnuch.pl - blog faceta...dizajnuch.pl – blog faceta…()

  • Pingback: Zbił mi się telefon! Jak żyć bez telefonu? - dizajnuch.pl - blog faceta...dizajnuch.pl – blog faceta…()

  • Nie jestem prze­ko­na­na żad­nym punk­tem 😛

    • Nawet pią­tecz­ką?? Ty hard­ko­rze 🙂

      • LOL, w sumie to nie.
        Jak byłam w Azji miesz­ka­łam u ludzi, któ­rzy nie uży­wa­li papie­ru tyl­ko wody – na spo­sób azja­tyc­ki.
        Po jakimś cza­sie musia­łam przy­znać, że nie jest to głu­pi pomysł…

        • Nie­dłu­go prze­ko­nam się sam, co lep­sze 😉

          • To musiał­byś tro­chę z kimś pomiesz­kać, bo w kon­tek­ście pod­ró­zni­czym to czło­wiek się przy­zwy­cza­ja do tego, że ma w kie­sze­ni jakiś papier czy chu­s­tecz­ki na wszel­ki wypa­dek 😀
            Zazdrosz­czę wyjaz­du 🙂

            • Butel­ka wody tez będzie w takim razie w dru­giej kie­sze­ni 🙂
              Noo, ja Tobie też. Nie­jed­ne­go 🙂

  • Aku­rat zabi­ja­nie koma­ra opa­słym tomi­skiem wca­le nie jest takie łatwe. Poza tym nie zgo­dzę się z ostat­nim punk­tem – zapa­mię­ta­na książ­ka to ta prze­czy­ta­na z uwa­gą. Inna spra­wa, że na czyt­ni­ków uwa­gę trud­niej sku­pić…

    • Oj, wystar­czy odpo­wied­nio “pła­sko” rzu­cić – kwe­stia wpra­wy. U mnie w rodzin­nych stro­nach koma­ry były takie wiel­kie i wred­ne, że pory­wa­ły dzie­ci, więc trze­ba było opra­co­wać odpo­wied­nie spo­so­by, żeby się bro­nić 🙂
      Z czyt­ni­kiem są chy­ba tutaj dwie kwe­stie – po pierw­sze od czyt­ni­ka łatwiej się imho ode­rwać, niż od papie­ru. A po dru­gie – jak ktoś czy­ta książ­kę, to mu się nie prze­szka­dza, a kie­dy ktoś sie­dzi przed ekra­ni­kiem (a z pew­nej odle­gło­ści nie roz­róż­niasz co to), to pew­nie nie robi nic mądre­go i moż­na go zacze­pić.

  • Snif­fo­nia

    W stu pro­cen­tach się zga­dzam. Może i e-booki są łatwiej­sze w trans­por­cie, ale w prze­ci­wień­stwie do papie­ro­we­go wyda­nia, nie są wiecz­ne. Sam wolę czy­tać papier­ki. Nic nie zastą­pi sze­le­stu prze­wra­ca­nych kar­tek i zapa­chu nowo kupio­nej książ­ki. Pozdra­wiam!

  • Nic dodać nic ująć – chy­ba też jestem zgrzy­bia­łą kon­ser­wą w beto­nie, bo dla mnie papie­ro­wa książ­ka rów­nież wygry­wa;)

  • Hehe­he… Ujął mnie punkt 6 🙂

    • Co nie? Niby oczy­wi­ste zasto­so­wa­nie książ­ki, ale jak­że zaska­ku­ją­ce 🙂

  • Z tym ostat­nim zgo­dzę się bez dwóch zdań! Papie­ro­wą książ­kę zde­cy­do­wa­nie lepiej i dłu­żej się pamię­ta. Nie mam poję­cia czym jest to uwa­run­ko­wa­ne, zapew­ne w dużej mie­rze wpły­wa na to bycie wzro­kow­cem “pamię­tam, że to było w 13 książ­ki, po pra­wej stro­nie, w dru­gim aka­pi­cie. taki cytat!”
    Pod­su­ną­łeś mi świet­ny pomysł na wpis 🙂

    • Coś w tym jest – w 30 sekund znaj­dę miej­sce, gdzie skoń­czy­łem czy­tać. I nie uży­wam zakła­dek 🙂
      Pro­szę bar­dzo – prze­lew, gotów­ka czy w bar­te­rze? 😉

  • Do mnie prze­ma­wia przede wszyst­kim ten punkt że książ­ka na pół­ce ład­nie wyglą­da – bo jestem zażar­tym kolek­cjo­ne­rem kla­sy­ków lite­ra­tu­ry :))) I pomi­mo że nie mam nic prze­ciw­ko elek­tro­nicz­nym książ­kom, to zde­cy­do­wa­nie wolę papie­ro­we.

