Adam szuka Ewy, czyli w telewizji jest dupa.

 

UWAGA, WPIS WYBITNIE DLA OSÓB 18+

JEŚLI TYLE NIE MASZ, TO WYJDŹ

JEŚLI NIE WYSZEDŁEŚ, TO CHOCIAŻ POTEM WYCZYŚĆ HISTORIĘ W PRZEGLĄDARCE, ŻEBY MAMA NIE DAŁA KLAPSA

 

Jak wiel­ka jest ska­la poświę­ce­nia, na jakie jestem w sta­nie się zdo­być, żeby Wam, moi czy­tel­ni­cy zro­bić dobrze i uchro­nić Wasz rozum od dewa­sta­cji, to wiem tyl­ko ja.

Po obej­rze­niu jed­ne­go odcin­ka tego cudow­ne­go, nowe­go i tchną­ce­go duchem świe­żo­ści reali­ty show, czu­łem się jak zgwał­co­ny przez dwie wio­ski Masa­jów. Mia­łem ocho­tę wyjść na bal­kon, sta­nąć na barier­ce i odle­cieć w stro­nę zacho­dzą­ce­go słoń­ca. To nic, że pra­wie pół­noc. Ten pro­gram zakrzy­wia czas i prze­strzeń jak czar­na dziu­ra oraz pro­stu­je zwo­je mózgo­we jak walec dro­go­wy. “Adam szu­ka Ewy” – prze­czy­taj­cie ku przestrodze.

Nie mam tele­wi­zji i kie­dy mam ocho­tę coś obej­rzeć, to zazwy­czaj oglą­dam w necie. Po obej­rze­niu jed­ne­go odcin­ka tego cuda stwier­dzam, że to bar­dzo dobra decy­zja. Takie pro­gra­my mają prze­ra­ża­ją­cy wpływ na mózg. Po nich lobo­to­mia to piesz­czo­ta. Po nich sta­do pędzą­cych ubrań robo­czych nie zdzi­wi Cię bar­dziej niż drzwi do rowe­ru. Po nich nic już nie będzie takie samo, a Twój świat się skoń­czy i nasta­ną ciem­ne czasy.

Adam szu­ka Ewy” to holen­der­ski pro­gram, gdzie na bez­lud­ną wyspę wysy­ła się dwóch face­tów i dwie laski. Cały myk pole­ga na tym, że są cał­kiem nago i naj­pierw na wyspę tra­fia par­ka, a potem się im dorzu­ca po sztu­ce i oglą­da, co się będzie dzia­ło. Całość pro­wa­dzi taka typo­wa holen­der­ska pięk­ność, czy­li chu­da, pła­ska blon­dyn­ka z czer­wo­ną twa­rzą i śnież­no­bia­łym koń­skim uśmie­chem. Nico­let­te się nazy­wa. Nie Nico­ret­te, to nie o rzu­ca­niu pale­nia pro­gram tyl­ko o – tu cyt.: “jedy­ny w swo­im rodza­ju eks­pe­ry­ment i praw­dzi­wa rewo­lu­cja w pro­gra­mach rand­ko­wych” “w któ­rym uczest­ni­cy lądu­ją na bez­lud­nej wyspie i tam poszu­ku­ją miłości.” 

Bodziu ratuj…

Możesz sobie otwo­rzyć w dru­gim okien­ku i lecieć rów­no­le­gle z czy­ta­niem wpi­su, co Ty na to? ⇒ https://www.cda.pl/video/1919937d

 

Rozpocznijmy od przedstawienia postaci dramatu:

To Nan­da, zrzu­ci­ła 4 kilo spe­cjal­nie, by nie bać się roze­brać w programie

No to jest poświę­ce­nie, na oko jakieś całe dwa tygo­dnie die­ty… I cho­ciaż Nan­da źle nie wyglą­da, to jed­nak do mode­lek z Insta­gra­ma tro­chę jej bra­ku­je. Ale wyglą­da sym­pa­tycz­nie i ma ślicz­ne, bar­dzo dłu­gie blond wło­sy. Ma też nie­spo­dzian­kę, o któ­rej później.

Z wie­lu kan­dy­da­tów wybra­no dla niej Mar­te­na. Bön vivan­ta piszą­ce­go książ­kę o kobietach.

Cie pier­dziu, słów obcych się czło­wiek nauczy, jed­nak te pro­gra­my nie takie gupie. Mar­ten wyglą­da tro­chę jak… Hmm, pro­wa­dzą­ca Nico­let­te powi­ta­ła go tak:

- Jakiś ty przy­stoj­ny. Napraw­dę szu­kasz miło­ści?
- Kto jej nie szu­ka, ale czy łatwo ją znaleźć?

Sta­ry, ogar­nij się. To nie tę laskę masz ściemniać.

I dalej:

- Jesteś dum­ny ze swo­je­go ciała?

