Alfabet studenta we Wrocławiu

 

Nie­dłu­go star­tu­je rok aka­de­mic­ki. Dla wie­lu ozna­cza to zmia­nę porów­ny­wal­ną do tej, któ­rą prze­szedł pan Grodz­ki zanim stał się panią Grodz­ką. Ale są też tacy, dla któ­rych to zmia­na podwój­na – mowa o stu­den­tach przy­jezd­nych. Tak, wiem, nie czy­ta mnie wie­lu stu­den­tów, o czym powie­dzia­ła mi ankie­ta, ale może ich sta­rzy, czy­li Wy, wła­śnie mnie czy­ta­ją i zechcą uchro­nić swo­je dzie­ci przed złem tego świa­ta, alko­ho­lem bez akcy­zy i nie­chcia­ną ciążą?

Bo przy­jeż­dżasz jako stu­dent z nie­wiel­kiej miej­sco­wo­ści do wiel­kie­go świa­ta, wysia­dasz na Dwor­cu Głów­nym, ota­cza Cię ludzi mro­wie bie­gną­cych w amo­ku z lewa na pra­wo, a Two­ją jedy­ną myślą jest spier­do­lić do mamy. A zapy­tać kogo­kol­wiek o cokol­wiek strach podwój­ny, bo prze­cież “każ­dy nosi kosę w kie­sze­ni” – co praw­da tak Leroy nawi­jał o Kiel­cach, ale duże mia­sto to duże mia­sto, nie? Ja sam pil­no­wa­łem się bar­dziej niż Kwa­śniew­ski na impre­zie, żeby przy­pad­kiem nie nosić koszul­ki z Metal­li­cą, bo prze­cież dorwą i każą wyre­cy­to­wać całą dys­ko­gra­fię. A jak nie umiesz, to skro­ją koszul­kę, port­fel i jesz­cze w ryj dać mogą dać.

20150703_205832_1230

 

Ja to prze­ży­łem. Zna­czy i lęk, i zagu­bie­nie, i strza­ły na ryj też. Dla­te­go jeśli chcesz, żeby Two­je dziec­ko naj­bliż­sze pięć lat (albo wię­cej) prze­trwa­ło we względ­nym zdro­wiu i bez blizn na cie­le i umy­śle, to prze­czy­taj co ja tu piszę i prze­każ potom­ko­wi. Albo jak jesteś studentem/studentką weź sobie do ser­ca moje star­cze pier­do­le­nie, bo ja dobry czło­wiek jestem i chcę Ci pomóc. Stąd mój alfa­bet stu­den­ta – taki porad­nik dla przyjeżdżających.

Poni­żej alfa­be­tycz­nie wszyst­ko to, na co war­to zwra­cać uwa­gę i co war­to wie­dzieć, żeby za te kil­ka lat mieć te kil­ka lite­rek przed nazwi­skiem. Piszę z lek­kim nakie­ro­wa­niem na Poli­bu­dę, bo ją aku­rat koń­czy­łem. Nie­któ­re rze­czy mogły się zmie­nić, nie­któ­re uak­tu­al­ni­łem sam, nie­któ­re doty­czą tyl­ko Poli­bu­dy, nie­któ­re ogól­nie stu­dio­wa­nia i życia we Wroc­ku, ale pew­ne jest jed­no – to bar­dzo waż­ne pięć lat Two­je­go życia i od Cie­bie zale­ży, co z nimi zro­bisz i jak je będziesz wspo­mi­nać. Ja wspo­mi­nam dobrze, choć u mnie to było sie­dem lat – musia­łem dokład­nie zapo­znać się z wie­dzą. A ona ze mną.