    • Hihi, no ten argu­ment cięż­ko prze­bić. Ale z dru­giej stro­ny wyobraź sobie zamiast 20-tomo­wej ency­klo­pe­dii na pół­ce 20 kin­dli rów­niut­ko usta­wio­nych. Eee, tez by chy­ba wyglą­da­ły gorzej 🙂

      • Tyl­ko kto w XXI wie­ku trzy­ma w domu ency­klo­pe­dię? A 20 tomów ency­klo­pe­dii moż­na trzy­mać na jed­nym kin­dlu. Tak­że – każ­de roz­wią­za­nie ma swo­je dobre stro­ny 🙂

  • Wiesz co ?! Table­tem, zwłasz­cza tym 10 calo­wym tez moż­na zdro­wo przy­pie­przyć 😛

  • Ja, jako miło­śnicz­ka lite­ra­tu­ry i absol­went­ka polo­ni­sty­ki, zde­cy­do­wa­nie wybie­ram tra­dy­cyj­ne, papie­ro­we książ­ki. Cho­ciaż pew­nie w dłuż­szej podró­ży, gdzie chce­my wię­cej poczy­tać, lepiej spraw­dzi się czyt­nik – w koń­cu cała biblio­tecz­ka w jed­nym miej­scu. Ale to tyl­ko roz­wią­za­nie awa­ryj­ne! Bo tak to wybie­ram książ­ki tra­dy­cyj­ne.

    • Mnie czy­ta­nie na czyt­ni­ku nie potra­fi tak wcią­gnąć – bywa­ło kil­ka razy tak, że zaczy­na­łem coś na czyt­ni­ku i nie mogłem skoń­czyć, a kie­dy dorwa­łem papier, to było zupeł­nie ina­czej i książ­ka mi się podo­ba­ła. Może jestem uza­leż­nio­ny od zapa­chu celu­lo­zy? 😉

    • Ja uwiel­biam papie­ro­we książ­ki, ale ze wzglę­du na brak miej­sca na ich eks­po­no­wa­nie wybie­ram ebo­oki. No i bły­ska­wicz­nie są u mnie jak już muszę teraz natych­miast coś prze­czy­tać 😛

      • A nie masz wra­że­nia, że czy­ta­nie e-booków jest jak­by bar­dziej zada­nio­we – wła­śnie tak, jak napi­sa­łaś, musisz prze­czy­tać, więc czy­tasz od razu. A książ­ka papie­ro­wa to jakiś taki więk­szy relaks i przy­jem­ność (no, chy­ba że się czy­ta Bon­dę z naszej ostat­niej recen­zji 🙂

        • wiesz, ja jestem dziw­na bo mnie czy­ta­nie ogól­nie pochła­nia- potra­fię nie robić nic tyl­ko czy­tać 2–3 dni aż skoń­czę książ­kę- tak było z After-1200str. w 3 dni :

  • Pingback: Podsumowanie miesiąca: kwiecień 2016 - SOCJOPATKA.PL()

  • Czyt­nik, zde­cy­do­wa­nie. Czy­tam szyb­ko i duzo, miej­sca by mi nie star­czy­lo na papier. Poza tym dbam o drzew­ka;)

    • Niedź­wi­ga­nie (jest takie sło­wo?) to jedy­ny argu­ment, któ­ry mój star­czy umysł akcep­tu­je 😉

      • Ja się kie­dyś prze­pro­wa­dza­łam, mając iluś­to­mo­wą ency­klo­pe­dię Gaze­ty Wybor­czej (z któ­rej pra­wie nie korzy­sta­łam, bo Wiki­pe­dia jest wygod­niej­sza – GW przy­da­wa­ła mi się tyl­ko do prac lice­al­nych, bo brzmia­ła lepiej w biblio­gra­fii).

        Ency­klo­pe­dię zabrał ode mnie kole­ga. Do sie­bie.

        • Wstyd się przy­znać, ale moja dwu­dzie­sto­pię­cio­to­mo­wa Bri­tan­ni­ca peł­ni tyl­ko funk­cję deko­ra­cyj­ną. A w zasa­dzie peł­ni­ła, bo wylą­do­wa­ła w zamy­ka­ne szaf­ce po remon­cie.
          Ale słow­ni­ki i ency­klo­pe­die to książ­ki spe­cy­ficz­ne – tutaj rze­czy­wi­ście z elek­tro­nicz­ny­mi prze­gry­wa­ją bez dwóch zdań.