- Tyłek mam tro­chę tłu­sta­wy, ale mam nadzie­ję, że dru­ga stro­na przy­cią­gnie uwagę.

W sen­sie gło­wa? No nie wiem facet, inte­lek­tem nie błyszczysz…

 

OK, wie­my kto, teraz rzuć­my okiem gdzie. Po efek­tow­nym sko­ku na gola­sa z roz­pa­da­ją­cych się łódek, Nan­da i Mar­ten osob­no dopły­wa­ją do bez­lud­nej wyspy nazwa­nej tajem­ni­czo Mogo Mogo. Swo­ją dro­gą, jak to bez­lud­na wyspa, to kto ją nazwał? Any­way – z biciem ser­ca nasza para z pew­ną taką nie­śmia­ło­ścią zbli­ża się ku sobie idąc brze­giem morza po dłu­uuuuuga­śnej pla­ży. I mają w tym cza­sie zło­te myśli i głę­bo­kie roz­ter­ki moralne:

Mam nadzie­ję, że mu się spodo­bam, ale niech uwa­ża, jak to wyraża.

Czy­li jak mu sta­nie to dobrze czy źle?

To chy­ba jest naga kobieta…

Mówi­łem, kur­wa geniusz…

Będę mu patrzeć w oczy, ale szyb­ko tez obcza­ję resztę.

Nooo, ta to przy­naj­mniej dobrze kom­bi­nu­je… Cho­ciaż nie wia­do­mo, czy będzie co obcza­jać, bo z kolei u Martena:

Naga kobie­ta łatwo mnie podnieca…

Coś ty, serio?!?!

…ale mam nadzie­ję, że będę tak zde­ner­wo­wa­ny, że jakoś się opanuję.

Nie napa­trzysz się dziewczynko…

 

Twór­com pro­gra­mu chy­ba się ich zro­bi­ło szko­da, że muszą zaiwa­niać taki kawał dro­gi po muszel­kach i w pia­chu, bo wresz­cie nasi uczest­ni­cy do sie­bie doszli, na gola­sa, w peł­nej kra­sie i (zwłasz­cza kur­de Mar­ten) oka­za­ło­ści. I tak się zro­bi­ło lek­ko niezręcznie…

- Jak się czu­jesz naga?

- Dziw­nie.

- Wiatr wieje.

No OK, facet elo­kwen­cją nie bły­snął, ale umów­my się – kto by miał bajer jak­by stał (dosłow­nie!) goły naprze­ciw­ko obcej gołej dziew­czy­ny? Zde­ner­wo­wa­nie robi swo­je i odbie­ra mowę i logicz­ne myślenie.

- Pierw­sze wra­że­nie to to, że jeste­śmy nadzy.

Sta­ry?!?! Nie prze­gi­nasz z tym zde­ner­wo­wa­niem? Na szczę­ście mamy zno­wu zło­te myśli jako prze­ryw­nik w nie­zręcz­nej sytuacji:

- A co do roz­mia­ru… napraw­dę inte­re­su­ją­cy… duży.

- Faj­na laseczka.

Chwa­li się czy chwa­li ją?

- Jest nie­co zaokrą­glo­na, ale to nie musi być złe…

Sta­ry, jak­by Ci się lasecz­ka koń­czy­ła na kwa­dra­to­wo czy trój­kąt­nie, to by nie było tak faj­nie. Geniusz kur­de… Nie lubię go. [Chy­ba mu zazdroszczę.]

 

Minę­ło kil­ka­na­ście strza­łów zni­kąd, nasza par­ka sobie poga­da­ła i nad­szedł wie­czór. Zro­bi­ło się cał­kiem miło i sym­pa­tycz­nie, on zapro­sił ją na cha­tę, a wła­ści­wie taką chat­kę-kopu­lat­kę na kurzych nóż­kach, czy­li jakiś zbi­ty na odwal się sza­łas. Pew­nie pozo­stał po Robin­so­nie Cru­soe, bo to prze­cież bez­lud­na wyspa jest. W mię­dzy­cza­sie zgłod­nie­li, więc na ogni­sku robią sobie rybkę:

Jest przy­jem­nie, jeste­śmy wyluzowani

Co te ryby robią z czło­wie­ka… On tym­cza­sem w nie­sa­mo­wi­cie elo­kwent­ny spo­sób pyta ją o coś, cze­go nor­mal­nie nie widać, a nazy­wa się tajem­ni­czo “pier­cing, któ­re­go w bie­liź­nie nie było­by widać”

- Coś Ci tam błyszczy.

- To dziw­ne, ale rze­czy­wi­ście go mam, sko­ro widzi, to pyta.

Cie­ka­we, któ­ra gło­wa u nie­go jest bar­dziej ciekawa…

- Cie­kaw­ski jest.

