6 rzeczy, które musisz mieć przed przejściem na dietę…

 

W TYM WPISIE poczy­ta­łeś sobie o tym, co powi­nie­neś wyrzu­cić z domu, lodów­ki, spi­żar­ki, ser­ca i rozu­mu, aby zrzu­cić zbęd­ne kilo­gra­my. A teraz poczy­taj sobie o tym, co w domu, lodów­ce, spi­żar­ce, ser­cu i rozu­mie MUSISZ MIEĆ przed przej­ściem na die­tę. Czy też bar­dziej uła­twić sobie z nimi wal­kę, bo nic i nikt za Cie­bie brzu­cha nie zgu­bi. Chy­ba, że komuś pod­pa­su­je meto­da rodem z “Piły”, ale raczej zamiast robić sobie ama­tor­ską lipo­suk­cję, weź się z gło­wą do robo­ty. Z autop­sji i dobro­ci ser­ca udzie­lę Ci kil­ku rad.

 

1. Oczywista oczywistość – WAGA, a najlepiej dwie

Jed­na (mniej­sza) do waże­nia tego, co jesz, a dru­ga (więk­sza) do waże­nia Cie­bie. Po co mała? Czę­sto gęsto masz poda­ne w prze­róż­nych tabe­lach czy na opa­ko­wa­niach ilość biał­ka, węglo­wo­da­nów czy kalo­rii np. w 100g. Czy­li ile to? Łyżecz­ka, napar­stek, gar­niec czy szkla­na? No wła­śnie. Pamię­taj, choć­byś nie wiem jak bar­dzo wyba­je­rzo­ną wagę kupił, to ona nie schud­nie za Cie­bie ani nie przy­go­tu­je Ci odpo­wied­nio zbi­lan­so­wa­ne­go posił­ku. I prze­staw wagę z fun­tów na kilo­gra­my, zawsze przy­jem­niej wyglą­da 90kg niż 200lbs.

 

2. Blender, mikser, sokowirówka

Jeśli nie masz – kup, jeśli masz – zacznij regu­lar­nie uży­wać. Prze­róż­ne kok­taj­le, smo­othie, pap­ki roz­drob­nio­ne z dodat­ka­mi czy bez są na die­cie Two­im przy­ja­cie­lem. Jest nawet die­ta zwa­na kok­taj­lo­wą, ale dla mnie jest nie do przej­ścia – ja muszę wbić zęby w kawał mię­cha i zagryźć czymś kon­kret­nym. Ale jako uzu­peł­nie­nie mojej die­ty (o zasa­dach poczy­taj TUTAJ) są w sam raz. Szyb­ko się je przy­go­to­wu­je, tak napraw­dę masz dowol­ność w dobo­rze skład­ni­ków (oczy­wi­ście prze­strze­gasz zasad), możesz sobie taki kok­tajl ewen­tu­al­nie wzbo­ga­cić odżyw­ka­mi biał­ko­wy­mi czy wspo­ma­ga­cza­mi odchu­dza­nia (ale z gło­wą i umia­rem). Co dziw­ne – nie­ko­niecz­nie lubię jeść owo­ce w for­mie sta­łej, ale zmik­so­wa­ne kocham wszyst­kie. Dodat­ko­wo jeśli masz szczel­nie zamy­ka­ny pojem­nik, to możesz sobie zabrać goto­we mik­sy do pra­cy i nie mar­twić się, że nad­cho­dzi pora posił­ku, a w zasię­gu jedy­nie auto­mat ze snic­ker­sa­mi. Zmik­so­wać możesz też sobie np zupę na krem i pod­grzać w pra­cy. Kie­dy dosta­łem w mor­dę dechą, przez jakiś czas mik­so­wa­łem sobie kotle­ta z ziem­nia­ka­mi i surów­ką. Nie wiem, co było gor­sze – smak czy wygląd.

2015-07_TOP_4

Zie­lo­ny kok­tajl ze Shre­ka – sma­ku­je NAPRRRRRAWDĘ lepiej niż wyglą­da.

 

2015-07_TOP_2

Tu za chwi­lę będzie owsian­ko­wa pap­ka – total­nie nie­fo­to­ge­nicz­na, ale zaje­bi­sta w sma­ku.

