(nowoczesne) małżeństwo i dzieci to nie jest bułka z masłem…

 

Dzi­siej­szy tekst powstał pod wpły­wem. Nie, spo­koj­nie, nie eks­pe­ry­men­tu­ję jak Wit­ka­cy z używ­ka­mi, ale prze­czy­ta­łem trzy rze­czy, trzy tek­sty, któ­re jakoś mi się tak w gło­wie skle­iły i dla­te­go piszę ten (choć wła­ści­wie tekst Jan­ka mnie zmu­sił do napi­sa­nia, pozo­sta­łe jakoś mi prze­szły bokiem i spe­cjal­nie nie wzru­szy­ły). W sumie to mia­łem to olać, bo nie lubię gów­no­burz, a tu mi taką śmier­dzi. Bo tym razem będzie w tema­cie, na któ­rym się znam, któ­ry prze­ży­łem, prze­ży­wam i z któ­rym cza­sa­mi mam pro­blem. Bo jestem ojcem i mężem już na tyle dłu­go, żebym mógł z WŁASNEGO doświad­cze­nia pew­ne tema­ty sko­men­to­wać. Choć miej­sca­mi poja­wią się też doświad­cze­nia innych, ale zawsze są to infor­ma­cje z pierw­szej ręki – od moich zna­jo­mych OBU płci.

Te trzy tek­sty to:

- arty­kuł nie­ja­kie­go Alek­san­dra Mosz­kie­to­wi­cza w takim pudel­ku dla mam, matek i matron, czy­li Mama­du;

- mate­riał z blo­ga StayFly.pl, któ­re­go czy­tam namięt­nie pomi­mo (cza­sa­mi) zauwa­żal­nej tzw. róż­ni­cy poko­leń;

- opo­wia­da­nie “Dzie­cio­mar­ket” autor­stwa Micha­ła Sto­naw­skie­go, na któ­re tra­fi­łem zupeł­nym przy­pad­kiem.

Pisać mogę to, co napi­szę we względ­nym kom­for­cie, bo nie­wie­le osób mnie czy­ta, więc hejt mnie omi­nie. Ale, jeśli naj­dzie Cie ocho­ta na komen­tarz, to prze­czy­taj naj­pierw wszyst­kie powyż­sze tek­sty, zwłasz­cza ostat­nie opo­wia­da­nie. Nie odno­si się ono bez­po­śred­nio do dwóch pierw­szych mate­ria­łów – ot, przy­pa­dek, że prze­czy­ta­łem to mnie wię­cej w tym samy okre­sie i w mojej wła­snej, oso­bi­stej gło­wie nastą­pi­ło sko­ja­rze­nie. W Two­jej nie musi. Ready?

Przede wszyst­kim, co to zna­czy “nowo­cze­sny model rodzi­ny”? Czy to taki, w któ­rym obo­wiąz­ki (oraz przy­jem­no­ści, co tu kryć) mał­żeń­skie i, pod­kre­ślam, I wycho­waw­cze są dzie­lo­ne mniej wię­cej po rów­no na oby­dwo­je w związ­ku? No jeśli tak, to ja byłem nowo­cze­sny już 15 lat temu. W powyż­szym opo­wia­da­niu tak­że mamy “nowo­cze­sne” mode­le – podo­ba­ją się Wam? Jak dla mnie ta “nowo­cze­sność” poszła za dale­ko, prze­kro­czy­ła moje oso­bi­ste gra­ni­ce tole­ran­cji. Oby­śmy nie szli w tym kie­run­ku.

Tekst Mosz­kie­to­wi­cza jest żenu­ją­cy i płyt­ki (jeśli on tak na poważ­nie, to mu bar­dzo współ­czu­ję, a jesz­cze bar­dziej jego ewen­tu­al­nej życio­wej part­ner­ce). Ale mam sil­ne wra­że­nie, że taki miał być, bo to naj­zwy­klej­sza pro­wo­ka­cja i nabi­ja­nie odsłon, bo tekst się roz­nie­sie. Ale mam jesz­cze sil­niej­sze wra­że­nie, że strasz­li­we obu­rze­nie wywo­łu­je jedy­nie w oso­bach, któ­re nie są ani mał­żon­kiem, ani rodzi­cem – i to dla nich, w spo­sób spe­cjal­nie prze­sa­dzo­ny, taki tekst powstał. Żeby krzy­cze­li i żeby było gło­śno, a licz­nik bije. Bo dla mnie (bar­dzo, bar­dzo wąt­pli­wej jako­ści, ale jed­nak) ostrze saty­ry z arty­ku­łu jest wymie­rzo­ne w coś, co dla mnie jest, było i przez wie­le lat będzie codzien­no­ścią i przez to nie obu­rza, bo mówiąc krót­ko – wiem jak jest. Z autop­sji i opo­wie­ści przy piwie.