A to figlarz.…

Mar­ten przy­wiózł ze sobą butel­kę rumu i ma nadzie­ję wpra­wić nią Nan­dę w dobry nastrój.

No pew­nie – kobi­ta upi­ta, kobi­ta zdo­by­ta. I chy­ba się uda­je, bo Nan­da wygła­sza sakramentalne:

- Podwój­ne łóż­ko, nie musi­my spać osobno.

 

Minę­ła noc, mie­li­śmy pod­gląd ich wyrka dzię­ki stan­dar­do­we­mu wypo­sa­że­niu takich sza­ła­sów, czy­li kame­rze z nok­to­wi­zo­rem i widać było jakieś takie dziw­ne kocie ruchy posu­wi­sto-zwrot­ne. No, zali­czył od razu sobie pomy­śla­łem. Ale rano Nan­da mówi:

- Upra­wia­li­śmy seks, ale potem się zorien­to­wa­łam, że on wca­le się mną nie zainteresował.

Yyy­y­y­y­y­yy…

Nan­da nie­za­leż­nie od sytu­acji nadal lubi Mar­te­na. Pró­bu­je coś zdzia­łać śniadankiem.

- Zupeł­nie nie zasłużyłem.

QRWA, co oni robi­li tej nocy?!?!?! Czyż­by NIC?!?!?! Nie sta­nął mu?!?! WTF??

 

Tym­cza­sem rano, w roz­kle­ko­ta­nej łód­ce zbi­tej z odpa­dów budow­la­nych wio­słu­je kolej­na uczest­nicz­ka. To Afro­ho­len­der­ka z wiech­ciem war­ko­czy­ków na gło­wie, skłon­no­ścią do nad­uży­wa­nia oczo­jeb­nie różo­wej szmin­ki i tatu­ażem z wisien­ka­mi na kost­ce. Zgad­nij­cie, jak się nazywa?

Ano nazy­wa się Cher­ry, ma 24 lata i jest kobietą.

 

I też jest goła.

- Jestem Cher­ry, mam 24 lata i jestem maki­ja­żyst­ką z Amster­da­mu. Lubię czy­nić ludzi pięk­ny­mi. Zwłasz­cza siebie.

Hmm, jak tak patrzę na nią, to raczej nie przy­kła­da się dziew­czy­na do pra­cy. Może jest wiecz­nie naja­ra­na i ma inne stan­dar­dy pięk­na? Ja wiem, że nie ma kobiet brzyd­kich, są tyl­ko nie­zad­ba­ne, ale ona jest jak­by na odwrót – zadba­na niby jest, ale…

- Zgło­si­łam się do pro­gra­mu, bo jestem roz­cza­ro­wa­na face­ta­mi, któ­rzy zacią­ga­ją mnie do łóż­ka i oka­zu­ją się tak sła­bo wypo­sa­że­ni, Teraz będę mogła oce­nić wcze­śniej, czy jest w porząd­ku, czy… Mój Adam musi mieć chęć na seks codzien­nie. Tak jak ja.

No tak, ciu­chy są prze­re­kla­mo­wa­ne… Ale w razie cze­go via­gra podob­no robi dokład­nie to, co obiecuje.

 

Mar­ten zbie­ra na pla­ży kra­by i inne badzie­wia, nie wia­do­mo w sumie po co, bo na pew­no nie do jedze­nia. Pew­nie taka swe­go rodza­ju licen­tia poeti­ca, żeby jakoś to wyglą­da­ło bar­dziej wia­ry­god­nie w tele­wi­zji, bo wła­śnie tak samo dłu­gą pla­żą jak wcze­śniej, idzie do nie­go Cher­ry. Na jej widok naj­wy­raź­niej bar­dzo się ucieszył.

- Ale on ma maczugę.

No, to się dziew­czy­na nie roz­cza­ro­wa­ła cho­ciaż. Byle w nocy zdzia­łał coś wię­cej niż do tej pory.

 

Gad­ka-szmat­ka i idą sobie razem do sza­ła­su zbi­te­go z odpa­dów. A po dro­dze inte­li­gent­na roz­mo­wa w stylu:

- Pierw­szy raz?

- Oczy­wi­ście. nie­czę­sto pozna­ję nagich panów na wyspach.

Jak widać, Mar­ten dalej błysz­czy inte­lek­tem, a tym­cza­sem blon­d­wło­sa Nan­da widząc ich razem ma minę lek­ko nie teges. Mar­ten też wyglą­da na lek­ko nie­szczę­śli­we­go, cie­ka­we dlaczego?

- No to robi się cia­sno Adonisie. 

- Mnie jed­na wystarczy.

No i wszyst­ko jasne – i tak mu nie sta­je, a tu jesz­cze trze­ba na dwie zmia­ny jechać… I naj­wy­raź­niej do takie­go wnio­sku nasz pięk­niś docho­dzi, bo przej­mu­je ini­cja­ty­wę i spła­wia deli­kat­nie Cherry.