          • O! Tu się zgo­dzę, ency­klo­pe­die peł­nią już rolę deko­ra­cji i zbie­ra­czy kurzu,( jeśli nie są zamknię­te) Z elek­tro­ni­ką prze­gra­ły z kre­te­sem. Sama nie wiem co zro­bić ze swoimi.Chyba oddam na maku­la­tu­rę.

            • No wiesz?!? Ency­klo­pe­dię na maku­la­tu­rę?? Nie przy­stoi 🙂 Wspo­móż jakąś biblio­te­kę może 🙂

              • No tak mi się też wyda­wa­ło, że to pro­fa­na­cja może być. 🙂 Zapy­tam w biblio­te­ce, choć wąt­pię, czy będą chcie­li ency­klo­pe­die. 🙂

  • the­rion

    To tak panie ze wszyst­kim jest. Kuniem panie to pole zaorasz i ciun­gni­kiem tyż zaorasz, ale ciun­gni­ka cukrem nie nakar­misz, na oklep przez las nie hyc­niesz, przed babą cię ciun­gnik nie ostrze­że…

    A praw­da panie jest taka, że i to, i to dobre. Tyl­ko inne. Książ­ka ma swo­ją duszę, a jebuk swo­je uty­li­tar­ne war­to­ści. Jak dzie­ci usy­piam, to mogę sobie do ich poko­ju wziąć jebu­ka i czyt­nąć, a ksiunż­ki nie wyzme, bo do niej jakiś by pan nie był bat­man, to bez świa­tła nie czyt­niesz i takie tam. Dzień dobry gospo­da­rzu.

    • Nu, a kuniem to moż­na tyż w sza­chy grać, a to panie gra kró­lew­ska ponoć…
      No i w sakwie mniej do nosze­nia jest, jak się czło­wiek we świat wypu­ści…

      Powi­tać, powi­tać – gość w dom, flasz­ka na stół.

      • the­rion

        W sza­chy lubię. Do tego stop­nia, że jak prze­czy­ta­łem w poście o tequ­ili, że jak masz pan w Lesie Vegas na mał­żeń­skim łożu kobi­tę chęt­ną i odzie­żo­wo nie­kom­plet­ną, to z nią w sza­chy nie grasz, to sobie pomy­śla­łem “Co on pie­przy? A co to szko­dzi w prze­rwie mię­dzy akta­mi trza­snąć par­tyj­kę?”. Dobry – widać pan, że jesteś nie­mo­żeb­nie ele­ganc­ki i oby­cie na wsi posia­dasz nale­ży­te. Nie że “Powi­tać, pan zacho­dzi, może kawy?” i inne wiel­ko­pań­skie dur­no­ty.

        • Kawy to u mnie robi taki samo­bież­ny eks­pres – pod­cho­dzisz pan, guzik naci­skasz i ciur­ka kawa, albo z mle­kiem, albo bez. To co ja będę maszy­nę wyrę­czał, nie? Odwrot­nie to powin­no być.

          Oj wie­cie Panie, pomię­dzy to i by moż­na, ale tu mia­ło być ZAMIAST. Albo w trak­cie. Łączyć nie nada…
          Polać na powi­ta­nie?

  • Zde­cy­do­wa­nie wybie­ram papier. Kocham książ­ki, a w szcze­gól­no­ści te moje, któ­re kupi­łam. Mogła­bym je wąchać i doty­kać bez ustan­ku, serio 😀 Cie­szę się jak dziec­ko, któ­re dosta­je całą tor­bę sło­dy­czy!

    • Bo papie­ro­we książ­ki mają duszę chy­ba, takie coś, cze­go elek­tro­ni­ka nie ma. Jak to wytłu­ma­czyć? Nie wiem 🙂

  • Czyt­ni­kiem drzwi nie pode­prę, to fakt, ale z dru­giej stro­ny kurz z czyt­ni­ka szyb­ciej zetrę niż w wszyst­kich knig w domu, a z jed­nym aler­gi­kiem na miesz­ka­niu, to tro­chę robi. No i czy­ta­nie w wan­nie z papie­rem, o ile nie jest poży­czo­ny, jest jakieś mniej stre­su­ją­ce. Ba! nawet pod prysz­nic moż­na papie­ro­wą książ­kę wziąć, acz nie­któ­rzy uzna­li­by to za hre­zję. Co mnie jed­nak zaczy­na nur­to­wać, to czy tyl­ko mnie zapach ksią­żek czę­ściej prze­szka­dza niż się podo­ba? o.O

