To przeze mnie PiS wygrał! Przepraszam…

 

Wczo­raj były wybo­ry. Takie cyklicz­ne świę­to ludzi, któ­ry na codzień sie­dzą w takim śmiesz­nym okrą­głym dom­ku i nic nie robiąc zara­bia­ją kupę sia­na. OK, no dobra – co jakiś czas wci­sną guzi­czek TAK, Kur­wa! albo NI Chu­ja! Co jakiś czas przy­sną sobie w tym dom­ku na takich nie­wy­god­nych ław­kach, albo pona­gry­wa­ją się ukry­ty­mi kame­ra­mi, a potem wystę­pu­ją w tele­wi­zji i się głu­pio tłu­ma­czą, że aku­rat mie­li zło­śli­wą odmia­nę pata­goń­ską kiły wędrow­nicz­ki i od tego bre­dzi­li, mie­li mient­kie nogi i ustać pro­sto nie mogli. A prze­cież mógł­by w tym cza­sie lecieć w tele­wi­zji dodat­ko­wy odci­nek “M jak miłość” albo coś rów­nie poży­tecz­ne­go.

Ci ludzie to poli­ty­cy – gru­pa spo­łecz­na, do któ­rej mój sza­cu­nek oscy­lu­je gdzieś w oko­li­cach tego, w co dzi­siaj wdep­ną­łem spa­ce­ru­jąc po pięk­nym jesien­nym par­ku.

20151025_112240

Zdję­cie tego, w co wdep­ną­łem nie wyszło zbyt ostro, więc daje kiep­ski zamien­nik…

 

Nie mam zamia­ru pisać o moich poglą­dach poli­tycz­nych, bo powsta­ła­by prze­dziw­na mie­szan­ka anar­chii z auto­ry­ta­ry­zmem. Nie jest to w tej chwi­li istot­ne, bo i tak nie mam swo­je­go ugru­po­wa­nia poli­tycz­ne­go ani tym bar­dziej lide­ra. Istot­ne jest to, że co jakiś czas my, naród, więk­szość, decy­du­je­my o tym, kto będzie sobie w tym okrą­głym dom­ku sie­dział i kaso­wał hajs za nic­nie­ro­bie­nie.

Wybór jak zwy­kle był jak pomię­dzy try­prem a rze­żącz­ką. Róż­ni­ca jest tyl­ko taka, że albo zaje­bi­ście swę­dzi, albo będzie kurew­sko pie­kło. Pie­kło zresz­tą nam nie gro­zi, bo wygra­ła for­ma­cja, któ­ra wodę świę­co­ną będzie butel­ko­wać albo puści w kra­nach, a na meda­li­ki wpro­wa­dzi abo­na­ment. I na pew­no będzie lepiej ścią­gal­ny, niż ten na tele­wi­zor publicz­ny.

 

Ale tak naprawdę nic się nie zmieni.

Przy kory­cie wła­ści­wie zosta­li ci sami, z drob­ny­mi tyl­ko korek­ta­mi. Jedy­nie pozo­sta­ło­ści po PZPR po raz pierw­szy od 25 lat prze­sta­ły się zacho­wy­wać jak mie­szan­ka gów­na i sty­ro­pia­nu* i wresz­cie dały się spu­ścić w kiblu. Co mądrzej­si prze­wi­dzie­li to i ewa­ku­owa­li się na inne kart­ki do gło­so­wa­nia, więc w zasa­dzie będzie­my oglą­dać dalej te same gęby. Nie­ste­ty.

Obo­jęt­nie kto wygrał, ja i tak muszę rano wstać, wypić na czczo wodę z cytry­ną, bo tak mi każe die­te­tycz­ka, zjeść śnia­da­nie wg jadło­spi­su, któ­ry przy­go­to­wa­ła mi die­te­tycz­ka, potem zebrać chło­pa­ków do szko­ły i peć­ko­la, a następ­nie sie­bie do pra­cy. A wcze­śniej muszę sobie przy­go­to­wać coś do żar­cia na resz­tę dnia, bo die­te­tycz­ka każe mi jeść pięć razy dzien­nie. I zno­wu będą kor­ki, zno­wu rano będę nie­przy­tom­ny aż do wypi­cia kawy, a waga będzie spa­dać tak samo opor­nie, jak do tej pory.

PiS, PO czy Cookies – jaka to róż­ni­ca? Obsta­wiam, że dla więk­szo­ści żad­na kon­kret­na. Nie wpro­wa­dzą godzi­ny poli­cyj­nej ani nie wypo­wie­dzą woj­ny Matecz­ce Wszech­ro­sji. Nie zaczną kamie­no­wać cudzo­łoż­nic ani kastro­wać gejów. Podat­ków też nie obni­żą, a płac nie pod­nio­są. A już na pew­no nie wszyst­kim. A jed­nak…

 

A jednak idą mroczne czasy.