- Mogę poroz­ma­wiać sam na sam z Nandą?

 

Idą zno­wu na pla­żę, dep­czą te cho­ler­ne muszel­ki, bo prze­cież sam na sam naj­le­piej poga­dać na sto­ją­co, na gola­sa i w peł­nym tro­pi­kal­nym słońcu.

- Ona jest bar­dziej w moim typie. 

- Napraw­dę?

Tak, bo chce się pukać.

- Wolę bru­net­ki. Moja poprzed­nia dziew­czy­na też nazy­wa­ła się Cherry.

Sta­ry, to było tak sła­be jak coś bar­dzo sła­be­go. Pew­nie jesz­cze mia­ła war­ko­czy­ki i była w kolo­rze dark cho­co­la­te?

 

Nan­da zroz­pa­czo­na idzie w morze, nikt nie wie po co, pew­nie żeby się w mor­ską pia­nę zmie­nić, a Mar­ten zmie­rza w stro­nę chat­ki-kopu­lat­ki przy­go­to­wać grunt pod przy­szłe wia­do­mo co. A tym­cza­sem zosta­wio­na sama sobie Cher­ry śni na jawie i to na głos:

- Adam jest sma­ko­wi­ty. Pięk­ne cia­ło. Impo­nu­ją­cy penis.

Pamię­taj­cie chło­pa­ki porad­nik z cyklu “Jak zaim­po­no­wać kobie­cie”. A teraz część dru­ga - “Jak zba­je­ro­wać kobietę”. 

- Jak ona mia­ła na imię?

- Nan­da. Nie za dobrze się nam uło­ży­ło. Z Tobą roz­ma­wia mi się łatwiej. Nie jesteś taka nadwrażliwa.

Nan­da już zna­la­zła w morzu to, po co tam poszła i wra­ca tro­chę poprzesz­ka­dzać naszym gru­cha­ją­cym gołąb­kom. I tutaj Cher­ry czu­jąc soli­dar­ność jaj­ni­ków rzu­ca tekstem:

- Rozu­miem uczu­cia dziew­czyn. Może­my miło spę­dzać czas we tro­je. Cza­sem sam na sam, a cza­sem nie.

Mar­ten się śli­ni, a Nan­da oburza:

- Nie lubię, jak ktoś gra nie­wi­niąt­ko. Nie mam na to ocho­ty. Jesteś tutaj dla sie­bie samej, ale ja już nie. 

Chy­ba tłu­macz dał cia­ła, bo kom­plet­nie nie rozu­miem, o czym ona mówi. A może w kul­tu­rze holen­der­skiej “nie­wi­niąt­ko” zna­czy coś inne­go? A Nan­da obu­rza się dalej.

- To moja wina? Patrz­cie, wiel­moż­ny pan. Jak w dur­nym seria­lu. Czy­sty surrealizm.

Jest taki boha­ter komik­sów Marve­la – Dead­po­ol, jako jedy­na postać wie, że jest boha­te­rem komik­so­wym. Nan­da wie, że jest w dur­nym seria­lu kie­dy jest w dur­nym reali­ty show. ŁAŁ, wyż­szy poziom abstrakcji…

Cher­ry zna­la­zła swo­je miej­sce na wyspie i się zasta­na­wia, o się tam zda­rzy­ło przed jej przybyciem.

- Upra­wia­li­ście seks?

No ja w sumie też jestem cie­ka­wy. Nan­da taka tro­chę roz­ma­rzo­na potwier­dza. Cher­ry drą­ży temat:

- I teraz się zakochałaś?

- O nie. Doszli­śmy do wnio­sku, że nie było uczuć.

Yyy­yy… za mało rumu? Uczu­cie upo­je­nia alko­ho­lo­we­go nie nastąpiło?

- Jemu się nie podo­ba­ło czy Tobie?

- To nie tak.

- Seks jest prze­cież fajny.

- OK, seks był faj­ny. Tak mi się zda­wa­ło, ale Mar­te­no­wi nie.

Taki w sumie stan­dard w rela­cjach dam­sko-męskich jak na wiej­skiej zaba­wie, pijes – dup­cys – pozu­cas. Tyl­ko na raj­skiej wyspie i bez ciu­chów. W sumie to nawet prościej.

- Ale z Cie­bie skur­wiel. Teraz już rozu­miem. Nie ma się co cie­szyć, że się jest skurwielem.

Ja na przy­kład nie rozu­miem, bo to mówi ta sama Cher­ry, któ­ra 5 minut wcze­śniej zachwy­ca­ła się maczu­gą Mar­te­na. Nan­da też zmie­nia zda­nie odno­śnie swo­jej cze­ko­la­do­wej konkurentki.