2015-10_TOP_7

Szpi­nak, czy­li kosz­mar przed­szko­la­ka w wer­sji fit. Mniam. Napraw­dę mniam. Napraw­dę napraw­dę…

 

3. Szczelnie zamykane pojemniki

Naj­le­piej takie, któ­re moż­na wrzu­cić do mikro­fa­li, bo o ile kok­tajl dobry jest na zim­no, to zupa krem już nie. Podob­nie jak np. gril­lo­wa­na pierś z kaszą czy omle­cik. I już od razu wiesz, po co Ci takie pojem­ni­ki – zabie­rasz do pra­cy czy na uczel­nię to, co chcesz zjeść, a nie to, co aku­rat upo­lu­jesz (czy­li bato­nik z auto­ma­tu). Ich szczel­ność gwa­ran­tu­je, że Twój port­fel nagle nie nabie­rze sma­ku kre­mu z dyni, a w nowiuś­kim ajfo­nie nie zacznie chlu­pać kok­tajl porzecz­ko­wo-jago­do­wy. W każ­dej chy­ba pra­cy masz kuchnię/kącik do jedze­nia, gdzie możesz sobie przy­nie­sio­ne żar­ło pod­grzać. Pamię­taj, żeby przed wrzu­ce­niem do mikro­fa­li zdjąć pokryw­kę, bo zassie Ci się tak, że spa­lisz milion kalo­rii zanim otwo­rzysz pojem­nik. Tu mały tip – TESCO ma faj­ne i nie­dro­gie pojem­ni­ki tego typu o róż­nych pojem­no­ściach i gaba­ry­tach – agen­cja obsłu­gu­ją­ca TESCO pro­szo­na o dane do fak­tu­ry. Dzię­ku­ję.

12071238_840017292762392_584003672_n

Tyle muszę jeść na die­cie… Tak, to na pew­no reduk­cyj­na… Chy­ba…

 

4. Dobre gary, parowar i grill elektryczny (względnie patelnia grillowa)

Byle nie takie z poka­zów dla eme­ry­tów, bo ner­wi­ca Was bar­dziej zeżre, niż die­ta. Jeśli chcesz zrzu­cić parę kilo­gra­mów, to zapo­mnij o sma­że­niu – Two­im przy­ja­cie­lem sta­je się pie­kar­nik, grill i urzą­dze­nie do goto­wa­nia na parze. Tra­dy­cyj­ne goto­wa­nie też jest ok, ale spo­ro wita­min i innych poży­tecz­nych śmie­ci ucie­ka wte­dy w chmur­kę, albo bar­dziej w wyle­wa­ną wodę. O ile gril­lo­wa­nie czy pie­cze­nie jest w mia­rę pro­ste, to goto­wa­nie w pie­kar­ni­ku paro­wym już nie. Albo ja jestem wybit­nie tępy i nie mogę tego ogar­nąć, bo wszyst­ko co w tym cudzie przy­go­tu­ję wycho­dzi mdłe i bez sma­ku, choć dosko­na­le al den­te. Nawet chu­de mię­so czy ryby. Grill za to poko­cha­łem i choć na elek­trycz­nym cięż­ko jest osią­gnąć to, co na tra­dy­cyj­nym, to zdro­we jest i smacz­ne. Dodat­ko­wo kup sobie taki, w któ­rym możesz demon­to­wać bla­chy i wrzu­cać do zmy­war­ki, a Twój wewnętrz­ny leń zaśpie­wa z rado­ści.

 

12105216_100218150342121_1520137689_n

Dobry teflon nie jest zły. A jakie dobre jest to, co w nim wypich­cisz – tutaj pie­czo­na cuki­nia nadzie­wa­nia mię­sem z indy­ka. Poważ­nie…

2015-10_TOP_8

Taka tam bro­ku­ła z grzi­bą…

 

5. Oliwa w sprayu

Nawet jeśli nie będziesz sma­żyć, to taka oli­wa w psi­ka­czu przy­da się do nasma­ro­wa­nia blach gril­la, żeby nic do nich nie przy­wie­ra­ło. A jeśli jed­nak zatę­sk­nisz za chru­pią­cą, przy­sma­żo­ną skór­ką, to wystar­czy tyl­ko kil­ka psi­ków na dobrą patel­nię i nic Ci się do niej nie przy­klei. Nie­ste­ty, w sprayu zna­la­złem jedy­nie oli­wę z oli­wek, któ­rej smak w ogó­le śred­nio mi odpo­wia­da, ale mię­cho na gril­la mam zazwy­czaj solid­nie zama­ry­no­wa­ne i nie prze­bi­ja mi się smak czy zapach oli­wy. Dla lubią­cych śród­ziem­no­mor­skie kli­ma­ty i mają­cych w dupie die­tę, a lubią­cych mięk­kie pszen­ne bagiet­ki macza­ne w oli­wie jest to dosko­na­ły bajer. Blu­eeeee…