Ludzie, przed któ­ry­mi jesz­cze te lata i te sta­ny odbie­ra­ją taką kry­ty­kę bar­dzo oso­bi­ście, bo godzi w ich marze­nia i wyobra­że­nia o związ­ku dosko­na­łym. Bo ich taki będzie. Nie, nie będzie. Będzie zmę­cze­nie, nie­wy­spa­nie, kol­ki, zasra­ne łóżecz­ko, zasi­ka­ny wózek, bóle gło­wy i wiecz­ne zmę­cze­nie. Oraz uśmiech dziec­ka, któ­ry to wszyst­ko wyna­gro­dzi po sto­kroć. Ale to dopie­ro na koń­cu, bo naj­pierw trze­ba poko­nać zmę­cze­nie i otwo­rzyć oczy, żeby to zoba­czyć. I będą kłót­nie o to, kto ma w środ­ku nocy wstać do pła­czą­ce­go dziec­ka.

I wiem, że w bar­dzo prze­ry­so­wa­ny spo­sób, do gra­ni­cy nie­sma­ku wręcz, autor ma tro­chę racji. Wie­le kobiet “nowo­cze­sność” w związ­ku odbie­ra wła­śnie jako ODDANIE face­to­wi swo­ich obo­wiąz­ków bez jed­no­cze­sne­go ZABRANIA mu tych “sta­rych”, tra­dy­cyj­nie poj­mo­wa­nych. Tak napraw­dę, gdy­by arty­kuł został opu­bli­ko­wa­ny w CKM, gdy­by zamie­nio­no płeć oso­by się żalą­cej i zamiast opie­ki nad dziec­kiem wsta­wić robie­nie karie­ry, to wie­le tu nie trze­ba zmie­niać.

Bo w bar­dzo wie­lu związ­kach cytat “Inny­mi sło­wy – Kac­pe­rek, któ­ry boi wejść się na drze­wo to pro­blem taty. Jak go tata roz­wią­że, to może nasta­wić pra­nie.” dokład­nie odda­je sto­sun­ki mię­dzy mał­żon­ka­mi. Znam mał­żeń­stwa, gdzie facet zaj­mu­je się wycho­wa­niem dzie­ci, kąpie malu­chy, wozi star­sze na zaję­cia, odra­bia z nimi lek­cje, gotu­je, sprzą­ta, cho­dzi do leka­rzy i czy­ta baj­ki wie­czo­rem. I nor­mal­nie cho­dzi do pra­cy cał­kiem nie­źle zara­bia­jąc. A kobie­ta zmę­czo­na po cięż­kim dniu uwa­la się o 17:00 na wyro i odpo­czy­wa do wie­czo­ra po to, żeby potem włą­czyć sobie w tele­wi­zji serial i następ­nie poło­żyć się spać. Czy powiesz: “Ale ten koleś to piz­da!!”?

Znam też takie, gdzie facet po przyj­ściu z robo­ty uwa­la się na wyro, drze ryja, że chce piwo bo wła­śnie leci mecz, a bied­na żona (bez sar­ka­zmu, ja takim napraw­dę współ­czu­ję) z dziec­kiem na jed­nym ręku i z butel­ką w dru­gim bie­gnie mu zro­bić dobrze. Jak nazwiesz takie­go face­ta? Zga­dza się, to też organ płcio­wy, tyl­ko jak­by męski.

Nie wyobra­żam sobie, że moż­na żyć w któ­rym­kol­wiek z powyż­szych mode­li i zacho­wać zdro­wie psy­chicz­ne. Fizycz­ne zresz­tą też.

Tak wspo­min­ko­wo – mój ojciec, jakieś 40 lat temu podob­no zapla­tał war­ko­czy­ki lal­kom mojej star­szej sio­stry, kie­dy się wspól­nie bawi­li. Ale po rodzi­nie krą­ży też opo­wiast­ka o któ­rymś­tam ze stry­jów, któ­re­go kie­dyś wyśmia­ło męskie pół wio­ski, bo wie­szał upra­ne pie­lu­chy na sznu­rze. Bo to podob­no nie­mę­skie. Chciał­bym, napraw­dę chciał­bym, żeby kto­kol­wiek pró­bo­wał się ze mnie w tym momen­cie pona­bi­jać tak na serio. Napraw­dę bywam kre­atyw­ny w rzu­ca­niu blu­zga­mi, mogło­by być cie­ka­wie. A potem z dumą powie­sił­bym następ­ną par­tię pie­luch na sznu­rze obok. Bo dla mnie to powód do dumy, że może­my nasze dzie­ci wycho­wy­wać wspól­nie, wspól­nie się nimi zaj­mo­wać i nie jestem tatu­siem od świę­ta albo już, broń Bodziu, “pocze­kaj, tata wró­ci z pra­cy to dosta­niesz”.

Kto tu ma rację? Nikt i każ­dy jed­no­cze­śnie – praw­da leży pośrod­ku i jest banal­na. W związ­ku po pro­stu trze­ba się dzie­lić i wspie­rać. Zarów­no obo­wiąz­ka­mi, jak i przy­jem­no­ścia­mi, odpo­czyn­kiem, cza­sa­mi pasja­mi. Bo tyl­ko wte­dy taki zwią­zek może się roz­wi­jać i tyl­ko w takim związ­ku zarów­no doro­śli, jak i dzie­ci mogą być szczę­śli­wi i speł­nie­ni. Każ­dy z nas jest ego­istą, ale zwią­zek wyma­ga pra­cy i zastą­pie­nia “ja” przez “my”.