- Cher­ry mówi wprost wszyst­ko, cenię to. Jest cał­kiem fajna.

Nic dziw­ne­go, że face­ci jacyś tacy nie­po­ła­pa­ni są w związ­kach – toż to się zmie­nia jak kurs fran­ka. Cher­ry ucie­ka się nawet do gróźb karalnych

- Myśla­łam, że to ona kapry­si, a to on jest dra­niem. Jak­by mnie tak zała­twił, już by był na dnie oceanu.

Niech mi to ktoś łopa­to­lo­gicz­nie wyja­śni – co on zro­bił, albo cze­go nie zro­bił, że tak strasz­nie pod­padł? Jed­nej bez­po­śred­nio, a dru­giej przez osmozę?

 

Mar­ten posta­na­wia odpo­cząć od pań, więc one wybie­ra­ją się same na ryby.

No jest to logicz­ne – chce pobyć sam, to nie odcho­dzi od nich, tyl­ko wyga­nia po michę. Chy­ba zaczy­nam łapać, o co tym laskom cho­dzi. Gupi jest, bo jak je spu­ścił z oka, to mu strasz­li­wie obra­bia­ją dupę. A może to cie­ka­wość Cher­ry, bo prze­cież ona tu w kon­kret­nym celu przy­je­cha­ła, zna­czy przypłynęła.

- Jaki był?

-Taki sobie. W mia­rę w porządku.

Uff, czy­li roz­miar to nie wszyst­ko, tech­ni­ka też jest waż­na. Kamień z serca…

- Ile to trwało?

- Nie za dłu­go – potem przerwaliśmy.

- Za szyb­ko skończył?

- Nie.

No to o co Ci cho­dzi dur­na babo?!?!

 

Mar­ten jest w coraz gor­szej sytu­acji. Na domiar złe­go, do wyspy zbli­ża się dru­gi Adam. 

 

W drodze jest Sander – były pływak.

 Czy­li umie żab­ką, del­fi­nem, na pie­ska, na grzbie­cie, kla­sycz­nie też potra­fi. Cała Kama­su­tra. Oj będzie gorąco.

 

- Jestem San­der, mam 25 lat. Szu­kam związ­ku na dobre i na złe.

To się nazy­wa siła pol­skich seria­li. Ale wyda­je mi się, że nawet dok­tor Bur­ski tu nie pomoże…

- Pró­bo­wa­łem w sie­ci, ale tam zbyt wie­le moż­na ukryć.

A pró­bo­wa­łeś na red­tu­be? Tam mają wszyst­ko na wierzchu.

 

Nie wie­dzieć cze­mu, w tym momen­cie mamy prze­bit­kę na Mar­te­na, któ­ry macze­tą rąbie kokosa…

 

- Zaczą­łem pły­wać bar­dzo daw­no. Naj­pierw jako ratow­nik, ale zawsze chcia­łem być naj­szyb­szy. (…) Pró­bo­wa­łem zna­leźć faj­ną dziew­czy­nę, ale nie bar­dzo mi wychodzi. 

To ty facet na jakimś sła­bym akwe­nie dyżu­ro­wa­łeś albo “Sło­necz­ny patrol” to ście­ma.

 

Tym razem twór­cy pro­gra­mu fun­du­ją nam nie­spo­dzian­kę i San­der nie spo­ty­ka się z pozo­sta­ły­mi gola­sa­mi na pla­ży, tyl­ko wie­dzio­ny intu­icją odnaj­du­je ich chat­kę-kopu­lat­kę w środ­ku dżun­gli i z lek­ką taką nie­śmia­ło­ścią wbi­ja na kwa­drat. Mar­ten napa­rza koko­sa jak­by z więk­szym zaan­ga­żo­wa­niem. Cher­ry za to krzy­czy WHAT THE FUCK, pew­nie jej się marzy i już sku­ba­na knu­je. Nan­da z kolei się wsty­dli­wie odwra­ca i rumie­ni (zapo­mnia­ła widać, że tyłek też ma goły). A potem się wyzewnętrznia:

- Cie­szę się, że poja­wił się dru­gi facet. Będzie nam raź­niej i mniej dziwnie.

Nie, no spo­ko – kolej­ny golas zja­wia­ją­cy się z ni z gru­chy, ni z pie­tru­chy na bez­lud­nej wyspie na środ­ku oce­anu obni­ża dziw­ność co naj­mniej o 10.

Cher­ry z kolei ma inne zdanie:

- Jego przy­by­cie jest tak dzi­wacz­ne. Kom­plet­na niespodzianka.

Widać dla każ­de­go inna dzi­wa. Ale to obrot­na dziew­czyn­ka, więc znaj­du­je dobre stro­ny całej sytuacji:

- Ale akcja. Sie­dzę pomię­dzy nagi­mi face­ta­mi. Hahahahaha.