 

Analiza matematyczna i Algebra

Na jakim­kol­wiek wydzia­le PWr byś nie stu­dio­wał, cze­ka Cię bli­skie spo­tka­nie z funk­cja­mi, cał­ka­mi, róż­nicz­ka­mi, wie­lo­mia­na­mi, macie­rza­mi, geo­me­trią ana­li­tycz­ną, induk­cją mate­ma­tycz­ną, licz­ba­mi zespo­lo­ny­mi, rachun­kiem praw­do­po­do­bień­stwa, krzy­wą Bez­ie­ra, kwan­ty­fi­ka­to­ra­mi, impli­ka­cja­mi, gra­ni­cą wła­ści­wą lub nie­wła­ści­wą funk­cji, czę­ścią uro­jo­ną licz­by, wek­to­ra­mi, wyznacz­ni­ka­mi, wzo­ra­mi Cra­me­ra, meto­dą eli­mi­na­cji Gaus­sa, rodza­ja­mi nie­cią­gło­ści funk­cji w punk­cie, pochod­ny­mi… już masz dość? A to dopie­ro początek.

Dobra rada – są wydzia­ły, gdzie na mat­mę jest kła­dzio­ny mniej­szy nacisk albo przyj­mu­ją tam takich głą­bów, że jej poziom leży gdzieś na pod­ło­dze. Domyśl się, co zro­bić z tą wiedzą.

 

Biblioteka

Niby wszyst­ko moż­na zna­leźć w necie, ale jed­nak nie do koń­ca. Poza tym w biblio­te­ce moż­na spo­tkać pomoc­ną dłoń albo miłość swe­go życia.

Dobra rada – war­to tam pogo­nić od razu po pierw­szych wykła­dach i wypo­ży­czyć książ­ki zada­ne przez pro­wa­dzą­cych, bo potem będzie­cie musie­li kupo­wać, a wia­do­mo jak jest na stu­diach z Hajsem.

 

Czytelnia

A wła­ści­wie spo­tkać możesz w czy­tel­ni, bo to tam się kła­dzie milion ksią­żek na sto­le, z mądrą miną prze­wra­ca kart­ki i uda­je, że robi notat­ki. I obcza­ja laski. Zawsze to facet mądrzej wyglą­da z “Mecha­ni­ką kwan­to­wą” pod pachą niż “Z peda­łem przez świat”.

 

Dziekanat

Prze­ra­ża­ją­ce miej­sce, do któ­re­go jed­nak każ­dy stu­dent raz na jakiś czas musi się udać i zostać roz­je­cha­ny wal­cem przez tzw. baby w dzie­ka­na­cie przed wizy­tą u Dzie­ka­na. Naj­le­piej tak jak ja, spo­ty­kać się z dzie­ka­nem co semestr. Wte­dy baby w dzie­ka­na­cie już Cię zna­ją i nie musisz się tak bar­dzo pro­du­ko­wać przy poda­niu o prze­dłu­że­nie sesji.

Aneg­dot­ka – sto­imy kie­dyś pod dzie­ka­na­tem, ścisk jak w pocią­gu z uchodź­ca­mi, atmos­fe­ra luź­na, jak to w kolej­kach, wcho­dzi jakiś pierw­sza­czek i tak od pro­gu z prze­ra­że­niem na twa­rzy: “Wy wszy­scy po prze­dłu­że­nie?!?!?!”. Oczy­wi­ście ja, bo jak­że­by ina­czej: “Nie, ja jesz­cze chciał­bym sobie pogru­bić”.

 

Egzaminy

To be kur­wa, or not to be na stu­diach. Sąd Osta­tecz­ny i Arma­ge­don w jed­nym. Chwi­la praw­dy i świa­tło w tunelu.

Dobra rada – war­to pod­py­tać star­sze rocz­ni­ki jak wyglą­da kon­kret­ny egza­min i któ­ry jest szcze­gól­nie upier­dli­wy do przej­ścia. War­to też pod­py­tać o to, czy da się jakoś egza­min omi­nąć (za obec­no­ści, aktyw­ność na zaję­ciach, ład­nie pro­wa­dzo­ny zeszyt, sie­dze­nie w pierw­szej ław­ce, prze­pi­sa­nie oce­ny z ćwi­czeń czy kup­no odpo­wied­niej książ­ki), czy jest ust­ny, czy pisem­ny, czy mini i cyc­ki na wierz­chu poma­ga­ją, czy wręcz prze­ciw­nie. Bo jeśli wyda­je Ci się, że wystar­czy dobrze wszyst­ko umieć, żeby dobrze zdać, to masz rację. Wyda­je Ci się.