    • Nie wiem, czy tyl­ko Tobie, ale ja oso­bi­ście mam wręcz prze­ciw­nie 🙂
      Myślę, że mi naj­bar­dziej prze­szka­dza, że czy­ta­nie książ­ki z czyt­ni­ka nie spra­wia mi takiej przy­jem­no­ści, jak czy­ta­nie papie­ro­wej. Jakoś tak emo­cji mniej wzbu­dza i sam nie wiem, dla­cze­go. Może powi­nie­nem sobie wrzu­cić “Pisiont twa­rzy Greya”? 😉

  • Książ­ki kocha­łam i kocham miło­ścią dzi­ką do tego stop­nia, że aż dziw bie­rze, że się papier jesz­cze od tego miło­sne­go gorą­ca nie sfaj­czył. I tak, wącham książ­ki. Taka ze mnie nar­ko­man­ka – #team_książkowe_ćpuny 🙂

    Za czyt­ni­kiem w moim przy­pad­ku prze­ma­wia na plus fakt, że na wyjazd też lubię sobie lek­tu­rę zabrać, a że bagaż naj­czę­ściej tacham na grze­bie­cie to chcę by był jak naj­mniej­szy i naj­lżej­szy (nigdy mi nie wycho­dzi), no i na papier zawsze bra­ko­wa­ło miej­sca. A czyt­ni­czek bach do ple­ca­ka, toreb­ki i mam pod ręką. 🙂

    • Ja do tego teamu się dopi­su­ję 🙂

      Ja się jakoś nie mogę prze­ko­nać do czyt­ni­ka i dosko­na­le wiem, że mam po pro­stu na tym punk­cie w gło­wie trwa­łe i nie­od­wra­cal­ne zmia­ny. Doce­niam pier­dy­liard zalet ebo­oka w maszyn­ce, ale nie czy­ta mi się tego tak, jak papie­ru. No nie i już 🙂 Chy­ba, że to kwe­stia czyt­ni­ka, ale aku­rat nie mam za dużo mate­ria­łu do porów­nań. W sumie to wca­le nie mam 🙂

  • 11. Książ­kę wymie­nisz na dar­mo­wą kawę ! <3
    Tyl­ko i jedy­nie papie­ro­wa! Tak- też jestem Beto­nem 😀

  • Oczy­wi­ście że wącham, oczy­wi­ście że doty­kam, oczy­wi­ście że zachwy­cam się wido­kiem na pół­ce, oczy­wi­ście jestem sta­ro­świec­kim pier­ni­kiem 😉 Kie­dy chcę coś zapi­sać na kart­ce, pod­kła­dam pod nią książ­kę, zmię­ty papier pro­stu­ję w gru­bej książ­ce, liście jesie­nią suszę w książ­ce, cza­sa­mi sia­dam na książ­ce, bo na gołym beto­nie nie­zdro­wo 🙂 – to takie dodat­ko­we zasto­so­wa­nia. 🙂 Książ­kę zawsze mam w toreb­ce, więc zasto­so­so­wań może być wie­cej, wszyst­ko zale­ży od pomy­sło­wo­ści. No i oczy­wi­ście czy­tam, choć ostat­nio zbyt mało. Elek­tro­nicz­nie czy­tam tyl­ko blo­gi, bo nie znam żad­ne­go papie­ro­we­go. 😉 Ps. “Sąsie­dzi” – uwiel­bia­łam. 😀

    • O widzisz, muszę uzu­peł­nić listę 🙂
      Mia­łem wrzu­cić “Kre­ci­ka”, ale jakoś “Sąsie­dzi” to jak­by bar­dziej moja bran­ża 🙂

      • Zawsze mnie powa­la­ła nie­po­rad­na zarad­ność Sąsia­dów. 😀 A Kre­ci­ka też lubi­łam. 🙂

        • Mam w pla­nach wpis o baj­kach sta­rych, ale jarych przy oka­zji Dzie­cior­ków, ale trzy­mam go na czas nie­mo­cy twór­czej 😉

  • Tym tek­stem pod­pi­sa­łeś wyrok śmier­ci na moim czyt­ni­ku. Idę go uto­pić. Tyl­ko naj­pierw nabi­ję go na pal.

    • Zacho­waj na czar­ną godzi­nę – może Ci się kie­dyś sto­lik roz­chy­bo­cze?

  • Nie tyl­ko Ty wąchasz książ­ki. Zga­dzam się każ­dym punk­tem!!! No, ale ja jestem mania­kiem książ­ko­wym (na blo­gu czę­sto piszę o książ­kach 😉 ).

    • Ooo, to zaj­rzę 🙂
      W 8 kla­sie się prze­pro­wa­dza­li­śmy i księ­go­zbiór moje­go ojca ważył wte­dy jakieś 2 tony, więc ja też książ­ki kocham gene­tycz­nie wręcz 😉