Mar­ten widać nie lubi kon­ku­ren­cji, bo

…bie­rze kon­ku­ren­ta na stronę.

Oho, teraz będzie typo­wo męska wal­ka o domi­na­cję i usta­la­nie sam­ca alfa w gołym sta­dzie. Nor­mal­nie w takich chwi­lach docho­dzi do meta­fo­rycz­ne­go chwa­le­nia się, kto ma więk­sze­go, ale tutaj na meta­fo­ry nie czas i nie miej­sce, bo wszyst­ko widać jak na dło­ni. Mar­ten zaczy­na na razie delikatnie:

- Jak Ci się podo­ba­ją panie?

- Ta ciem­na ma faj­ną lek­kość wyra­ża­nia się, ale wygląd nie ma dla mnie znaczenia.

Nie­ste­ty w tym momen­cie mamy prze­bit­kę na Cher­ry, któ­ra ma inne zdanie:

- Dla “małe­go” San­dra porów­na­nie nie jest korzyst­ne. Napraw­dę skromniutko.

No, i tyle w temacie…

San­der, wie­dzio­ny widać kobie­cą intu­icją zmie­nia zda­nie i wyzew­nętrz­nia się do kamery:

- Cher­ry nie jest w moim typie. To faj­na dziew­czy­na, ale czas wolał­bym spę­dzać z Nandą.

No, to sce­ny zazdro­ści i mie­rze­nie linij­ką mamy chy­ba z głowy.

 

My tu gadu gadu, a tymczasem:

Nad­cho­dzi wie­czór i czas iść spać.

Odkryw­cze…

Ale kto ma leżeć koło kogo?

Intry­gu­ją­ce…

Mar­ten jest prze­ko­na­ny, że nie będzie sam.

Zdu­mie­wa­ją­ce…

- Nie chcę spać koło Mar­te­na, bo zaraz by we mnie wsa­dził ten swój kołek, będę spa­ła obok Nandy.

To Cher­ry –  napraw­dę zaskakujące.

Mar­ten jest niezadowolony:

- Mia­łem nadzie­ję zostać sam z Cher­ry. I miło z nią spę­dzić czas. Panie chcą nam coś prze­ka­zać. Prze­cież nie będę się stawiać.

Sta­ry, bez “sta­wia­nia się” nie pobry­kasz, to tak dzia­ła. Widać kobie­ta zmien­ną jest…

- Będę przed nim uda­wa­ła trud­ną, bo prze­cież jestem naga. Ale mam go w garści.

A nie, jed­nak nie jest…

 

Nad Mogo-Mogo wsta­je trze­ci dzień. Trwa­ją poszu­ki­wa­nia part­ne­rów. Kto kogo chce? Maar­ten chce Cher­ry. San­der się waha. A Nan­da już sama nie wie. Dla­te­go do wyspy zmie­rza Nico­let­te, żeby poło­żyć temu cha­oso­wi kres.

Szka­po­zęb­na Nico­let­te przy­pły­wa na boga­to – jest ubra­na, a jej łód­ka się nie roz­pa­da. I ma też boga­te teksty:

- Jak na pla­ży nudystów.

Nie zauwa­ży­łem.

- Ktoś musi jechać do domu. 

Bo jak nie, to co?

- Decy­zja kto, zapad­nie teraz.

Ta-daaa.

 

A nie, jed­nak oka­że się później:

Kto opu­ści wyspę, oka­że się po zada­niu. Nie wia­do­mo, czy będzie to kobie­ta czy męż­czy­zna. Nale­ży zro­bić naszyj­nik, ale wszyst­kie mate­ria­ły są pod wodą. I trze­ba je naj­pierw wydobyć.

Uwa­żaj­cie na Klą­twę Czar­nej Perły.

- Naj­szyb­sze z Was wygry­wa. A wygra­na ozna­cza, że może­cie zde­cy­do­wać, kto opusz­cza wyspę.

Mnie, mnie, wybierz mnie!!

- Dwo­je z Was zaraz się zmie­rzy. To będą panie. Umie­cie nurkować?

- Niee.

Jak to mówią – shit hap­pens.

 

Zaczę­ło się! Ewy na gola­sa wska­ku­ją do wody! Pły­ną wśród fal, wśród mor­skiej flo­ry i fau­ny! Emo­cje rosną! To kul­mi­na­cyj­ny punkt poby­tu i decy­du­je o być albo nie być na bez­lud­nej wyspie na środ­ku oce­anu!! Dyna­micz­ny mon­taż, cha­otycz­ne zbli­że­nia, zdję­cia nad- i pod­wod­ne!! Bieg ze skar­ba­mi na pla­żę, ostat­kiem sił i na bez­de­chu!! Potem peł­ne napię­cia robót­ki ręcz­ne pry­mi­tyw­ny­mi narzę­dzia­mi z krze­mie­nia i obsydianu!