Już poja­wia­ją się memy z samo­lo­ta­mi kie­ru­nek Modlin-Zachód, papie­żem, ciem­no­gro­dem czy brzo­za­mi i nie wie­dzieć cze­mu – z Kwa­śniew­skim. Na fej­sie peł­no gło­sów oba­wy przed tym, że zabro­nią pić kawę lat­te z sojo­wym mle­kiem, a w nowiut­kich SUVach trze­ba będzie powie­sić krzy­żyk albo zamon­to­wać w widocz­nym miej­scu meda­lik ze św. Krzysz­to­fem. Sta­tu­sy aż pęka­ją od list obiet­nic wybor­czych zło­żo­nych przed wybo­ra­mi i od śmier­tel­nych gróźb, że od dzi­siaj będzie­my PiS roz­li­czać i patrzeć im na ręce. Co chwi­lę czy­tam o tym, że może jesz­cze nie teraz, ale za dwa­dzie­ścia lat będzie­my jeść chle­bem sma­ro­wa­ny gów­nem, bo pań­stwo tonie jak taj­ta­nik z boskim Leo na pokła­dzie. A może po pro­stu mój feed wyrzu­ca tyl­ko takie gło­sy, bo zwo­len­ni­ków PiSu raczej nie oglą­dam. Zwo­len­ni­ków PO raczej też nie. Tak czy siak, zewsząd sły­chać, że sta­ło się źle i że to tra­ge­dia.

 

I to moja wina…

Przy­znam się do wszyst­kie­go. Posze­dłem speł­nić swój oby­wa­tel­ski obo­wią­zek, jak to oby­wa­tel­ski obo­wią­zek naka­zu­je. Pobra­łem ksią­żecz­kę do gło­so­wa­nia oraz kart­kę dru­gą w kolo­rze świe­żej ury­ny i potu­pa­łem do szkol­nej ław­ki z kar­to­no­wą ścian­ką, któ­ra odgra­dza­ła mnie do pani tam już sie­dzą­cej. Któ­ra to pani sta­no­wi­ła jaw­ny dowód na to, że geron­to­lo­gia i geria­tria w tym kra­ju ma się dobrze i śred­nia życia bar­dzo się wydłu­ża. Babin­ka sapa­ła i świsz­cza­ła tak moc­no, że aż się w sali gim­na­stycz­nej robił prze­ciąg. Jak się za chwi­lę oka­za­ło, nie tyl­ko z wen­ty­la­cją mia­ła pro­ble­my. RAM jej też sia­dał, bo zapo­mnia­ła oku­la­rów i nie widzia­ła za bar­dzo lite­rek. Ale mnie dostrze­gła.

- Syn­ku, a ty dobrze widzisz?

Hmm. Opo­wieść o tym, jak kie­dyś wywi­ną­łem się komi­sji woj­sko­wej po skre­śle­niu z listy stu­den­tów pew­nie kie­dyś się na blo­gu poja­wi. Na wadę wzro­ku wła­śnie, bo śle­py jestem pra­wie jak Dare­de­vil. Info dla gim­ba­zy – kie­dy ja koń­czy­łem liceum, to wszyst­kich chło­pa­ków, któ­rzy nie szli póź­niej na stu­dia powo­ły­wa­li do woja obo­wiąz­ko­wo na rok. Tych, któ­rzy mie­li kło­po­ty z cią­gło­ścią tych­że stu­diów takoż.

– Daję radę, pro­szę bab­ci.
– Zosta­wi­łam w domu oku­la­ry do czy­ta­nia, mógł­byś mi syn­ku pomóc zagło­so­wać?

Oho, jesz­cze nie zwy­cię­ży­li, a już pro­wo­ka­cje?

– A co mam zro­bić, pro­szę bab­ci?
– A pokaż no mi syn­ku, na któ­rej stro­nie jest Pra­wo i Spra­wie­dli­wość.
– O tu, pro­szę bab­ci.
– A pokaż no mi syn­ku, w któ­rym miej­scu na kart­ce jest taki i taki?
– O tu, pro­szę bab­ci.
– I tu mam syn­ku posta­wić krzy­żyk?

Kur­wa. Jak powiem, że tak, to zła­mię ciszę wybor­czą agi­tu­jąc. Jak powiem, że nie, to zła­mię ciszę wybor­czą agi­tu­jąc. A jak zła­mię ciszę wybor­czą, to dosta­nę grzyw­nę od 20zł do 5K. I będę w TVN, albo co gor­sza w Trwam leciał na pasku na dole ekra­nu. Co robić??

– No jak bab­cia, pro­szę bab­ci, chce zagło­so­wać na tego kan­dy­da­ta, to tu trze­ba posta­wić krzy­żyk, w tej krat­ce. A jak na inne­go, to w innej krat­ce.
– To ja chcę na tego a tego. Dzię­ku­ję syn­ku.

I zagło­so­wa­ła na PiS.

Prze­pra­szam.

 

* – to nie­ste­ty nie moje­go autor­stwa porów­na­nie, ale boskich make life har­der, dzię­ki Bar­tek za pole­ce­nie

 


About Jacek eM

view all posts

Mąż, ojciec i projektant wnętrz. Fotograf-amator i wannabe bloger. Właściciel niewyparzonego jęzora i poczucia humoru w stylu noir. No i na wieczystej diecie...