 

Frekwencja

Na nie­któ­re zaję­cia, głów­nie wykła­dy, nie ma obo­wiąz­ku cho­dzić. Na nie­któ­re dodat­ko­wo nie ma sen­su, bo wykła­dow­ca pier­do­li jak potłu­czo­ny sam do sie­bie. Ale zanim się zorien­tu­jesz któ­re są któ­re, to przy­naj­mniej przez pierw­sze 2 mie­sią­ce, a już zwłasz­cza na pierw­szym roku, pil­nie bie­gaj na wszystkie.

Dobra rada – doga­daj się z inny­mi, żeby cho­dzić rota­cyj­nie i żeby Cię wpi­sy­wa­li na listę, a potem Ty ich. Cza­sa­mi moż­na zali­czyć przed­miot za same obec­no­ści. A czę­sto moż­na za nie­obec­no­ści wtopić.

 

Grunwald, czyli Plac Grunwaldzki

Ser­ce wszech­świa­ta i miej­sce Two­jej udrę­ki lub eks­ta­zy przez naj­bliż­sze lata, bo przy nim się mie­ści m.in. Poli­bu­da. A oprócz tego punkt prze­siad­ko­wy, pętla auto­bu­so­wa, gla­eria han­dlo­wa, kino oraz spo­ro knaj­pek i barów z tanim stu­denc­kim żar­ciem. Ale o Żarciu potem, choć żar­cie to pod­sta­wa. I Picie. Ale o piciu też potem.

 

Hajs

Coś, cze­go stu­den­ci nigdy nie mają. “Stu­dent” i “brak pie­nię­dzy” są ze sobą nie­ro­ze­rwal­ne jak blą­ger i jego wiel­kie ego. Jak typo­wy pol­ski Janusz i rekla­mów­ka z Bie­dron­ki. Dla­te­go war­to jesz­cze na stu­diach zatrosz­czyć się o jakieś przy­no­szą­ce pie­niąż­ki zaję­cie, żeby potem nie być ambit­nym, mło­dym, zdol­nym byłym stu­den­tem bez doświad­cze­nia na umo­wie śmie­cio­wej. Bo im wcze­śniej zaczniesz, tym wcze­śniej będziesz sobie mógł pozwo­lić na to, żeby przestać.

 

Indeks

Taka ksią­żecz­ka, o któ­rej kil­ka lat marzysz bar­dziej niż o upoj­nej nocy z Lisą Ann. I do któ­rej zbie­rasz co semestr auto­gra­fy od pro­wa­dzą­cych zaję­cia. Albo nie zbie­rasz i wte­dy patrz Dzie­ka­nat. Nie zapo­mnij o zagię­ciu ostat­niej stro­ny. Dopy­taj star­szych kole­gów po co.

 

Juwenalia

Taki moment w życiu stu­den­ta, kie­dy może mieć legal­nie na wszyst­ko wyje­ba­ne i w spo­ko­ju się nażło­pać, a do tego posłu­chać dobrej muzy i poim­pre­zo­wać, bo w te dni całe mia­sto nale­ży do pija­nych stu­den­tów. Nawet pre­zy­dent odda­je im wte­dy klu­cze i ewa­ku­uje się na te kil­ka dni na wieś.

 

Komunikacja miejska

Zanim ogar­niesz co, gdzie, jak i z ilo­ma prze­siad­ka­mi minie tro­chę cza­su. Ale war­to, bo bez tego możesz się spóź­nić na bar­dzo waż­ny Egza­min i nie­ko­niecz­nie dasz radę prze­ko­nać pro­wa­dzą­ce­go do tego, żeby jed­nak dał Ci szan­sę. Albo pociąg do domciu odje­dzie w siną dal bez Cie­bie i zosta­niesz sam jeden na Wigi­lię. Poza tym w auto­bu­sach moż­na usły­szeć mnó­stwo histo­rii na blo­ga czy spo­tkać nie­złych czu­bów. Albo smacz­nie prze­spać po impre­zie kil­ka kółek w noc­nym, jak się ma prze­jaz­dów­kę na wszyst­kie linie.