 

Minutę i 13 sekund później mamy zwycięzcę! To Cherry!!!

Napię­cie zno­wu rośnie, bo zagro­żo­ny jest każ­dy (cho­ciaż Mar­ten jak­by najmniej).

- To był trud­ny wybór, ale posta­no­wi­łam, że wyspę opu­ści ten, kto mi się tu nie przy­da, czy­li Nanda.

No szok i niedowierzanie…

- No cóż, wybie­ram, żeby mieć dwóch Ada­mów. Nie wywa­lam Cie z nienawiści.

Nie­ee, po pro­stu chcę się tro­chę podup­czyć w spokoju.

 

Aby tra­dy­cji sta­ło się zadość, Nan­da odda­la się brze­giem morza w peł­nym słoń­cu dep­cząc zno­wu te cho­ler­ne muszel­ki. A potem wsia­da na wypa­sio­ną łód­kę i odpły­wa w siną dal.

Tym­cza­sem w ręce Cher­ry tra­fia księ­ga wyspy, a zara­zem wła­dza. A z tej księ­gi wyle­wa się pra­daw­na mądrość:

Ada­mo­wie wal­czyć będą o Two­ją miłość, ale czy jesteś ich war­ta? Zde­cy­duj jak będą wal­czyć, bo to Ty musisz doko­nać wybo­ru pomię­dzy nimi. A to po usły­sze­niu trze­cie­go bicia dzwo­nu. Zmy­sło­wość i gib­kość – mówią, że dobry tan­cerz jest dobry w łóż­ku. Prze­te­stuj zmy­sło­wość i gib­kość Adamów.

Skąd pra­daw­ni wie­dzie­li, że Cher­ry wywa­li Nan­dę i zosta­nie z dwo­ma face­ta­mi?? Rze­czy­wi­ście byli mądrzy.

Cher­ry może zde­cy­do­wać, czy chce lepiej poznać San­dra, bo zacho­wa­nie Mar­te­na w sto­sun­ku do Nan­dy dalej jej się nie podoba.

Oj już byś dała spo­kój, każ­dy facet może mieć gor­szy dzień i kło­po­ty z hydrau­li­ką. Jed­nak decy­du­je, że chce i zada­je San­dro­wi serię bole­snych pytań:

- Chcesz mieć dzieci?

O ja pierdolę…

- Kie­dyś chcę.

- Kie­dy?

- Jak będą warun­ki. Dom. Praca.

- Jesz­cze nie masz?

- Nie.

- Co zro­bisz po wyj­ściu z programu?

- Zaj­mę się pra­cą. Już ją znalazłem.

- Taak?

No bra­cie, goło­dup­cem to Ty możesz sobie być na raj­skiej wyspie, ale w praw­dzi­wym życiu liczy się sze­lesz­czą­ca mamona.

- Nie cier­pię, jak ktoś sie­dzi na tył­ku, nic nie robi i tyl­ko pro­si o kasę.

No, to wyglą­da na to, że nie macie wspól­nych tema­tów z impre­zo­wicz­ką Cherry.

San­den czy Mar­ten? Trud­ny wybór. Cher­ry ich przetestuje…

YES!! YES!! YES!!

…w tań­cu Limbo.

UUEEEEEEE

 

Taniec Lim­bo to takie prze­cho­dze­nie tyłem pod prze­wie­szo­nym kij­kiem, jak­by­ście nie wie­dzie­li. Emo­cjo­nu­ją­ce zawo­dy wygry­wa Marten.

Cher­ry i Mar­ten są więc na rand­ce. Roman­tycz­ne drin­ki przy zacho­dzą­cym słoń­cu. Mar­ten fizycz­nie pocią­ga Cher­ry, ale ona nadal nie rozu­mie, jak mógł tak potrak­to­wać Nan­dę i dla­te­go chce wie­dzieć o nim więcej.

Eee, ale po co?

- Wycho­wy­wa­ła mnie tyl­ko mat­ka, zacho­ro­wa­ła kie­dy mia­łem 11 lat, więc całe życie spę­dzi­łem z umie­ra­ją­cą mat­ką. Skut­kiem jest to, że bar­dziej sobie cenię wię­zi rodzin­ne i przyjaciół.

Bitch, ple­ase!! Nawet ja po 15 latach mał­żeń­stwa mam lep­szy bajer. Ale widać dzia­ła, bo Cher­ry poza wiel­ką pytą dostrze­ga też w Mar­te­nie człowieka:

- Bar­dzo cie­ka­wie było go poznać od innej stro­ny. Miał trud­ną prze­szłość, ale przy­jem­nie mi, że zechciał się tym ze mną podzielić.