Jeśli dla Cie­bie nie­mę­skie jest prze­wi­ja­nie wła­sne­go dziec­ka, sprzą­ta­nie, goto­wa­nie czy wycho­dze­nie z dziec­kiem na spa­cer, to żal mi Cie­bie. Jesteś męską szo­wi­ni­stycz­ną piz­dą i nie zasłu­gu­jesz na bycie w związ­ku.

Jeśli dla Cie­bie nowo­cze­sne mał­żeń­stwo to takie, w któ­rym facet wyrę­cza Cię we wszyst­kim, ale prze­cież Ty nie powin­naś go wyrę­czać w niczym, to żal mi Cie­bie. Jesteś żeń­ską szo­wi­ni­stycz­na piz­dą i nie zasłu­gu­jesz na bycie w związ­ku.

Męczy mnie cza­sa­mi “Tato­oooooooo!!!”. Ale kie­dy na moje “Idź na chwi­lę pobaw się z mamą” sły­szę “Ale z tobą jest faj­niej”, to jed­no­cze­śnie nie­sa­mo­wi­cie cie­szy i spra­wia ogrom­ną satys­fak­cję.

Kie­dyś prze­czy­ta­łem, że: każ­dy może być ojcem, ale trze­ba być kimś wyjąt­ko­wym, żeby być tatą. Ja bym to tro­chę roz­sze­rzył: każ­dy może być ojcem i mat­ką, ale trze­ba być kimś wyjąt­ko­wym, żeby być tatą i mamą. Bo dziec­ko powin­no mieć obo­je rodzi­ców.

I to mówi ojciec dwój­ki wspa­nia­łych synów i szczę­śli­wy mąż Małej­Żon­ki.

 


About Jacek eM

view all posts

Mąż, ojciec i projektant wnętrz. Fotograf-amator i wannabe bloger. Właściciel niewyparzonego jęzora i poczucia humoru w stylu noir. No i na wieczystej diecie...

  • Pingback: Skąd mnie czytasz? |dizajnuch.pl – blog faceta…()

  • Tekst bar­dzo mi sie spodo­bal od aka­pi­tu “Bo w bar­dzo wie­lu związ­kach…” wcze­sniej­sze aka­pi­ty były jakieś met­ne a tu kon­kre­ty, pod kto­ry­mi sie pod­pi­su­ję:)

    • Bo widzisz, zanim przy­wa­lę z gru­bej rury, muszę tro­chę zmięk­czyć czy­tel­ni­ka 😉

  • Przy­znam rację w two­im stwier­dze­niu, każ­dy może być ojcem i mat­ką, ale trze­ba być kimś wyjąt­ko­wym, żeby być tatą i mamą. My z mężem sobie radzi­my, cza­sa­mi pona­rze­ka­my ale nie jest źle 🙂 mąż pra­cu­je, ja opie­ku­ję się dziec­kiem, ale gdy wra­ca z pra­cy, nie roz­kła­da się na łóż­ku i ja koło nie­go nie latam;) no może cza­sa­mi się zda­rzy, że się poło­ży – też na odpo­czy­nek zasłu­gu­je. Sam dobrze wie, że opie­ka nad dziec­kiem jest pra­cą i wie, że nie leżę do góry brzu­chem, kie­dy On jest w pra­cy. Tak­że, doga­du­je­my się, On dużo mi poma­ga, a ja Jemu – przy­naj­mniej na razie 😉

    • To i u nas podob­nie dzia­ła, z tym, że pra­cu­je­my oby­dwo­je i to w jed­nej, wła­snej fir­mie. Ale cza­sa­mi ja wsta­ję rano i ogar­niam Dzie­cior­ki, a cza­sa­mi nie mam siły się zwlec z wyra i wte­dy Mała­żon­ka ratu­je sytu­ację. Mał­żeń­stwo to taka spół­ka tro­chę i żeby szło do przo­du, to musi­my dbać o nią jako całość, a nie tyl­ko o sie­bie 🙂

  • Gosia

    Dzię­ki za lin­ki do wpi­sów, szcze­rze to nie czy­ta­łam tych tek­stów wcze­śniej. Dzię­ki

    • A przez chwi­lę myśla­łem, zanim doczy­ta­łem do koń­ca, że jako jedy­na masz odwa­gę napi­sać, że nie czy­tasz przed komen­to­wa­niem postów wrzu­ca­nych na gru­py, jak to robi więk­szość 🙂

  • Iza­be­la Miki­ta

    czy to zna­czy, że znów wygra­łam naukę peda­ło­wa­nia a ty ciu­cho­wy schop­pinG?

    • Ten G wygra­łaś na pew­no 🙂

  • Histo­rycz­ny tekst, bo pierw­szy raz poka­zu­ję na nim swo­ją twarz. Dosłow­nie i w prze­no­śni. Na szczę­ście to sta­re zdję­cia 🙂