 

Legitymacja studencka

Takie coś, dzię­ki cze­mu będziesz sobie taniej jeź­dzić pocią­giem czy Komu­ni­ka­cją miej­ską. Możesz też taniej zwie­dzać muzea (bo są zniż­ki stu­denc­kie) i Palko­hol (bo są zniż­ki stu­denc­kie). Cza­sy odbi­ja­nia orzeł­ka z pię­cio­zło­tów­ki na legit­ce, żeby mieć tań­sze prze­jaz­dy już nie­ste­ty minę­ły, bo teraz są znacz­ki z holo­gra­ma­mi. Dla­te­go dbaj o nią, bo jak zgu­bisz, to wal­nie Cię to po kie­sze­ni (patrz Hajs), a wyro­bie­nie nowej to tro­chę pier­do­lo­gii i ponow­nie Dzie­ka­nat.

 

Miś, bar Miś

Naj­słyn­niej­szy bar mlecz­ny Wro­cła­wia znaj­du­ją­cy się na uli­cy Kuź­ni­czej na Rynku. Żarcie jest tanie jak barszcz (bo to kwo­ty w sty­lu 3,16 za por­cję pie­ro­gów ruskich), a przy tym zadzi­wia­ją­co dobre. Tłu­my są tu zawsze, a w kolej­ce spo­tkasz pew­nie nobli­we­go pro­fe­so­ra, sta­rusz­kę w woal­ce i bez­dom­ne­go, co cza­sa­mi może lek­ko obrzy­dzić posi­łek. Ale stu­dio­wać we Wro­cła­wiu i nie zjeść w Misiu to jak spę­dzić noc z pięk­ną, nagą kobie­tą na gra­niu w sza­chy. A jeśli masz tro­chę wię­cej Hajsu i nie wiesz gdzie pójść, to poczy­taj moje recen­zje.

 

Nauka

Sens życia studenta.

 

Obrona pracy dyplomowej

Sztu­ka i for­mal­ność. Prze­waż­nie. Bo cały ból jest przy pisaniu.

I dobra rada doświad­czo­ne­go wuj­ka – jeśli nie jesteś napraw­dę dobry, to nie bądź prze­sad­nie ambit­ny przy wybo­rze pro­mo­to­ra i tema­tu pra­cy. W koń­cu chcesz tego mgr czy nie?

 

Picie

Poza Nauką sens życia studenta.

 

Rynek Wrocławski

Nie ma nigdzie na pla­ne­cie takie­go zagęsz­cze­nia klu­bów na m2 jak na Rynku – pew­nie 95% wro­cław­skich loka­li tam się znaj­du­je. Są miej­sca dla ludzi z wiel­kim port­fe­lem i tych tro­chę mniej kasia­stych. Miej­sca żeby coś zjeść i żeby się nażło­pać do nie­by­tu. Miej­sca żeby posłu­chać faj­nej muzy i żeby tyl­ko wyrwać jakąś bla­cha­rę pod pre­tek­stem faj­nej muzy. Każ­dy znaj­dzie coś dla sie­bie. Moż­na się bawić do rana, a potem zdrzem­nąć w tram­wa­ju przez zaję­cia­mi na 7:30. Tak napraw­dę Rynek zasy­pia wła­śnie gdzieś nad ranem, jak zaczy­na się robić jasno.

 

Sesja

Czas Nauki i Picia. Na zmia­nę. Jed­no i dru­gie jest nie­do­bre dla zdro­wia na dłuż­szą metę.

 

Trójkąt Bermudzki

Zło­wro­gie miej­sce pomię­dzy uli­ca­mi Puła­skie­go, Kościusz­ki i Trau­gut­ta. Po z mro­ku nie łazi tam­tę­dy nawet Chuck Nor­ris, a Cthu­lu oglą­da się przez ramię z lękiem. Jeśli koja­rzysz kto to jest Lech Janer­ka, to wła­śnie o Trój­ką­cie śpie­wał “Strzeż się tych miejsc”. Weź sobie tę radę do ser­ca, nawet pomi­mo tego, że teraz jak­by spo­koj­niej niż kil­ka­na­ście lat temu.