 

6. Zeszyt, notes albo wypasiona aplikacja na smarfona

Od pierw­sze­go dnia die­ty zapi­su­jesz wszyst­ko, co jesz, pijesz, wcią­gasz nosem albo sobie wstrzy­ku­jesz. Nawet szklan­kę wody, kozy z nosa a dziew­czy­ny pamiąt­ki po wczo­raj­szej rand­ce. Zapi­suj gdzie chcesz, ale zapi­suj. Ja sobie stwo­rzy­łem baje­ranc­ki arkusz w Exce­lu, któ­ry mi dodat­ko­wo wyli­cza róż­ne mądre rze­czy. Kie­dyś, jak ogar­nę jak się to robi, to go wysta­wię do ścią­gnię­cia.

A co, dobry czło­wiek ze mnie.

 


About Jacek eM

view all posts

Mąż, ojciec i projektant wnętrz. Fotograf-amator i wannabe bloger. Właściciel niewyparzonego jęzora i poczucia humoru w stylu noir. No i na wieczystej diecie...

  • Ależ ta die­ta wyma­ga zaan­ga­żo­wa­nia 😉 Dużo tego. Ta apli­ka­cja też jest nie­zbęd­na ?;) Dobrze, że nie muszę sto­so­wać diet ani liczyć kalo­rii…

  • Przed waka­cja­mi testo­wa­łam die­ty pudeł­ko­we, 5 posił­ków na cały dzień przy­wo­żo­nych do pra­cy. Cał­kiem wygod­ne w gorą­cych okre­sach dla zapra­co­wa­nych 🙂

    • A efek­ty? 🙂

      • To nie była die­ta odchu­dza­ją­ca (dobra­łam ilość kalo­rii odpo­wied­nią do swo­je­go zapo­trze­bo­wa­nia i sie­dzą­ce­go try­bu życia) bar­dziej dla zdro­wia i lep­sze­go samo­po­czu­cia, więc efek­ty są takie, że się lepiej czu­ję, ale nie jest to jakoś moc­no mie­rzal­ne 🙂 Co praw­da schu­dłam kil­ka kilo­gra­mów, ale nie kon­tro­lo­wa­łam tego jakoś moc­no, bo cele mia­łam inne.

        • To może i ja spró­bu­ję… Ostat­nio cza­so­wo nie wyra­biam na zakrę­tach, a po typo­wym żar­ciu na wynos, nawet bar­dzo dobrym nie­ste­ty kilo­gra­my sza­le­ją 🙂

          • War­to prze­te­sto­wać. Czę­sto w takich cate­rin­gach dzień testo­wy wycho­dzi bar­dzo tanio i do nicze­go nie zobo­wią­zu­je 🙂

  • super lista, waż­ne są rów­nież chę­ci 😉

  • the­rion

    Prze­pra­szam, że wtrą­cę, ale albo przez pomył­kę kole­dze umknę­ło, albo ja zna­leźć nie mogę. Gdzie jest punkt na temat gorza­ły fit, light, czy tam z paro­wa­ru? Dobry wie­czór, bo do piąt­ku już bli­żej, niż do ponie­dział­ku przy­szłe­go.

    • Za jakieś 7 wpi­sów będzie – pej­szynt 🙂
      No fakt – dobry, bo week­en­do­wy.

      • the­rion

        Ja jesz­cze mam 12 stron blo­ga do opy­ka­nia i to je slicz­no, bo na przy­kład wyobra­żam sobie, że za jakieś 4 stro­ny będziesz ważył 90 kg, za 6 stron zno­wu 120 i będziesz wermut zagry­zał sło­ni­ną 🙂 To cał­kiem dobra histo­ria jest. Dobry wie­czór nigdy dość.

        • Coś tak kur­na jak­by, bo się nie­za­dłu­go zaczną opo­wie­ści knaj­pia­ne ze zdję­cia­mi w pakie­cie i tyle będzie fat2fit. Zna­czy przez mniej wię­cej pół roku 🙂
          No jak dobry, to pew­nie – od przy­byt­ku gło­wa nie boli 🙂