Co dziw­ne, noc spę­dza­ją grzecz­nie i osob­no. Wsta­je czwar­ty dzień i Cher­ry musi zde­cy­do­wać. Pogo­ni­ła chło­pa­ków, żeby zro­bi­li jej śnia­da­nie, a sama zaczy­na mieć dyle­ma­ty, bo:

- San­der wie cze­go chce, wie jak żyć, zara­biać. Jest faj­ny. Jego wadą jest upór.
- Zale­tą Maar­te­na jest oczy­wi­ście jego penis. Jego wadą jest to, że źle potrak­to­wał Nan­dę. I że mnie chce prze­le­cieć zaraz potem.

Taaa, dyle­ma­ty, dylematy…

- Doko­na­łam wybo­ru. Wybra­łam.… Martena.

Kto by pomyślał?

 

Adam szuka Ewy: EPILOG

Wra­ca­ją sobie do luk­su­so­we­go hote­lu, tak na oko ze dwie i pół gwiazd­ki, a tam pro­wa­dzą­ca z koby­lim uśmie­chem Nico­let­te będzie prze­pro­wa­dzać test na miłość.

Czy Mar­ten też kocha Cher­ry? Czy Mar­ten woli pie­nią­dze, czy parę dni z Cher­ry w luk­su­so­wym ośrodku?

Cher­ry peł­na wąt­pli­wo­ści ubie­ra się i prze­ży­wa dyle­ma­ty moralne:

- Dziw­nie się czu­ję wkła­da­jąc ubra­nie. Bie­ga­nie nago po wyspie było faj­ne. Cie­szę się, że mogę wło­żyć swo­je buty na obca­sie. Nie mam poję­cia jak on będzie wyglą­dał w ubra­niu. Mam nadzie­ję, że sexy. Szko­da, że nie zoba­czę jego klej­no­tów. Ale mam nadzie­ję, że jak mnie zoba­czy, to będzie pod wra­że­niem jaka ja jestem sexy w sukien­ce i butach. Nie wyobra­żam sobie jego sty­lu. Mam nadzie­ję, że nie jest odpychający.

Hmmm, co kto lubi – Mar­ten zało­żył bia­łe spodnie, roz­pię­tą lawen­do­wą koszu­lę i klap­ki japon­ki. Ja tam nie sikam po nogach, ale Cher­ry wręcz przeciwnie:

- Napraw­dę się bałam, ale jed­nak mi się podo­ba. Jest sexy.

Nico­let­te o koń­skim uśmie­chu odwle­ka w cza­sie moment decy­zji w celu spo­tę­go­wa­nia napię­cia i sypie gad­ką-szmat­ką, aż docho­dzi do sedna:

- Wyobraź sobie, że pro­po­nu­ję Ci 250€, odej­dziesz sobie i już jej nie zoba­czysz, ale za to z pieniędzmi. 

- Te pie­nią­dze mnie nie uszczęśliwią.

Czy tyl­ko mi się wyda­je, czy był leciut­ki akcent na “te”?

- A co byś powie­dział na 500€?

- Nie, też nie.

I takie jak­by spoj­rze­nie w sty­lu “no dorzuć coś jesz­cze”. Ale na głos twardo:

- Miłość nie jest do kupie­nia i nie jest na sprzedaż.

Ale napraw­dę już nie masz wię­cej? Ano nie, koń­sko­zęb­na Nico­let­te co praw­da się strasz­li­wie wzru­sza na widok tak głę­bo­kie­go uczu­cia, ale widać nie ma ocho­ty dopła­cać ze swo­ich. Oznaj­mia więc Mar­te­no­wi (pamię­ta­cie? on lek­ko tępy jest):

- Wzru­szy­łam się. Sam jej to możesz powie­dzieć. Stoi za Tobą z butel­ką szam­pa­na i, co dziw­ne, w ubra­niu. Idź do niej. Gra­tu­lu­ję. Powo­dze­nia. Nie ma to jak miłość.

No tak, zno­wu bez alko­ho­lu nie teges..

 

Wybacz­cie, ale nie mam siły doda­wać jesz­cze cze­goś od sie­bie. Mam wypra­ny mózg i potrze­bu­ję wytchnienia.

 

PS. Poświę­ci­łem się i obej­rza­łem jesz­cze jeden odci­nek – cza­sa­mi nie wrzu­ca się aż czwór­ki gola­sów tyl­ko maj­stru­je spryt­ny trój­ką­cik. Poza tym nic się nie zmie­ni­ło i raczej nie dam rady wró­cić do tego guano i cze­goś napi­sać. Po dodat­ko­wym odcin­ku i tak cze­ka mnie odwyk od głupoty 🙂

 


About Jacek eM

view all posts

Mąż, ojciec i projektant wnętrz. Fotograf-amator i wannabe bloger. Właściciel niewyparzonego jęzora i poczucia humoru w stylu noir. No i na wieczystej diecie...

Close