Urban Card

Takie coś, dzię­ki cze­mu masz zniż­ki na róż­ne faj­ne rze­czy. Wyrób sobie osob­ną albo zako­duj na legi­ty­ma­cji. Warto.

 

Wittigowo

Czy­li osie­dle aka­de­mi­ków Poli­tech­ni­ki Wro­cław­skiej. Osto­ja Pijań­stwa i roz­pu­sty. To było kil­ka pięk­nych lat moje­go życia.

 

Xero

Maszy­na ratu­ją­ca życie, zwłasz­cza w sesji. W punk­tach Xero czę­sto moż­na zna­leźć notat­ki czy ścią­gi wcze­śniej­szych rocz­ni­ków, war­to poszukać.

 

Yyyyyyyy

Naj­czę­ściej pada­ją­ca stu­denc­ka odpo­wiedź na jakim­kol­wiek egza­mi­nie. Suchar:

- Co mają wspól­ne­go stu­dent i pies?
- Jak mu się zada jakieś pyta­nie, to tak mądrze patrzy…

 

Zoo i Zabytki

Nie samym Piciem, Nauką i Sesją żyje stu­dent, cza­sem trze­ba się odcha­mić i pozwie­dzać coś war­to­ścio­we­go. A jeśli miesz­kasz na Witt­go­wie, będziesz chciał na wła­sne oczy zba­dać skąd leci ten smród, któ­ry latem docie­ra do Two­ich okien. W obu przy­pad­kach Wro­cław­skie ZOO to dobry pomysł. A jeśli chcesz zoba­czyć coś jesz­cze, to Wro­cław jest tak spryt­nie zro­bio­ny, że więk­szość Zabyt­ków mie­ści się w oko­li­cach Rynku. Gdzie jak już wiesz moż­na iść do baru Miś albo się naPić.

 

Żarcie

Podob­nie jak Hajs – nigdy nie jest wystar­cza­ją­co dużo. Ale nie przej­muj się – we Wro­cła­wiu nikt jakoś nie tępi sło­ików tak, jak w sto­ly­cy. A jak już Ci się skoń­czą gołąb­ki i bigos to zawsze możesz jeść chleb z dże­mem. Albo z keczu­pem. Albo pójść do Misia. Albo schudnąć.

 

Ździwko

Wszyst­ko na ten temat napi­sał Bar­tek w komen­ta­rzu poni­żej. Pole­cam tego allegrowicza.

 

No to tyle moich rad – pew­nie zna­la­zło­by się jesz­cze kil­ka punk­tów, ale skoń­czył mi się alfa­bet. A jeśli masz jakieś inne pro­po­zy­cje czy dobre rady dla mło­dych żaków to się nie krę­puj i wpi­suj w komentarzach.

Może zro­bi­my wspól­nie cześć druga?

 


About Jacek eM

view all posts

Mąż, ojciec i projektant wnętrz. Fotograf-amator i wannabe bloger. Właściciel niewyparzonego jęzora i poczucia humoru w stylu noir. No i na wieczystej diecie...

  • Pingback: Weekend z Dzieciorkami: ZOO w Opoludizajnuch.pl – blog faceta…()

  • Pingback: Chciwość jest (nie)dobra...dizajnuch.pl – blog faceta…()

  • Taram­tam­tam, stu­dia, no tak, się roz­ma­rzy­łem.… Tro­chę masz tytuł nie­te­ges bo tekst jest uni­wer­sal­ny i tyl­ko czę­ścio­wo zawę­żo­ny do Wrocka 🙂
    Bym jesz­cze dodał:
    U jak Upór. Gdy wywa­lą drzwia­mi, wra­cać oknem. Jakiś pro­jekt z gra­fi­ki inży­nier­skiej popra­wi­łem przed drzwia­mi wykła­dow­cy – dzię­ki radzie ano­ni­mo­we­go kole­gi star­cze­go roku. Wró­ci­łem po 5 minu­tach do pana dr inż., któ­ren to aku­rat kaw­kę sobie zro­bił. “Pan zawsze taki upar­ty?” “a co, gorzej jest?” “Nie, ale lepiej też nie, – dobry – może być?”

    G jak Geo­me­tria Wykreśl­na zwa­na “kre­ska­mi”. Inży­nie­ro­wie wie­dzą o co cho. Mi zasa­dy wytłu­ma­czył ojciec. Tak, ja moje­mu syno­wi też jak­by co dam radę. Nawet w sta­nie upo­je­nia, obu­dzo­ny o 0:00.

    S jak Skryp­ty. Musisz korzy­stać z tych, któ­re wykła­dow­ca napi­sał. Choć­by sta­ło w nich jak byk, że zie­mia jest pła­ska i spo­czy­wa na sko­ru­pach świę­tych żół­wi. To jest wie­dza obowiązująca.

    P jak pety­cja. Taki folk­lor uczel­nia­ny, ponoć każ­dy rocz­nik musi choć raz coś takie­go napi­sać. Żeby było mniej mate­ma­ty­ki. Nie było mate­ria­ło­znaw­stwa. Egza­mi­nu z mecha­ni­ki. Nie wiem cze­mu cały ciąg przy­czy­no­wo-skut­ko­wy zawsze koń­czy się na K jak kosz. Ten w dzie­ka­na­cie rzecz jasna.

    T jak tytu­ło­ma­nia. Byli u mnie tacy, któ­rzy do pana dr hab.inż. nie zwró­ci­li się “panie pro­fe­so­rze”. Lądo­wa­li przed drzwia­mi gabi­ne­tu w celach reedu­ka­cyj­nych. Na dłu­gie tygodnie. 

    E jak egza­min – kole­ga został gre­mial­nie wyśmia­ny a pod koniec seme­stru znie­lu­bia­ny do cna – gdy się oka­za­ło, że jako jedy­ny wycza­ił, że pewien prof Temu Jedy­ne­mu Co Nosi Pro­jek­tor Pro­fe­so­ra daje 5 na egza­mi­nie. Czy muszę dodać, że to była jedy­na piąt­ka na roku? 

    K jak kom­pu­te­ro­wa meto­da spraw­dza­nia kolo­kwiów egza­mi­nów. Dość popu­lar­na. Asy­stent rzu­ca kart­ki pod sufit – któ­re spad­ną na kom­pu­ter, dosta­ją “dobry”. Resz­ta przy­cho­dzi na kolej­ny ter­min. Cza­sem te po któ­re nie trze­ba się schy­lać – biur­ko – mają “dosta”.
    Rany, ależ to jest temat rzeka…

    • O Panie Kocha­ny, toż to się na dru­gą część nada­wa, taką jak­by uni­wer­sal­ną i ogólnopolską 🙂

  • Trój­kąt pozna­łam dopie­ro po stu­diach – mia­łam oka­zję tro­chę tam pomiesz­kać i popra­co­wać w pobli­skiej szko­le. Podob­no kie­dyś było to zło­wro­gie miejsce…

    • Miej­sca­mi dalej jest. Ale jak sobie przy­po­mnę nie­któ­re akcje z cza­sów stu­diów, to teraz jest luzik 🙂

  • Bar­tosz Mikołajczyk

    Ź jak “Ździw­ko”.
    To ta chwa­leb­na chwi­la, gdy zali­czysz egza­min (choć­by na 3… a zresz­tą: AŻ NA 3!) ZA PIERWSZYM RAZEM.
    Moment porów­ny­wal­ny do orga­zmu. Moment porów­ny­wal­ny do zapa­chu Two­je­go pierw­sze­go nowe­go auta z salonu.
    Moment porów­ny­wal­ny do uczu­cia, gdy skoń­czysz prze­pro­wadz­kę swo­je­go salonu 😀
    Nie­ste­ty chwi­lę póź­niej cze­ka Cię kolej­ne “ździw­ko”, gdy dosta­niesz następ­ne wyni­ki egza­mi­nów. Tutaj zwy­kle pozo­sta­je powrót do D- Dzie­ka­nat i X- Xero.

    • Boskie 🙂
      Aż mi się przy­po­mnia­ła 5 z egza­mi­nu z Rachun­ku Prawdopodobieństwa.
      I 3 u kole­sia, od któ­re­go sło­wo w sło­wo wszyst­ko zerżnąłem.
      Taak, to było Ździwko 🙂